Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

Polska Subsaharyjska

Poszczególne z trudem naciskane litery spływają niczym asfalt na wirtualną kartkę na ekranie komputera. W gęstym, czerwcowym powietrzu wiatrak z niemym oporem stara się pokroić powietrze na cieńsze plasterki. Zegarek przykleja się do nadgarstka. I tak nie ma to znaczenia, bo jest tak samo gorąco bez względu na to, czy jest 9.00 rano, czy 21.00 wieczorem. Na grupach dyskusyjnych zwolennicy podlewania ogródków sprzeczają się z tymi, którzy ogródków nie mają, ale nie mają też wody, żeby wziąć chłodny prysznic. Póki mają Internet, mogą się sprzeczać. Prezydenci zabetonowanych miast stawiają tymczasowe fontanny, aby schłodzić umęczony upałami elektorat. Woda w butelkach jest zbawieniem, same butelki już nie, bo plastik jest zły. Mogą posłużyć do tego, aby nabić w nie klientów warsztatów oferujących serwis klimatyzacji. Klienci nabijają się raczej sami, bo o przycisku AC przypominają sobie w momencie, kiedy fotel wygląda jak z obrazów Salvadora Dali. Trudno wtedy się dziwić, że drogo. Żniwa serwisów klimatyzacyjnych trwają krócej niż sezon na bób. Nawet ostatni zimowi jeźdźcy postanawiają zawitać do wulkanizatorów, żeby wymienić opony na letnie.

Polska rozpuszcza się w czerwcowych upałach, a wyznawcy teorii globalnego ocieplenia – coś w tym musi być – naprzemiennie biją na alarm i skaczą z radości, że jednak mieli rację.

Jak to u nas bywa, także w kwestii upałów nasz naród podzielił się szybko i zdecydowanie, chociaż podział ten nie przebiega, jak to miało miejsce przy okazji ostatnich wyborów, geograficznie. Tym razem zwolennicy upałów są przemieszani z tymi, którzy temperatury powyżej 20 stopni Celsjusza uznają za napływ uchodźczego frontu subsaharyjskiego. Może się zdarzyć, że kolega z pracy, z którym siedzisz biurko w biurko, skrywa straszny sekret i potajemnie wyłącza klimatyzację, kiedy nikt nie patrzy. Sąsiad zza płotu, którego do tej pory uważałeś za „swojego chłopa”, noc spędza w garażu w samochodzie z odpaloną na 16 stopni klimatyzacją.

Czerwiec to zdecydowanie najcieplejszy miesiąc w tym roku. Lipiec też będzie ciepły, ale bardziej deszczowy. To nie przepowiednia. Skończyłem technikum budowlane o profilu hydrologia. Miałem taki przedmiot jak meteorologia i mimo że nie byłem najpilniejszym z uczniów, to od tamtej pory wiem, że najwyższe opady w naszym kraju są właśnie w lipcu.

Ciekawostką i znakiem czasu zarazem jest to, że w czerwcu zanotowano w Polsce największy pobór energii. Nic dziwnego, bowiem, szczególnie w dużych miastach, klimatyzacja nie jest już kapitalistycznym wymysłem elit, ale stała się czymś naturalnym.

Tak jak w naszych samochodach, kiedy jest gorąco, włączamy klimatyzację. Kiedy włączamy klimatyzację, nasze samochody palą więcej paliwa. Kiedy palą więcej paliwa, emitują więcej szkodliwych substancji. Z elektrowniami węglowymi sprawa jest analogiczna – zwiększony pobór mocy oznacza zwiększone zapotrzebowanie na paliwo, czyli węgiel. Spalanie węgla jest jednym z głównych czynników wpływających na ocieplenie klimatu.

Sprawa wydaje się być mocno beznadziejna z jeszcze jednego powodu. Pracujące pełną parą elektrownie emitują olbrzymie ilości ciepła i muszą być schładzane. Czym? Oczywiście wodą, której jak niczego innego brakuje właśnie podczas upałów. Już teraz w wielu miejscach i na wielu osiedlach są duże niedobory wody. Sąsiedzi podlewający ogródki skaczą sobie do oczu z tymi, którzy ogródków nie mają, ale mają podstawowe potrzeby fizjologiczne, w dużej mierze zaspokajane za pomocą wody w kranie.

Oczywiście to sytuacja przejściowa, ale przejściowa jeszcze. Sytuacja, kiedy nie ma wody, jest epizodyczna, ale nie trzeba specjalnie używać wyobraźni, aby wyobrazić sobie, że woda w kranach jest czymś niezwykłym.

Może gdybym bardziej uważał na lekcjach, wiedziałbym, jakie jest rozwiązanie tej sytuacji. Wiem natomiast, że potrzebne są działania – nie kolejne alarmistyczne apele tylko realne rozwiązania. Cieszą się zapewne przedstawiciele branży fotowoltaicznej, ale panelami słonecznymi umęczonej ojczyzny ani nie schłodzimy w lecie, ani nie ogrzejemy w zimie.

Mam przynajmniej nadzieję, że z felietonu chociaż trochę powiało chłodem.

Tomasz Siwiński

Przeczytaj również

Popularne