Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
FleetDerby 2026

Japan Mobility Show – skazani na… elektryczne krzesło. Relacja z Tokio

Robotyczne krzesło, elektryczny wózek dla niepełnosprawnych, odrzutowiec, a nawet rakieta – tak wygląda mobilność w oczach Japończyków. Pojechaliśmy na targi samochodowe do Tokio, by sprawdzić, w którą stronę podąża japońska motoryzacja.

Kupiłem bilet, zapakowałem walizkę i pojechałem. Samemu, bez zaproszenia, bez japońskiego gospodarza, bez zorganizowanego planu. W końcu Tokio to nie koniec świata, a okazja była podwójna. Bo salon samochodowy w Tokio w tym roku obchodził 50. urodziny i podobnie jak inne imprezy przechodzi transformacje. Tak samo z resztą, jak sama motoryzacja.

Salon to dzisiaj już nie tylko samochody, nowe modele i premiery, ale wszystko, czym można się przemieszczać. Rowery, hulajnogi, motocykle i wszelkiego rodzaju jeździdła to już wszystko znamy. Roboty humanoidalne? To przEszłość. Patrząc na pomysły japońskich, firm można odnieść wrażenie, że w przyszłości będziemy skazani… na elektryczne krzesło.

Chodząc po halach widać, że japońska motoryzacja nie tylko ma się świetnie, ale to tutaj bije motoryzacyjne serce świata. I to nie tylko ta przez duże T, czyli Toyotę, która zdominowała tegoroczną imprezę. Trudno się jednak dziwić, to manifestacja siły na własnym terenie, duma i zapowiedź tego, co dopiero ma nastąpić. Bo plany Toyota ma ambitne. Padły odważne słowa i szumne zapowiedzi.

Akio Toyoda, podczas przemówienia wielokrotnie podkreślał, że „japoński luksus”, „japońska duma” i „japońskie rzemiosło” to najlepsze co Japonia ma. To dowód, że przyszłość mobilności rodzi się właśnie tutaj — w Tokio, w kraju, który łączy technologię, tradycję i odwagę projektową w sposób, jakiego nie oferuje żaden inny salon na świecie.

Twarde dane - światowy lider jest tutaj

Powiedzieć, że wystawa została zdominowana przez Toyotę, to nic nie powiedzieć. Warto jednak w tym miejscu spojrzeć na liczby. Tym bardziej że polska perspektywa mocno wypacza obraz motoryzacyjnego świata.

Roczna produkcja samochodów Toyoty (razem z Lexusem, Daihatsu i Hino) otarła się w ubiegłym roku o 11 mln (dokładnie to 10,82 mln sztuk). Po niej długo, długo nie ma nic. Drugi koncern, który z naszego punktu widzenia już praktycznie nie istnieje to Honda. Wyprodukowała globalnie 3,8 mln aut. Na trzecim miejscu jest kolejny „trup”, czyli Suzuki z wynikiem 3,25 mln. Dalej jest Mazda - 1,28 mln sztuk, a zestawienie zamyka Mitsubishi i Subaru, które wyprodukowały po niespełna milionie aut każdy.

A jak to wygląda w globalnej perspektywie? Toyota wyprodukowała w ubiegłym roku najwięcej samochodów ze wszystkich marek i koncernów i jest niezaprzeczalnie światowym liderem. Drugi jest Volkswagen, który w ramach grupy wyprodukował niespełna 9 milionów (8,953,693 samochodów). Podium zamyka Hyundai i Kia, które wspólnie wyprodukowały ponad 7 mln. Samochodów (7.23 mln. Szt.). Kolejne miejsca to alians Renault – Nissan – Mitsubishi (ok. 5,6 mln), Stellantis (5,4 mln), General Motors (5,3 mln) i Ford (3,5 mln).

To potwierdza jednoznacznie, gdzie bije serce motoryzacyjnego świata.

Co dalej?

