Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
FleetDerby 2026

Podsumowanie Grand Prix Wielkiej Brytanii

Grand Prix Wielkiej Brytanii dostarczyło nam wiele emocji. Była zmienna pogoda i strategiczny chaos. Ponadto, pierwsze domowe zwycięstwo Lando Norrisa, Oscar Piastri testujący jednocześnie hamulce w swoim samochodzie oraz refleks Maxa Verstappena. Do tego jeszcze Nico Hulkenberg, który pokazuje, dlaczego warto zrezygnować z emerytury, a na deser środowy poranek i zwolniony Christian Horner. Red Bull i Formuła 1 stoi na głowie. 

 
Zaczniemy jednak od treningów. Pierwsze trzy sesje pokazywały, że stawka będzie wyglądać nieco inaczej niż zwykle. Ferrari zaskakiwało swoim znakomitym tempem, jak z resztą za każdym razem, kiedy przyjeżdżamy na tory, na których ważny jest duży docisk. Czasem potrafią z tym przesadzić, szczególnie kiedy mówimy o manewrowanie prześwitem. Zdarzało im się przesadzać co skutkowało za dużym starciem deski kompozytowej pod bolidem, a w efekcie dyskwalifikacją. Tempo Ferrari jednak długo nie trwało. Po treningach bolid już nie był tak szybki jak się to wydawało wcześniej, gdyby Lewis z Charles’em mieli więcej pecha to mogliby nawet nie wejść dalej niż Q1. Hamilton oczywiście bardzo liczył na ten weekend wyścigowy. Gdzie jak nie na domowej ziemi miałby zdobyć swoje pierwsze podium (w oficjalnym wyścigu) z Ferrari. Leclerc za to nie krył frustracji. Widać, że jest bardzo zły na siebie i na to jak aktualnie wygląda jego droga z Ferrari. Przy temacie Leclerca warto pamiętać o tym, że czas nie stoi w miejscu. W tym roku skończy 28 lat, więc nie można dłużej o nim mówić jak o młodym talencie. Perspektywiczny trzydziestolatek to zjawisko, które występuje tylko i wyłączne w polskiej piłce. Mówiąc już całkowicie na poważnie, Charles to dojrzały kierowca, z solidnymi umiejętnościami. Jego czas absolutnie nie minął i ma jeszcze wiele przed sobą, ale jeśli myśli o zdobyciu tytułu Mistrza Świata to być może należy szukać zespołu poza Włochami. W wyścigu nie poszło im najgorzej, Hamilton dojechał na czwartym miejscu. P4 jak na ten sezon brzmi bardzo obiecująco, do momentu, w którym nie spojrzymy, że przed nimi wyścig ukończył Sauber.  Ponadto znowu nietrafiona strategia zespołu. Wiadomo, nie tylko oni podjęli ryzyko wymiany opon na okrążeniu formacyjnym. Niemniej jednak nie wyszło im to i to nie pierwszy raz. Leclerc po raz kolejny stał się ofiarą kiepskiej strategii. Jeśli sam miałbym im coś zasugerować to moim zdaniem powinni zmienić definicję ryzyka. Niech kiedyś po prostu nie zrobią czegoś, nawet jak ich bardzo korci. To dopiero będzie ryzyko. 
 
