
Po prawie czterech tygodniach przerwy wracamy do ścigania w Formule 1. Kierowcy i członkowie zespołów wypoczęli, a kibice ze zniecierpliwieniem przebierali nogami na powrót królowej motorsportu. Grand Prix Holandii dostarczyło nam tyle emocji, że F1 mogłaby zniknąć na kolejne cztery tygodnie, a i tak byłoby o czym opowiadać.
Podczas pierwszych sesji treningowych widać było, że kierowca też człowiek i po urlopie do swojej pracy wraca trochę rozleniwiony. Nie jest jeszcze w pełni skoncentrowany, a przez to bardziej podatny na błędy. To właśnie przytrafiło się Verstppenowi oraz Antonellemu. Oboje nie zmieścili się w zakręcie nr 1 i zakopali swój bolid w pułapce żwirowej. O ile Antonelli ostatnio formą nie błyszczy i taka wpadka raczej nie budzi większych emocji wśród kibiców, to błąd Verstappena i to przed własną publicznością to naprawdę rzadki okaz. Szczególnie warto tutaj zwrócić uwagę na fakt, że było już po sesji treningowej i jednym zadaniem Maxa było dowieźć bolid do garażu. Być może Holender myślami był jeszcze na wakacjach, na jachcie Toto Wolffa w Sardynii albo zastanawiał się jak będzie wyglądał w czarnym kombinezonie ze srebrną gwiazdą… No cóż, można tylko powiedzieć, że zdarza się nawet najlepszym. Kolejnym kierowcą, który nie błysnął był Lance Stroll. Tu raz nie wystarczył. Lance swój bolid rozbił dwa razy, pierwszy w drugim treningu, gdzie na szczęście wyszedł z tego cało, a drugi już podczas kwalifikacji, gdzie kosztowało go to dobry występ. Można mieć ogromny żal do Strolla, bo Aston Martin naprawdę prezentował się bardzo dobrze we wszystkich sesjach treningowych. Alonso za każdym razem kończył je w czubie stawki. Widać, że odkąd Adrian Newey zaczął pracę to zespół w końcu znalazł swój rytm i jest w stanie dowozić dobre wyniki. Pewnie dziesiąte miejsce Fernando to nie był szczyt marzeń zespołu jak i samego kierowcy jednak widać światełko w tunelu. Aston cały czas ma jednak jeden problem i jest nim Lance Stroll. Kanadyjczyk w kwalifikacjach ponownie rozbił swój bolid tym samym Aston został tylko z jednym kierowca. Adrian Newey może sprawić, że bolid będzie lepiej słuchał się kierowcy i będzie prostszy w prowadzeniu. Nie sprawi on jednak, że Stroll jak w grze komputerowej będzie mógł wyłączyć uszkodzenia i zaliczać barierkę za barierką.
Rozpisując się o Astonie Martinie i jego kierowcach oraz nowym wzmocnieniu w postaci Newey ’a płynnie przeszliśmy do kwalifikacji. Tam działo się naprawdę bardzo dużo. Są to kolejne kwalifikacje w tym sezonie, które rozstrzygają się na żyletki, Niestety tym razem nikt nie był w stanie zbliżyć się do McLarena. Pierwsze miejsce zajął Oscar Piastri wyprzedzając Lando Norrisa o zaledwie dwanaście tysięcznych sekundy. Oscar, patrząc na telemetrię może podziękować koledze z Vcarba, Isackowi Hadjarowi, bo to właśnie dzięki strudze powietrza, którą stworzył mu francuz Piastri mógł przechylić szale zwycięstwa na swoją stronę.
Sam Francuz jest zdecydowanym bohaterem tych kwalifikacji. Czwarte miejsce w Vcarbie! Przed dwoma Mercedesami, dwoma Ferrari oraz Yukim Tsunodą w bolidzie Red Bulla. Isack po raz kolejny nas zaskoczył i pokazał jak duży potencjał w nim drzemie. Wykorzystuje każdą szansę, która mu się trafi. Na ten moment bez wątpienia jest najlepszym kierowcą pośród debiutantów i jednym z bardziej wyróżniających się w całej stawce. Do Isacka jeszcze wrócimy, bo to był naprawdę wielki weekend Francuza.
