Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
MAN

Nowe cła na chińskie samochody. O ile wzrosną ceny „tanich” elektryków?

UE nałożyła dodatkowe cła na chińskie samochody elektryczne. Do już obowiązującej stawki 10 proc. należy dołożyć nawet kolejne 38 proc. W sumie cło na elektryki „made in china” może sięgnąć blisko 50 proc.

Dzisiaj elektryczny MG4 kosztuje bez promocji 125 tys. zł. Zgodnie z nowymi stawkami ceł, cena może jednak podskoczyć nawet do 172 tys. zł. Bardziej prestiżowe i zdecydowanie lepiej wieńczone i wyposażone NIO ET5 to wydatek przynajmniej 229 900 zł. Niebawem cena takiego auta będzie musiała wzrosnąć do ponad 317 tys. zł.

Cłem objęci będą także europejscy producenci, którzy produkują w Chinach. I tak BMW iX3, które produkowane jest tylko i wy łącznie w chińskiej fabryce Shenyang należącej do spółki joint venture BMW Brilliance Automotive wycenione jest na 299 tys. zł. Ze względu na cło cena poszybuje do astronomicznych 412 tys. zł. A to przecież niewielki SUV. W podobnej sytuacji jest Volvo i wiele innych marek.

Modeli można by wymieniać znacznie więcej, bo ofensywa chińskich samochodów w tym auta elektrycznych na polskim rynku dopiero się rozpoczyna. Niebawem na rynek wejdzie BYD tylko i wyłącznie z autami na prąd, pojawi się Omoda w wersji EV i marka Arcfox Grupy BAIC, która sprzedaje w Polsce spalinowe modele 3, 5, 7, ale apetyt ma na znacznie więcej marek i modeli.

Rózne stawki

O ochronę europejskiego rynku, o pieniądze i o przyszłość. Jak wyliczył „The Guardian”, nowe stawki ceł mogą przynieść do budżetu 2 mld euro rocznie.
Czy zatem nowe, wyższe cła skutecznie zatrzymają napływ elektrycznych samochodów na europejski rynek? Trudno powiedzieć, wiadomo jednak, że cła to efekt prowadzonego przez Komisję Europejską dochodzenia w sprawie nielegalnego subsydiowania produkcji w Chinach. I tu zaczyna się jednak zabawa.

Komisja nie zakończyła jeszcze śledztwa, ale już w marcu ogłosiła, że ma twarde dowody na nielegalne wspieranie przez Chiński rząd, chińskich koncernów motoryzacyjnych. Tym samym zapowiedziała, że wszystkie elektryki z Chin, które trafią na europejski rynek po 6 marca 2024 r., objęte będą nowymi cłami. Jak miałoby wyglądać wsteczne naliczanie cła? Tego na razie nie wiadomo.

Wtedy nie wiadomo było także jeszcze, w jakiej wysokości będą cła. Dzisiaj już wiadomo. To dodatkowe maksymalne 38 proc, bo stawka uzależniona ma być od zaangażowania koncernów w wyjaśnienie sprawy nielegalnych subsydiów. Słowem, jeśli sypniesz, cło będzie niższe (tylko dodatkowe 17,4 proc.), jeśli sypniesz trochę, cło będzie trochę wyższe (20,1 proc.), a jeśli idziesz w zaparte, dostaniesz maksymalny wymiar kary, czyli 38 proc. doliczone do obowiązujących już 20, czyli razem to 48 proc.

Co ciekawe producenci europejscy produkujący auta w chinach będą musieli przełknąć stawkę dodatkowych 21 proc.

Piłka po stronie Pekinu

Jak nie trudno się domyślić po ogłoszeniu stawek zareagował chiński rząd. Rzecznik chińskiego MSZ Lin Jian określił posunięcie KE, jako szkodliwe dla chińsko-unijnej współpracy gospodarczej i stabilności globalnego łańcucha dostaw.

Zareagowali także sami importerzy. W oświadczeniu MG Motor Europe wyraża poważne zaniepokojenie w związku z dodatkowym cłem w wysokości, do 38,1 proc., jakim zostaną objęte auta marki MG

 

MG sprzeciwia się tego typu protekcjonistycznym praktykom handlowym i uważa, że będą one stanowiły znaczącą barierę rynkową. Wysoka stawka celna będzie miała również znaczący negatywny wpływ na łańcuchy dostaw, rozwój innowacji i współpracy rynkowej.

Mając na uwadze możliwe skutki nałożonych ceł, MG apeluje do Komisji Europejskiej o staranne rozważenie swojej decyzji i zaangażowania się w konstruktywny dialog z partnerami z globalnego przemysłu motoryzacyjnego, w tym z Chin, w celu wypracowania wspólnych rozwiązań wspierających uczciwą konkurencję i zrównoważony rozwój - czytamy w oficjalnym oświadczeniu.

 

Niemczy przeciwni

Niezadowolenia z polityki Komisji Europejskiej nie kryje także niemiecki rząd, który zdaje się, trzyma stronę niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Wielokrotnie szefowie wielkich niemieckich marek wyrażali zaniepokojenie możliwością wprowadzenia ceł na chińskie elektryki. W przeciwieństwie do giganta, jakim jest choćby Stellantis, tłumaczyli, że to nie wpłynie dobrze na konkurencyjność branży.

Za tym wszystkim stoi rzecz jasna współpraca chinami. Najwięcej spółek joint-venture w chinach mają właśnie niemieckie koncerny motoryzacyjne.

Inny punkt widzenia

Unia widzi to jednak inaczej. Lipcowa data rozpoczęcia naliczania nowych ceł jest tak odległa, by dać czas Chinom na reakcję. Jaką? Zdaje się, że przyznanie się do winy. Od ego właśnie uzależnione jest dalsze działanie KE.

Aby europejskie cła jednak mgły zacząć obowiązywać potrzebna jest zgoda Rady Europejskiej. Zablokować decyzję będzie jednak mogła kwalifikowana większość państw członkowskich, czyli co najmniej 15 krajów reprezentujących 65 proc. ogółu ludności UE.

USA gra ostrzej

Warto także zauważyć, że nowe cła na chińskie produkty nałożyli w tym samym czasie także amerykanie. A stawki są znacznie wyższe.

Cła na elektryki z Chin wzrosły aż czterokrotnie, z 27,5 do 102,5 proc. Osobne cła ustanowiono na baterie litowo-jonowe (wzrost z 7,5 do 25 proc.), ogniwa fotowoltaiczne i półprzewodniki (z 25 do 50 proc). Administracja Bidena wprowadziła też cło dla surowców z listy krytycznych materiałów i wynosi ono teraz 25 proc. Podwyżki taryf celnych obejmują też importowane z Chin aluminium i stal.

Kto myśli o czkawce?

Wydaje się, że nowe cła to nie zaproszenie Chin do rozmów i negocjacji tylko jawne wypowiedzenie wojny handlowej. I to nie tylko na rynku nowych samochodów. Chiny są jak na razie potentatem i głównym dostawcą podzespołów do produkcji samochodów elektrycznych wielu światowych producentów. Baterie, napędy, półprzewodniki, a także stal i aluminium, a nawet szkło to wszystko pochodzi w większym lub mniejszym stopniu z Chin.

Jak na razie rzadko można spotkać elektryczny samochód wyprodukowany w stu procentach w Europie i co ważne z podzespołów pochodzących także w stu procentach z Europy. Może i to się niebawem zmieni, ale do tego czasu jesteśmy skazani na handel z Chinami. Co, jeśli one wprowadzą cła na swoje towary?

Przeczytaj również
Popularne