Zmieniamy barw z czerwonego na pomarańczowy i tam jest wszystko po staremu. Solidne przejazdy treningowe i kwalifikacyjne, wysoka pozycja startowa. McLaren może mieć jednak niedosyt, bo znowu przeszkodził im „latający Holender” i pozbawił Oscara szans na Pole Postition. Tak czy inaczej występ pozytywny i bez wpadek, przynajmniej do czasu wyścigu. Nie wiem, jak to jest, że jeśli już któryś kierowca ma problemy z trzymaniem nerwów na wodzy to jest to kierowca Mclarena. O dziwo nie chodzi mi o Lando Norrisa. Ten swoje demony już zwalczył, tak przynajmniej to wygląda po ostatnich dwóch wyścigach. Gotuje się nam za to Oscar Piastri. Synonim spokoju i opanowania, jeszcze bardziej skryty i cichy niż Kimi Raikonen. Jak trzeba to potrafił wbić szpilkę Alpine tydzień temu, ale to wszystko z odpowiednią dla siebie ilością wstrzemięźliwości. Nawet jeśli robi coś w emocjach nie to wałkuje tematu w nieskończoność, żeby nie powiedzieć za dużo. Na Silverstone tę jego maskę chyba zmył deszcz, a wszystko rozbija się o kontrowersyjną karę. Kontrowersyjną tylko dla obozu McLarena. Chodzi o manewr hamowania po tym jak światła na samochodzie bezpieczeństwa już zgasły. Zmusiło to Verstappena do gwałtownej reakcji i wyprzedzenia Australijczyka. Sytuacja niemalże identyczna jak podczas GP Kanady. Jedyną różnicą jest siła z jaką Piastri hamował. Prawie 60 psi i hamowanie z 218 km/h do 52 km/h. Bardzo ryzykowny manewr, jeszcze na dodatek podczas deszczu i świeżo po wypadku, w którym to Hadjar wjechał w tył bolidu Antonellego. Tu mogło zakończyć się to jeszcze gorzej. Kara jak najbardziej zasłużona, niezależnie od tego jak bardzo Oscar będzie się przed tym bronił. Jego komentarz przez radio, w którym mówił, że kara była niesłuszna i Norris powinien oddać mu pozycje był kompletnie nie na miejscu. Powiedziałbym, że było to zachowanie dziecinne i niedojrzałe. Nie do tego nas przyzwyczaił. Mam nadzieję, że był to jednorazowy taki występek. Wszyscy dobrze wiedzą jak Norris zaszkodził sobie podobnymi komentarzami w zeszłym sezonie i na początku tego. 
 
Przechodzimy do Red Bulla, a konkretnie Maxa Verstappena. Kolejny fantastyczny występ kwalifikacyjny na jego koncie. Wbrew wszystkim – ekspertom, dziennikarzom, bukmacherom, kibicom i w zasadzie logice także. Głównymi kandydatami byli oczywiście panowie z papai oraz Ci ubrani na czerwono. Wyczyn wielki tylko czy wart takiego poświęcenia? Red Bull zaryzykował i postawił na niski docisk. Tylne skrzydło wyglądało jakby je pomylili z tym szykowanym na Monzę. Ryzyko nie opłaciło się. W niedzielę jak wiemy spadł deszcz, docisk w bolidzie był potrzebny i nawet klasa Maxa Verstappena nie pozwoliła mu na dobry wynik. Na jednym z restartów Holender stracił panowanie nad bolidem i o mały włos nie ukończył swojego wyścigu przedwcześnie. Z Silverstone wyjechał niezadowolony. Widać po nim, że sam nie wie już co ma powiedzieć i nie chce rozmawiać z dziennikarzami, którzy za to mają do Holendra wiele pytań.  O Yukim nie ma co wspominać, dobrze, że dojechał. Widać, że Japończyk ma spore problemy i ani on ani zespół nie wiedzą jak przez to przebrnąć. To nie koniec ciężkich chwil Red Bulla, ale o tym w dalszej części artykułu.
Najważniejsza informacja weekendu – NICO HULKENBERG Z PIERWSZYM PODIUM W KARIERZE! Kierowca niebywale doświadczony, często przez wielu pomijany, a jednak cały czas pokazujący swoją wartość. Zajęło mu to aż 239 wyścigów i jedno przejście na wyścigową emeryturę, ale jak to się mówi najlepsze rzeczy przychodzą do tych którzy czekają. Zapewne będą głosy, że to dlatego, że było mokro i po prostu mu się poszczęściło. Warto jednak zwrócić uwagę, że to właśnie Nico był swoim głównym strategiem. Najważniejsza jednak była batalia z Lewisem Hamiltonem. Potem już tylko odliczanie okrążenia za okrążeniem aż do linii mety. Na koniec piękny obrazek Gabriela Bortoleto, który jako pierwszy podbiegł do zespołowego kolegi (mimo tego, że sam wyścigu nie ukończył). Do Hulkenberga podszedł także Verstappen, a Mercedes wraz z Astonem Martinem wspomogli kolegów z Saubera szampanem. Sauber przyjechał nieprzygotowany na taką okoliczność. To co mnie ukłuło w oczy to postawa kierowców McLarena na podium. W ogóle nie weszli z Niemcem w interakcję. Piastri pozwolił sobie jeszcze na uszczypliwy komentarz co do trofeum, które kierowcy otrzymali na podium. Piastri spytał Nico, czy nie jest mu przykro z powodu pucharu z lego jako nagrody za 15 lat jego starań. Hulkenberg powiedział, że zarówno on jak i jego córka lego uwielbiają. Piastri zebrał w ten sposób u mnie łącznie 3 minusy za ten weekend. Te trzy tygodnie przerwy na pewno mu się przydadzą. 
 