Top 3 w kwalifikacjach domknął Max Verstappen. Tu wiele nowego nie można powiedzieć. Max cały czas trzyma stabilną i przede wszystkim wysoką formę. Jeśli samochód nie jest w stanie, to Max zrobi tak żeby jednak był. Potrafi ze swojego bolidu wycisnąć więcej niż pewnie spodziewają się inżynierowie w Red Bullu. Trzecie miejsce Maxa na pewno poprawiło humor Holenderskim kibicom. Podczas tak bolesnego sezonu, w którym przychodzi im się z kryzysem, trzecie miejsce jest i tak ponad ich skromne oczekiwania. Być może jest to także kwestia wspominanych wcześniej przez Helmuta Marko poprawek, które Red Bull przygotował specjalnie na ten weekend. Miały one zagwarantować, że staną się drugą siłą w stawce.
Na koniec podsumowania kwalifikacji warto przyjrzeć się zespołom Ferrari i Mercedesa. Między tymi zespołami walka o drugie miejsce w klasyfikacji generalnej konstruktorów trwa w najlepsze. Ferrari na Grand Prix Holandii przyjechało z nieznaczną przewagą. Siłą Mercedesa jest za to dużo bardziej stabilny bolid i George Russel, który jest w tym sezonie bezbłędny. Jak wiemy jeden kierowca to nie wszystko. Jeśli Mercedes aspiruje do tej drugiej pozycji, a warto ze względu na duże bonusy finansowe to Kimi Antonelii musi zacząć ścigać się o punkty, a nie tułać się w środku drugiej dziesiątki. Ferrari dzięki bardziej stabilnemu duetowi, w Holandii miała szansę na powiększenie przewagi, a przede wszystkim mogła ten wyścig rozegrać lepiej strategicznie, próbując podciąć podczas Pit Stopu startującego przed nimi Russela.
Przechodzimy do wydarzeń z niedzielnego wyścigu. Przede wszystkim genialny start Maxa Vesrtappena. Holender za wszelką cenę chciał dopaść Lando Norrisa i udało mu się to w zakręcie nr 3, który nie jest idealnym miejscem do wyprzedzania. Jak sam Max później przyznał, wiedział, że nie utrzyma za sobą Brytyjczyka, ale chciał dać z siebie wszystko. Lando w końcu go dopadł, a Max nie miał szans w starciu z szybszym McLarenem. Potem już trzymał się własnego planu i pilnował trzeciej pozycji.
Wszystko zgodnie z planem szło także w Ferrari, a przynajmniej do czasu. Dobry start pozwolił Leclerc ‘owi na wyprzedzenie Russela i walkę z Hadjarem. Francuz jednak nie dawał za wygraną i na torze wyprzedzić się nie dał. Trzymał cały czas swoją wywalczoną w kwalifikacjach czwartą pozycję. Ferrari postawiło wtedy na jedyną słuszną opcję, próbę podcięcia. Tu też wszystko szło idealnie, Leclerc na swoim stanowisku spędził
zaledwie dwie sekundy. W tym momencie kończą się pozytywy, akurat wtedy, kiedy Ferrari nie popsuło nic od strony strategicznej. Chwilę po zmianie opon przez Leclerc’a Lewis Hamilton rozbija swój bolid, najprawdopodobniej po wyjechaniu na morką trawę i utracie przyczepności. Charles spada za Mercedesa i obecnie jest szósty. Monakijczyk naprawdę chciał odzyskać pozycję i wyprzedzić Russela. Akcja w zakrętach nr 11 i 12 była brawurowa. Pytanie, które należy postawić jest takie czy była fair wobec rywala? To nie było ściąganie się koło w koło, doszło do niewielkiego kontaktu i przepychanek. Ponadto Charles podczas wyprzedzania był już poza torem. Sędziowie jednak mieli „ważniejsze” zajęcia podczas wyścigu i postanowili przyjrzeć się temu zdarzeniu już po zakończeniu rywalizacji. Decyzja bardzo zła i źle wpływająca na widowisko. Na moment, kiedy to piszę jest godzina 22:00 w poniedziałek, a ogłoszenia decyzji nadal brak. Może się okazać, że kary nie będzie w ogóle albo że dowiemy się o niej dopiero przed Monzą.
