Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Alphabet - 1

Dobre auta już były

Otrzymaliśmy od Jakuba Jedlińskiego, prelegenta na naszym szkoleniu Fleet Management Training, oraz jednego z najlepszych ekspertów w dziedzinie rozwoju sieci ładowania - książki. Piszę otrzymaliśmy, ponieważ każdy z nas organizatorów otrzymał wydanie z personalizowaną dedykacją. „Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą” Hansa Roslinga. Polecam szczerze tę pozycję, bo jest niezwykle wielowątkowa i pouczająca. Jeden z wniosków, które przedstawia autor dotyczy tego, że mamy tendencję do zdecydowanie bardziej pesymistycznego postrzegania świata, niż jest on w rzeczywistości. Wynika to z wielu elementów, po szczegóły odsyłam do lektury. Drugi wniosek jest taki, że mamy tendencję do idealizowania przeszłości. Najlepiej oddaje to hasło: kiedyś to było (w domyśle – lepiej).

Upraszczając na potrzeby niniejszego felietonu, teraz jest bardzo źle, a kiedyś było wspaniale. Dobra, skoro jest to magazyn motoryzacyjny, to przejedźmy się  drogą o nazwie - stereotyp. Kiedyś to były samochody proszę ja was. Taki powiedzmy baleron, czyli następca popularnej beczki, czyli Mercedes W124. To było takie auto, że nie musiało mieć książki serwisowej. Dlaczego? Jasna sprawa, bo się NIE PSUŁO. A pamiętacie Audi 80? Czerwone podświetlenie i jakość wykonania taka, że głowa mała. Fotele to po 20 latach wyglądają jak nowe, a plastiki we wnętrzu są wykonane z takiego tworzywa, że nie zarysujesz nawet sygnetem. Skoczmy do Japonii. Sportowe legendy, jak Subaru Impreza WRX STI czy Mistubishi Lancer EVO. Człowiek wsiadał…stop; człowiek sprawdzał poziom oleju, wsiadał i dopiero przekręcał kluczyk. W surowym ale niezniszczalnym wnętrzu pojawiał się zapach wysokooktanowej benzyny. Trzeba było nagrzać silnik, dyferencjały, olej w skrzyni i dopiero można było jechać. Po trasie te same czynności w odwrotnej kolejności; studzimy hamulce, dyfry, turbo i silnik i dopiero możemy zgasić. Pamiętacie jak były polakierowane samochody? Grubość lakieru można było podawać nie w mikronach, tylko w milimetrach. W przepastnych bagażnikach spoczywały pełnowymiarowe koła zapasowe, a szyby zapewniały izolację akustyczną na poziomie Carnegie Hall.

Kiedyś to było.

Jak jest teraz? No najgorzej. Podobnie jak w W124 nie ma książeczek serwisowych, ale nie dlatego, że współczesne samochody się nie psują, tylko – powtarzam za złośliwymi – musiałyby mieć po 200 stron, żeby wpisać wszystko, co się zepsuło. Wobec czego lepiej mieć elektroniczne, bo w chmurze więcej się zmieści. Lakier jest tak cienki, że po przekroczeniu 110 km/h może odpadać pod wpływem oporu powietrza. To jak odpada słyszymy, bo szyby wykonane są nie ze szkła, a z folii spożywczej. W maciupeńkich bagażnikach próżno szukać koła zapasowego, wyśmiewanej onegdaj dojazdówki, czy lewarka. Jest puszeczka ze sprayem, którego; to cytat za przedstawicielami branży oponiarskiej: NIE WOLNO NIGDY UŻYWAĆ. Zamiast tego najlepiej zadzwonić na assistance.

Jadąc dokądkolwiek musimy dobrze zaplanować, gdzie chcemy wysiadać i wsiadać, ponieważ po powtórzeniu tej czynności 100 razy fotel będzie przetarty, bo wykonany jest z ekologicznego tworzywa z nakrętek po wodach mineralnych (oczywiście niegazowanych), które ulega biodegradacji od patrzenia na nie. Przynajmniej nie mamy obawy, że kluczykiem zarysujemy plastiki, bo nie mamy kluczyków, a na pewno nie takie, które trzeba gdzieś włożyć, przekręcić, żeby silnik zaczął pracować. Są karty, breloczki, aplikacje w telefonie. Współczesne samochody drą się na kierowcę cały czas, bo przekroczyłeś prędkość, bo najechałeś na linię, bo spojrzałeś za bardzo w lewo, bo nie rozpocząłeś procesu rekuperacji z odpowiednim wyprzedzeniem, bo złapałeś kierownicę nie w tym miejscu, w którym oczekiwał tego ALGORYTM.

Pojeździłem ostatnio starszymi samochodami, odpowiednio 27 i 35 lat. Nie takimi w stylu: jeżdżone co weekend po 50 km, tylko jak jest suchutko po równym asfalcie. Tak normalnie, przez kilka tygodni. Trzy razy zostawiłem kluczyk w stacyjce, dwa razy auto na światłach (nie ma brzęczka), raz włączone radio (nie gaśnie po wyłączeniu zapłonu), wieczorem podczas deszczu wyłączałem i włączałem światła, bo nie mogłem uwierzyć, że one świecą.

Kiedy odstawiłem je do garaży, upewniłem się że radio i światła są pogaszone, drzwi pozamykane, auto zostawione na biegu. Wsiadłem do nowego samochodu, który przywitał mnie napisem: Witaj Tomku, podłączyłem Apple Car Playa, ustawiłem sobie podcast i nacisnąłem przycisk odpalenia, bo kluczyk miałem w kieszeni. Światła zaświeciły się automatycznie, podobnie jak wycieraczki, a lusterko wsteczne się przyciemniło. Kiedy wyjeżdżałem nie było problemu, bo kamera cofania pokazała, że mam jeszcze sporo miejsca.

Nie ma lepszej i gorszej motoryzacji, jest po prostu inna i każda jest warta tego, żeby ją po prostu kochać.

Przeczytaj również
Popularne