Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
FleetDerby 2026

OFF!

Udostępnij

Doktor Jacek Walkiewicz, psycholog, często powtarza, że jesteśmy wychowywani w kulturze strachu i zakazów. Nie biegaj z patykiem, bo sobie oko wybijesz, nie jedz pestek, bo wyrośnie ci arbuz, nie siadaj na kamieniach bo dostaniesz wilka. Jak sam mówi, kiedyś się bał i nie robił, a teraz się boi ale robi.

Tak samo jest z tymi wszystkimi cholernymi systemami w samochodach. System zapobiegający kolizji przy cofaniu, system wykrywania zmęczenia kierowcy, system automatycznego utrzymania w pasie ruchu, system nagłego hamowania, system dostosowujący prędkość, aktywne tempomaty, system czytania znaków drogowych.

Przez pierwsze minuty wyglądam jak pilot F-16 przed startem. Klikam, pstrykam, naduszam – wszystko, żeby dało się ruszyć. Po miesiącu nauczyłem się, że funkcje z określeniem inteligentne wyłączyłem systemowo: Inteligentny aktywny tempomat – OFF; Inteligentne światła drogowe – OFF, Inteligentne…- OFF. Jednak wiele systemów muszę wyłączać każdorazowo. Nie musisz, może ktoś powiedzieć. Muszę, bo prowadzenie samochodu jest dla mnie czynnością relaksującą, terepeutyczną i niesamowicie to lubię. Kiedy nie wyłączę systemu monitorowania kierowcy, to w drodze z redakcji do domu dostane kilka żółtych i z trzy czerwone opie…reprymendy, że: MAM ZACHOWAĆ CZUJNOŚĆ! MAM ZJECHAĆ NA KAWĘ! Do jasnej cholery, drze na mnie mordę mój własny samochód. I to nie dlatego, że rozmawiam przez telefon bez zestawu czy prowadzę nogą z siedzenia pasażera, o nie. Zdarza się, że drze się na mnie, bo sięgam do przycisku otwarcia okna dachowego – naprawdę. Nawet jeśli dłużej popatrzę w lusterko wsteczne czy któreś z bocznych, od razu dostaje diodami po oczach, żebym się nie gapił tam, gdzie nie trzeba. Tak więc wyłączam to od razu i robię to z dziką satysfakcją. Wyłączam system czytania znaków drogowych. Kto kiedykolwiek jeździł po Polsce ten wie, że gdyby kiedykolwiek ktokolwiek potrzebował stali i aluminium, to 90% światowych rezerw jest w Polsce w postaci znaków drogowych. Myślę, a nawet jestem pewien, że na każdego mieszkańca przypadają co najmniej trzy znaki. To całkowicie chore. Ostatnio jadąc drogą lokalną pod Oleśnicą na Dolnym Śląsku, na odcinku 300 metrów naliczyłem 6 (słownie sześć) różnych znaków z ograniczeniem prędkości. 70, 60, 40, 50, 60, 70. Po drugiej stronie stały analogiczne oznaczenia. Sami więc rozumiecie, że system czytania znaków wyłączam i to nie tylko dlatego, żeby nie piszczał, ale też żeby się komputer nie przegrzał. Oczywiście wyłączenie nie oznacza, że ich nie czyta, czyta i wyświetla na ekranie co przeczytał, ale przynajmniej nie piszczy.

Kiedy to mam wyłączone to już z górki. Muszę tylko wyłączyć asystenta hamowania przy cofaniu. Mam kamerę, nawet niezłą, a jak na japońskie auto to wybitną. Mam też lusterko wsteczne, dwa wielkie jak uszyska słonia lusterka boczne i tylną szybę z wycieraczką. Naprawdę, jeżeli mając to do dyspozycji nie umiałbym bezpiecznie wyjechać z miejsca parkingowego czy zaparkować tyłem, oznacza to ni mniej ni więcej, tylko to, że jestem kompletnym kretynem. Niewyłączony system wykrywa żywe istoty w promieniu około 1,5 km. Świeci, piszczy i czasami sam hamuje. OFF.

System automatycznego utrzymania w pasie ruchu. Kolejny systemowy czarci pomiot. Podobnie jak ze znakami, kto jeździ po kraju wie, jak u nas jest z oznaczeniem poziomym. Dziękuje. Tutaj mógłbym skończyć argumentacje, czemu wyłączam ten system. Robię to głównie dlatego, że mam wśród codziennie przemierzanych tras też takie, które idealnie i bezpiecznie nadają się do lekkiego ścinania zakrętów. Z tym stolcem zaszytym gdzieś w układach scalonych jest to niemożliwe. Żeby nie było tak kolorowo, wyłączenie systemu nie oznacza, że samochód mnie nie straszy. Owszem, nie koryguje toru jazdy ruszając kierownicą, ale z ekranu drą się na mnie bezgłośnie migające piktogramy. Miauczek w lewooooooo, Miauczek w prawoooo – wiem już co przeżywał bohater filmu „Dzień Świra”.

Kiedy uda mi się to wszystko zrobić, nie pozostaje nic innego jak ruszyć i cieszyć się jazdą. Do pierwszego zgaszenia samochodu, np. przy sklepie, bo wtedy wszystko zaczyna się od początku. Poza tym, to całkiem fajny samochód i uwielbiam nim jeździć, a czasami ulegam namowom i jedziemy razem na kawę. Off.

Przeczytaj również
Popularne