W odwecie za krzywdę swojego kolegi przyszedł Kimi Antonelli, który nadrobił kilka pozycji. Po restarcie próbował on wykorzystać przewagę ogumienia i wyprzedzić Leclerca. Wybrał na ten manewr zakręt nr 3. Tam jednak wyprzedzanie zarezerwowane jest tylko dla tych najbardziej doświadczonych. Kimi nie wykalkulował tego dobrze i wyeliminował Monakijczyka z wyścigu. Za ten incydent otrzymał 10 sekund kary, a kolejne 5 sekund dołożono mu za przekroczenie prędkości w alei serwisowej. Weekend dla Włochów koszmarny. Wiemy natomiast, że przynajmniej nie wyjadą pokłóceni między sobą. Antonelli po wyścigu udał się do Ferrari, aby przeprosić za swój niefortunny manewr. Oberwało mu się za to od Jacques’a Villeneuve’a, który stwierdził, że manewr ten był kompletnie nieprzemyślany i być może F1 nie jest dla Włocha. Inny komentator próbował stanąć w obronie Kimiego, ale Villeneuve zakończył rozmowę pytaniem, „W jakim wieku był Max Verstappen, kiedy zaczynał w F1?”. Monza będzie wyjątkowo ciężka dla Kimiego.
Z jednego juniora przeskakujemy na kolejnego. Iscak Hadjar po wcześniej wspomnianych świetnych kwalifikacjach zdobył swoje pierwsze podium w karierze. Okay, miał trochę szczęścia, ale musiał mu pomóc. Utrzymał przez cały wyścig czwartą pozycję broniąc się przed atakami Leclerca i Russela oraz utrzymując zimną krew podczas restartów.
Niestety jak to w F1 bywa, szczęście jednego kierowcy to pech drugiego. Lando Norris cały wyścig mimo nieudanego startu był w walce o zwycięstwo. Wiedział, że musi utrzymać się z Oscarem i udawało mu się to robić. Pod sam koniec wyścigu Norris zaczął zgłaszać, że czuje dziwny zapach ze swojego samochodu. Usterka silnika wyeliminowała go z Grand Prix Holandii, a w ten sposób zamiast „tylko” dodatkowych siedmiu punktów starty jest 25. Łączna różnica między dwoma kierowcami McLarena wynosi obecnie 34 punkty. Może się okazać, że ta wpadka zaważy na tytule mistrzowskim. Do tej pory panowie w generalce byli blisko siebie. Jeśli to się utrzyma przez kolejne wyścigi to Oscar będzie trzymał Lando na
bezpieczną odległość. Nie należy zapominać jednak o tym, że F1 to nieprzewidywalny sport. Wpadki się zdarzają, a do tego okazji będzie sporo, bo przed nami jeszcze 9 wyścigów oraz 3 sprinty. Nie zmienia to faktu, że na Monzę Oscar przyjedzie w dużo lepszym nastroju niż jego zespołowy kolega.
Na koniec koniecznie trzeba wspomnieć o cichych bohaterach tego wyścigu. Cały blask reflektorów skradł Isack Hadjar oraz pechowy Lando Norris. Lance Stroll mimo fatalnego początku weekendu w wyścigu głównym wspiął się aż na 7 pozycję, a wszystko to po starcie z samego końca stawki. Bardzo dobry wyścig zanotował też Ollie Bearman. Brytyjczyk po starcie z alei serwisowej zajął bardzo wysokie szóste miejsce. Ostatnim z wielkich „wspinaczy” był Alex Albon, który po starcie z 15 pozycji wspiął się na 5 miejsce.
Podsumowując GP Holandii: wygrywa Oscar Piastri, drugi dojeżdża domowy bohater Max Verstappen, a na trzecim wielka sensacja Isack Hadjar.
Za tydzień przenosimy do Włoch, do „Świątyni Prędkości” czyli na tor Monza. Zobaczymy czy tydzień to wystarczająco dużo czasu żeby odbudować morale w Ferrari i po brytyjskiej stronie garażu McLarena.
Kajetan Baranowski
Expert F1