Dominacja Toyoty była widoczna w Tokio nie tylko za sprawą olbrzymiej powierzchni wystawienniczej, ale także zapowiedzi i tego, co koncern pokazał. Toyota, Lexus to marki dobrze nam znane, ale krokiem w przód i to takim na dekady ma być wprowadzenie na światowe rynki marki Century, do tej pory zarezerwowanej wyłącznie dla japońskiego klienta.

Teraz to się zmienia i najbardziej luksusowe, ale od razu powiedzmy w iście japońskim stylu, bez przepychu, wodotrysków i zbytecznej bufonady, auta będziemy mogli kupić także w Polsce. Kiedy? Jeszcze nie wiadomo, bo oprócz produkcyjnego sedana (nazwa Century) i SUV-a (nazwa Century SUV) premierę miał olbrzymi prototyp z niesymetrycznie odsuwanymi drzwiami i fotelami - Century Coupé.

To japońska odpowiedź na globalny luksus, marka, która ma konkurować z najlepszymi: nie tylko Lexusem jak mówi Toyota, ale Rolls-Roycem i Bentleyem. Będzie trudno, bo w Europie nieco inaczej postrzegamy luksus, a Century to raczej świetnie wykonany, ale tylko o oczko wyżej niż Lexus samochód. Owszem z silnikiem V12. Do Rolls-Royca sporo mu brakuje.

Lexus w Tokio nie pokazał żadnego produkcyjnego auta za to cały zestaw spektakularnych konceptów: od sześciokołowego MPV klasy premium po minimalistyczne miejskie coupé. To odważne projekty, ale w niektórych rozwiązaniach tak zaskakujące, że raczej niemożliwe w świecie rzeczywistym. No bo czy świat potrzebuje trzyosiowego, sześciokołowego VAN-a? Wisienką na torcie był jednoosobowy pojazd LS Micro, czyli fotel na kółkach zamknięty w luksusowej kapsule. Japończycy uwielbiają takie projekty.

Moda na dostawczaki

Toyota również poszła w stronę mobilności. Największe zaskoczenie? Jeżdżąca kapsuła dla dziecka „Kids Mobi” i krzesło, a raczej coś w rodzaju pająka, również jeżdżącego, ale na tym się nie kończy. Bo to „coś” potrafi chodzić po schodach, jeździć, złożyć się do parteru z osobą siedzącą lub podnieść na wysokość metra. Całość kompatybilna jest z całą rodziną samochodów dostawczych – Hiace. Przykład? Auto pozbawione jest fotela kierowcy, bo jego funkcję pełni „Walk me”, czyli robotyczne krzesło, którym kurier wyjeżdża z auta dostarcza, przesyłkę i wraca przed kierownicę.

Hiace z resztą to dzisiaj cała rodzina aut od busa, po wygodną salonkę i dostawczaki. Toyota chyba nie chce odpuścić tego segmentu aut w Europie, bo w Azji to jeden z popularniejszych modeli.

Nie dla nas

A coś przyziemnego? Owszem. To wizja nowej Corolli, która być może tak futurystycznie będzie kiedyś wyglądała. Z pewnością jej przyszłość jest elektryczna, co dość zaskakujące w obliczu upartej polityki Toyoty i stawianiu na silniki spalinowe i napędy hybrydowe.

 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 

Post udostępniony przez Julo Sz (@julo_sz)

Pokazano też baby Land Cruisera, który w rzeczywistości i na żywo wcale nie jest taki baby. To sporych rozmiarów terenówka zbudowana na ramie i z dużym silnikiem pod maską. Szkoda, że słowo „plastikowa” odmieniane było przez wszystkich, którzy do auta mieli okazję wsiąść ze mną na czele. No ale to nie nasz problem, bo samochód do Europy nie trafi. Stworzony jest na potrzeby Azji i Indii głównie.

Honda wreszcie w formie

Ale na odważnych pomysłach nie koniec. We współpracy z Joby Aviation Toyota stworzyła prototyp futurystycznego „helikoptero-samochodu” a do zastosowań specjalnych coś w rodzaju samochodu z klocków - modularny IMV Origin. Nie mniej odważnie otworzyła swoje stoisko Honda, prezentując oprócz 4 koncepcyjnych samochodów odrzutowiec i rakietę.

