
Grand Prix Azerbejdżanu, czyli nietypowy tor uliczny, kwalifikacje trwające dłużej niż nie jeden wyścig, a przede wszystkim zamieszanie w walce o Mistrzostwo Świata.
Przed Grand Prix Włoch usłyszeliśmy, że wyścigi F1 trwają zdecydowanie za długo. Tym samym nie są atrakcyjne dla młodych widzów. Jak na złość wyścig na Monzy trwał wtedy zaledwie godzinę i 13 minut. To ponad 40 minut mniej niż kwalifikacje na torze ulicznym w Baku, gdzie zegar zatrzymał się na godzinie i 57 minutach. Czy było nudno? Absolutnie nie, nawet mimo wielu przerw spowodowanych czerwonymi flagami. Nitka toru w Baku jest dość szeroka jednak cały czas jest to tor uliczny i tu jeden błąd skutkuje spotkaniem z barierką. Z części takich sytuacji udało się kierowcom wyjechać, a część niestety przedwcześnie zakończyła swój udział w wyścigu. Nawet Ci, którzy byli stawiani w gronie faworytów.
Azerbejdżan do tej pory był „królestwem” Ferrari. To właśnie tutaj Charles Leclerc zdobywał cztery kolejny Pole Position z rzędu. W miniony weekend miało nie być inaczej. To właśnie na ulicach Baku Ferrari miało dać odrobinę radości swoim kibicom, w tym mocno przeciętnym sezonie. Charles prezentował się faktycznie dobrze i dawał nadzieję na dobry wynik. Problemy znowu były z formą Lewisa Hamiltona, który po raz kolejny w tym sezonie nie wyszedł z Q2. Leclerc został na polu bitwy sam i niestety tym razem się nie popisał. Już w swoim pierwszym przejeździe w Q3 rozbił bolid i kwalifikacje zakończył na 10 miejscu. To kolejna już podczas tej sesji czerwona flaga, następna będzie jeszcze bardziej zaskakująca.
Bariera energochłonna naprawiona, więc można wznowić sesję. Niespodziewanie przez większość Q3 prowadzi Carlos Sainz jadący bolidem Williamsa. Nie był on jednak w centrum uwagi. Większość kibiców myślę, że była skupiona na McLarenach, które przyjechały do Baku z jednym celem – przypieczętować tytuł Mistrzowski wśród konstruktorów. Zadanie z pozoru banalne, dysponują przecież najszybszym bolidem w stawce, Ferrari należało wyprzedzić zaledwie o 9 punktów, a Mercedes nie mógł ich wyprzedzić o 12. Z resztą jakby spojrzeć na wyniki z treningów, to wyglądało to tylko jak kolejna formalność dla zespołu McLarena. W tym momencie właśnie zaczęły się problemy. Oscar Piastri rozbił się na swoim okrążeniu pomiarowym – zła informacja dla McLarena i świetna dla Lando Norrisa. Brytyjczyk staje przed ogromną szansą, żeby zdobyć przewagę nad zespołowym kolegą i zapewnić sobie duże punkty. Przypomnijmy, że przed Baku Norris tracił do Piastriego 31 punktów, ta wpadka miała być darem od losu. Norris ma jednak taką ciekawą przypadłość, że ilekroć pojawia się szansa on kompletnie gubi rytm. Jego okrążenie było o ponad pół sekundy wolniejsze od czasu Carlosa Sainza. Na koniec czasówki okazało się, że Norris zakwalifikował się dopiero na 7 miejscu, zaledwie dwa miejsca przed kolegą z zespołu, który startował w niedzielę z P9.
Na chwilę zostawiamy McLareny, bo trzeba przyjrzeć się top 3 tych kwalifikacji. Nie Norris, nie Piastri, Lecelrc się rozbił, więc kto? P3 dla Liama Lawsona, P2 dla Carlosa Sainza, a Pole Position zdobywa Max Verstappen, który tak dobrze w Red Bullu w tym sezonie się jeszcze nie czuł. Drugie zwycięstwo w kwalifikacjach z rzędu, a przede wszystkim zupełnie inny nastrój i komentarze. Red Bull po prostu wygląda zdrowiej. Nie boją się także mówić o powrocie do formy. Zamiast braku optymizmu i nadziei jak jeszcze kilka miesięcy temu deklarują, że są w stanie postraszyć McLarena i jeszcze kilka razy stanąć na najwyższym stopniu podium. Tutaj też warto wspomnieć, że miało to dość wysoką ceną. Mówi się o tym, że Christian Horner, który został oficjalnie zwolniony z Red Bulla wyszedł z niego bogatszy o 80 milionów funtów odprawy.