Kolejną rzeczą w kontekście mokrego wyścigu jest mała ilość „żółtodziobów”, którzy ten wyścig ukończyli. Widać, że brakuje im doświadczenia w walce w takich warunkach. Niektórych jak Lawsona ponosi i chcą ścigać się jak na suchym torze. Colapinto miał po prostu pecha i utknął na dwójce i nie wyjechał z alei serwisowej. Dla pozostałych była to nieustanna walka z samochodem, która często kończyła się w ścianie. Tak wyścig zakończył Bortoleto. Hadjar nie zauważył Antonellego, a Bearmanowi chyba udzieliła się tak deszczowa aura. Postanowił on zaangażować swojego zespołowego kolegę (Estebana Ocona) w pływanie synchroniczne. Po tym jak Brytyjczyk uderzył w Francuza, oba bolidy Haasa wykonały perfekcyjnie zsynchronizowany obrót. 
 
Na koniec wracamy do Red Bulla. Dla nich niewątpliwie nie będzie to spokojny okres. W środę 9 lipca gruchnęła rano wiadomość o natychmiastowym rozstaniu się Red Bulla z Christianem Hornerem. Horner szefem zespołu był od 2005 roku, czyli w zasadzie od samego początku. Zdobył w zespołem 6 tytułów konstruktorskich oraz poprowadził dwóch kierowców do 8 tytułów Mistrza Świata. Koniec Hornerowskiej laurki – sukcesy sukcesami, ale wyników ostatnio brak. Ponadto sprawa o molestowanie jednej z pracownic, która ujrzała światło dzienne w zeszłym roku. Do tego odejście kluczowych osób z zespołu, Adrian Newey oraz Jonathan Wheatley. Na deser oczywiście plotki o transferze Verstappena do Mercedesa, który z resztą jednoznacznie im nie zaprzeczył.  Zostaje tylko pytanie czy ten ruch ma go zatrzymać, czy też będzie gwoździem do trumny. Mercedes kusić może stabilnością, której Byki nie mają. Max lubi wygrywać, a do tego potrzebne jest spokojne miejsce i doświadczeni ludzie w zespole. W Red Bullu aktualnie jest jeden wielki chaos, który jakoś trzeba będzie zażegnać. Jednoznacznego powodu jak na razie nie usłyszeliśmy. Nie wierzę, że w ogóle usłyszymy. W środku musiało się naprawdę sporo zadziać. Nie chce mi się wierzyć, że wyłącznie można te decyzję tłumaczyć słabą formą. Red Bull jest ruiną, prawdopodobnie podzieloną na kilka części. W półtora roku spadli od bycia niepokonanymi do zespołu, który ratuje wybitny kierowca. Czy zmiana szefa zespołu w środku sezonu czemukolwiek pomoże? Oczywiście, że nie. Z awansu za to może się cieszyć Laurent Mekies – szef drugiego zespołu z rodziny Red Bulla. 
 
Przerwa wakacyjna zapowiada się bardzo emocjonująco. Trzeba będzie wyczekiwać informacji transferowych i dalszych wieści z Red Bulla. Jako że ścigania będzie mało to za tydzień obejrzymy film. Jak pewnie większość fanów F1 wie niedawną swoją premierę miało „F1 the movie”. Za tydzień podzielę się swoją recenzją. 

 

 

Kajetan Baranowski
Expert F1

Przeczytaj również
Popularne