
Po raz kolejny sprawdziła się stara zasada negocjacyjna. Donald Trump grał wysoko i ugrał wyższe cła na towary z Europy w tym samochody. A my? Cieszymy się jak dzieci, bo wynegocjowaliśmy cła, nie tak wysokie, jak miały być, ale niższe, niż były do tej pory.
Szkopuł jednak w tym, że nie tak niskie, jak przed prezydenturą Trumpa. Jakie stawki ceł w końcu obowiązują?
Prezydent USA Donald Trump rozpętując wojnę celną z całym światem, zagroził Europie stawki na towary, w tym samochody, w wysokości absurdalnych 50 proc. Później tę decyzję zmienił i zapowiedział, że od 1 sierpnia wprowadza cła w wysokości 30 proc. Chyba że… dojdzie do negocjacji.
I doszło, ale zanim Trump i von der Layen spotkali się przy stole, prezydent USA podniósł stawki na same samochody o 25 proc. Czyli z 2,5 proc. jak było za poprzedniego prezydenta, europejskie auta na rynku amerykańskim podrożały o 27,5 proc. Sprzedaż więc spadła.
W miniony weekend wynegocjowano jednak, że ostateczne stawki na wszystkie towary europejskie wyniosą 15 proc. My się cieszymy, że nie ma ceł w wysokości 50 proc., a Trump odtrąbił sukces, że podniósł cła Europejczykom o 15 proc. Nie jest do końca wiadome, czy te 15 proc. doliczamy do obowiązujących wcześniej na samochody 2,5 proc. Zdania na ten temat są podzielone.
Podobnie jak w kwestii ceł na stal i aluminium. Ursula von der Leyen stwierdziła na konferencji podsumowującej negocjacje, że stawka będzie dotyczyć wszystkich towarów, jednak Trump od razu to sprostował, twierdząc, że nie obejmuje ona produktów farmaceutycznych i metali. Stal i aluminium "pozostają bez zmian" – zapowiedział prezydent USA, dodając, że są one „chyba” wyjęte ze wszystkich porozumień handlowych zawieranych przez Stany Zjednoczone i objęte stawką 50 proc.
Na tej samej zasadzie wyjęte z negocjacji są inne towary wrażliwe, czyli drób, cukier i wołowinę. Wynegocjowana stawka 15 proc. w tym przypadku nie obowiązuję. Zatem jaka? Tego nie wiadomo. Na szczęście umowa ma charakter ramowy i dopiero teraz przyjdzie czas na długie i precyzyjne negocjacje, już bez Trumpa i von der Layen. Choć jak zapowiedziano, jeszcze w tym tygodniu ma się pojawić ostateczna wersja umowy.
W opinii Trumpa to największa umowa w historii USA zawarta z UE. Zdaniem Ursulą von der Leyen zapewni ona stabilność i przewidywalność.
Krytycy zwracają jednak uwagę na brak proporcjonalności umowy. Bo obok ceł zgodziliśmy się na wpisanie do umowy zakupów amerykańskich produktów energetycznych o wartości 750 mld dolarów. Trudno się zatem dziwić, że rynek amerykański od razu zareagował. Po ogłoszeniu umowy akcje amerykańskich producentów LNG takich jak NextDecade, Venture Global czy Cheniere Energy, wzrosły o 7–8,8 proc.
A na tym nie koniec, bo UE zadeklarowała zainwestowanie w Stanach Zjednoczonych 600 mld dolarów ponad dotychczasowe wydatki, otwarcie rynku na handel z USA bez ceł oraz zakup "ogromnych ilości" sprzętu wojskowego - podał Bloomberg.
A na co zgodził się amerykański prezydent? Nie padły żadne konkrety. Temat podatku od usług cyfrowych się nie pojawił podobnie z resztą jak deklaracje inwestycji amerykańskich firm na Starym kontynencie.
A szkoda, bo jak zwracają uwagę eksperci, Unia Europejska jest największym partnerem handlowym USA i jak mawia Trump, miała mocną kartę.
A niech ciakawostką zostanie już fakt, że jak podają ekspercie podobna umowa Stanów Zjednoczonych z Wielką Brytanią, która wyszła z Unii Europejskiej, jest znacznie lepsza od tej z UE i bardziej korzytana dla.. Wielkiej Brytanii.