Przechodzimy do wyścigu głównego i tym samym wracamy do McLarena. Podobno nic dwa razy się nie zdarza… Jednak w tym wypadku nastąpił wyjątek. Szczęście znów uśmiechnęło się do Norrisa, który tylko musiał to wykorzystać. Najpierw Piastri zaliczył false start, a cztery zakręty później po zablokowaniu kół wylądował w barierkach. Już można było przeczuwać, że pomarańczowej fety w Azerbejdżanie nie będzie i Mistrzostwo przeciągnie się do Singapuru. Został za to Lando Norris, który mógł nadrobić całą masę punktów do lidera klasyfikacji generalnej. Po raz kolejny jednak z szansy nie skorzystał. Ponadto zaliczył kolejny wolny Pit stop, ale tym razem nie miał go kto przepuścić „tak żeby było fair”. Lando jadący w najszybszym bolidem w stawce nie był w stanie uporać się z Tsunodą oraz Lawsonem. Rozumiem, że łatwo komentuje się takie wydarzenia z pozycji kanapy, ale mając taki sprzęt Brytyjczyk powinien dojechać przynajmniej drugi za Maxem Verstappenem. On nie miał tam konkurencji. Wyglądało to tak jakby nie potrafił podjąć decyzji o wyprzedzeniu Tsunody, a kilkukrotnie był za Japończykiem w granicach poniżej pół sekundy. W takich sytuacjach powinien zaryzykować, a Norris nie chciał nawet delikatnie postraszyć rywala. Oscar chciał zrobić coś za szybko i bez większego zamysłu, a Lando za to panicznie bał się popełnienia błędu. Niestety, ale zespół nie rozstrzygnie za was tej rywalizacji. To co najbardziej uwydatniło się w ten weekend to niegotowość mentalna kierowców McLarena w walce o taką stawkę. Po wyścigu mogliśmy usłyszeć kilka słów od Lando Norrisa. Chyba nikogo kto śledzi F1 bliżej nie zdziwię, jeśli powiem, że Norris znowu zasłania się „nierówną” formą ich bolidu. Ciężko się tego słucha jednocześnie patrząc na tabele konstruktorów. McLaren nadal byłby pierwszy, gdyby Ferrari i Mercedes występowali jako jeden zespół z czterema bolidami w składzie. Z resztą i tak najbardziej miarodajną miarą słów Lando powinien być fakt, że McLaren stał przed szansą zdobycia tytułu Mistrzowskiego na 7 wyścigów przed końcem sezonu – najszybciej w historii. Takich rzeczy nie osiąga się „niepewnym” bolidem.
Jest taka zasada w F1, że tam, gdzie liderzy się gubią tam środek stawki korzysta. Carlos Sainz wykorzystał tę sytuację idealnie i dowiózł do mety swoje pierwsze podium w barwach Williamsa. Był to jak dotąd jego najlepszy weekend w barwach nowego zespołu. Zaliczył on świetne kwalifikacje, start oraz bardzo dobrze zarządzał tempem wyścigowym. Uległ jedynie Verstppenowi i Russelowi, który do Baku przyjechał mocno schorowany. Z George’em to w ogóle jest ciekawa historia. Brytyjczyka zazwyczaj w tym sezonie widać dopiero na podium. Cały wyścig jedzie przyczajony, czekając na swoją szansę. Jak na razie sprawdza się to idealnie, a Russel zdobywa koleje podium w tym sezonie.
Teraz wrócimy znowu do Red Bulla, bo w tym przypadku błysnęła cała grupa. Obaj kierowcy Racing Bulls i obaj kierowcy Red Bulla sięgnęli w ten weekend po punkty. Dzięki wpadce McLarena coraz śmielej mówi się o tym, że Verstappen może włączyć się do walki o tytuł. Obecnie ma 44 punkty starty do Norrisa i 69 do Piastreigo. Będzie ciężko, ale niczego nie można wykluczać, szczególnie że ich bolid jest w coraz lepszej formie. Bez żadnych wpadek McLarena Max musiałby wygrać każdy kolejny wyścig oraz sprint, a Oscar z Lando mogą wymieniać się na pozycjach 2 i 3. Zobaczyliśmy jednak, że McLaren ma problemy z „papaya rules” i decyzyjnością, a ich kierowcom odpływa głowa. Maxa o wykorzystanie takiej szansy nie trzeba prosić dwa razy.
Sam Holender jak i jego zespół nie liczą jednak na Mistrzostwo. Szykują się do każdego wyścigu po kolei i podchodzą do tego z dużą rozwagą. Mówią, że Singapur będzie wyznacznikiem formy ich bolidu (to samo mówili przed Baku…). Jest to tor o dużym docisku więc będzie to zupełnie inne wyzwanie niż Baku i Monza. Ponadto Max nie ma najlepszych statystyk na tym torze, nie wygrał tam żadnego wyścigu, a stawce przewodził zaledwie przez 3 okrążenia. To o jedno mniej niż Antonio Giovinazzi, ciekawe czy ktoś jeszcze pamięta tego kierowcę.
Przed nami jeszcze tydzień przerwy. Kierowcy mogą ochłonąć i odpocząć, szczególnie zalecam to Panom z McLarena. Red Bull będzie się zbroił, żeby utrzymać swoje tempo, a McLaren przygotuje bolid tak żeby nie zaliczyć żadnej wpadki i przypieczętować tytuł wśród konstruktorów. Max Verstappen natomiast weekend spędzi w Niemczech na torze Nurburgring. Będzie tam brał udział w czterogodzinnym wyścigu na długiej pętli w klasie GT3 do której niedawno zdobył licencję.
Kajetan Baranowski
Expert F1