Pomijając dwa ostatnie „pojazdy” i Uni-One — robotyczny pojazd-krzesło, który balansem żyroskopowym daje wrażenie „chodzenia bez chodzenia” zatrzymać warto się na chwilę przy konceptach. Bo to kompletnie nowa jakość stylistyczna. Cała rodzina nosi nazwę „0”, a w jej ramach pokazano cztery modele różnej wielkości: SUV, Alfa, Saloon. I choć wszystkie są niesamowite, a w jednym pobrzmiewa nawet echo pierwszej HR-V, to moje serce skradł najmniejszy elektryczny samochód prototypowy Super-One. I choć to zaskakujące, zobaczyłem w nim kształty naszego poczciwego Malucha.

Już na mniejszą skalę, ale także zaskakująco prezentowały się koncepty Mazdy, Nissana i Subaru. Ta ostatnia marka przypomniała sobie o swoim sportowym rodowodzie, pokazując koncept Performance-B STI i dumnie wspominając silniki boksera, Mazda po raz kolejny kusiła konceptami Vision X-Coupe i X-Compact a Nissan pokazał… nowe wcielenie kei cara. Podobnie z resztą jak Daihatsu, które cały czas żyje i ma się świetnie. Niestety tylko na lokalnym rynku. Pewnie stąd premiera nowego mikrodostawczego auta o nazwie Midget X i wizja kultowego modelu Copen.

Chiński marsz

A co z markami spoza Japonii? Można odnieść wrażenie, że największy szturm szykują Koreańczycy z Hyundaia i Chińczycy. Ci pierwsi stawiają na wodorowe Nexo, drudzy na elektryczne kei cary. W Japonii to rynek liczący ponad 1,2 mln sztuk rocznie, czyli ponad 30 proc. całej sprzedaży nowych aut. Małe, małolitrażowe autka kupują tam wszyscy. Co zaskakujące elektryków jest na razie niewiele. Kei cary umiłowały sobie zhybrydyzowane trzycylindrowe silniki spalinowe o poj. 660 l. i mocy ok. 60 KM.

I właśnie dlatego elektrycznym kei carem stworzonym na podbój japońskiego rynku chiński BYD chce zmienić w Japonii układ sił. Czy to się uda? BYD Racco niczym szczególnym oprócz napędu się nie wyróżnia. Pudełkowate nadwozie, przestronne wnętrze i tyle. Zdaje się, że nie zmieni to znacząco wyników sprzedaży chińskiej marki. Jak na razie BYD sprzedał w Japonii ok. 6 tys. aut.

Volkswagen? Nieobecny

Na targach w Tokio pojawili się też Europejczycy. Jedyną obecną tam marką było BMW i Mini oraz Mercedes ze znanymi konceptami. Neue klasse, czyli BMW iX3 i elektryczny Cooper wyglądały jednak w Japonii jak z innego świata. Niby nowoczesne niby rewolucyjne, ale przy futurystycznych kształtach japońskich pomysłów i nowatorskim podejściem do mobilności mocno przestarzałe i to już na samym starcie. Ot, zwyczajne samochody. Na szczęście w Japonii nadal jesteśmy na fali. Nie tak jak w Chinach, gdzie notujemy spadki sprzedaży.

Tegoroczna edycja Japan Mobility Show zgromadziła ponad 1 mln odwiedzających, a na powierzchni ponad 75 tys. m² zaprezentowano blisko 60 premier — od miejskich mini-EV, przez motocykle, roboty osobiste, aż po latające maszyny. To zarazem 50. jubileusz kultowego wcześniej Tokyo Motor Show, które od kilku lat funkcjonuje pod nową nazwą Japan Mobility Show.

Trzeba tutaj być, żeby zrozumieć nowoczesną motoryzację, a raczej zobaczyć, w którą stronę ona podąża i jak się zmienia. Bo motoryzacja to zadaniem Japończyków już nie tylko samochody. Na tle tego, co zobaczyłem w Japonii, nasz europejski przemysł wydaje się ładnym, ale jednak skansenem.

Przeczytaj również
Popularne