
Nie jestem zwolennikiem ulicznych, osobowych trolejbusów, czyli samochodów na prąd, ale koncerny się uparły i starają się mnie do tego rozwiązania przekonać. Nie chcę uchodzić za dziennikarski beton i pozwoliłem dać się przekonać. Przekonywał mnie Opel Ampera.
| Kto: Tomasz Siwiński |
| Gdzie: Haga |
| Kiedy:01 VI 2011 |
| Co:Opel Ampera |
| Dystans: 170 km |
Oczywiście, teraz mógłbym już zacząć się pastwić nad nonsensem takich pojazdów. Jak to, 70 km na jednym ładowaniu, to przecież nie jest zasięg. Jednak inżynierowie Opla są sprytni, ponieważ 60 km to podstawowy zasięg, ale Ampera ma jeszcze rezerwę...450 km! Nie, nie jest to hybryda. Znaczy w pewnym sensie jest, ale nie klasyczna, jest to samochód o zwiększonym zasięgu. Na serce systemu napędowego Ampery składają się silnik elektryczny o mocy150 KM, bateria o pojemności 16 kWh i prądnica o mocy 72 KM. To nie wszystko, jest jeszcze klasyczny silnik benzynowy o pojemności 1.4 litra i mocy 86 KM. Ale tu ciekawostka. Kiedy już wykorzystamy cały zapas baterii, jadąc na trybie normalnym, sportowym lub górskim, to przełączamy silnik w tryb ładowania baterii. Jednak wtedy nie napędza samochodu silnik elektryczny. On napędza prądnicę, a ona samochód. Ampera jest tak skonstruowana, że najlepsze osiągi uzyskuje jadąc na silniku elektrycznym.
Trzeba jednak pamiętać o tym, że taka jazda nie jest optymalna i jedziemy na rezerwie. Ten samochód tankujemy w gniazdku. W klasycznym układzie, czyli w zwykłym gniazdku, ładowanie do pełna trwa zaledwie 4 godziny. To niewiele i można piać z zachwytu, ale zapraszam po krótką wycieczkę po swojej wyobraźni. Na co dzień jeździmy samochodami, parkujemy je w domu, pod domem, w pracy, pod pracą, często gdzie jest miejsce. Idziemy do domu, biura po czym następnego dnia jedziemy znowu. W przypadku Ampery na taki luksus nie możemy sobie pozwolić. Zawsze, co dziennie musimy ten samochód ładować, oczywiście przy założeniu normalnej eksploatacji. Musimy mieć więc garaż, albo stalowe nerwy. Bo można założyć, że mamy miejsce parkingowe na tyle blisko mieszkania, że przez okno puszczamy przedłużacz i śpimy spokojnie, że nikt nie postanowi sprawdzić co to za śmieszna wtyczka lub dla zabawy przeciąć kabel. Kupując Amperę musimy mieć garaż. Mamy 70 km zasięgu i blisko 500 rezerwy, tankujemy w garażu, płacimy za samochód koszmarne pieniądze i...taka jest przyszłość motoryzacji.
Patrząc obiektywnie, Ampera to obecnie najbardziej rozsądny z samochodów elektrycznych. Zawsze jedzie na prąd, nawet kiedy pracuje silnik spalinowy, jest do tego ładna i może spokojnie przewieźć czworo pasażerów, oferując im bagażnik o pojemności 300 litrów. Co prawda bateria, która waży 180 kg zajmuje dużo miejsca, ale biegnie w tunelu środkowym. Dlatego nie ma miejsca dla piątego pasażera. Łączna masa Ampery to ponad 1700 kg. Dość jednak tego utyskiwania, ponieważ mamy pełnowartościowy samochód dla czwórki osób. Oczywiście, trzeba będzie za niego słono zapłacić, bo chociaż ceny na Polskę nie są znane, to w Niemczech Ampera kosztować będzie prawie 45 tysięcy Euro. Tylko, że przecież to się opłaca, bo zaoszczędzimy na paliwie i..? Właśnie, na czym jeszcze? Otóż w Polsce na niczym! Nie będziemy mogli od tego auta odliczyć całego VAT-u, nie będziemy mogli liczyć na tańsze opłaty rejestracyjne, na tańsze przejazdy drogami płatnymi, nawet na możliwość darmowego parkowania czy wjeżdżania do centrów miast. Zupełnie na nic. Możemy tylko cieszyć się, że jesteśmy eko, a to chyba odrobinę za mało.