Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
E-toll

ANO już nie chcę być Czechem

Wiele lat temu napisałem felieton o tym, że bardzo chciałbym być Czechem. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. W sumie niewiele by się w moim życiu zmieniło, poza tym, że na północy nie miałbym morza, tylko góry.

Tak było kiedyś, teraz już nie chcę być Czechem. Nie dlatego, że jakaś Czeszka lub Czech wyrządzili mi osobistą przykrość. Nie dostałem mandatu od tamtejszej policji i nie zatrułem się też knedlikami. Chociaż jeżeli chodzi o czeską kuchnię, to stanowi ona dla mnie nieodgadnioną zagadkę. Jak można organizmowi dostarczać niezbędnych składników i mikroelementów tylko za pomocą pieczywa, ziemniaków, czosnku i kaczego oraz wieprzowego mięsa. Kiedyś w swoim programie Anthony Bourdain powiedział o Pradze, ale można to zastosować do całego państwa, że jest to miasto zapomniane przez warzywa. Trudno się z tym nie zgodzić, nawet biorąc pod uwagę, że czosnek i ziemniaki to warzywa. Mam wrażenie, że gdyby otworzyć w tym państwie warzywniak, ludzie obchodziliby go drugą stroną ulicy, a co odważniejsi robiliby sobie na tle sklepu zdjęcia. Widać można żyć, nie zdając sobie sprawy z istnienia na świecie kalafiorów, pomidorów czy szparagów.

To nie kuchnia jednak jest głównym powodem tego, że nie chcę już jak chciałem kiedyś. Nie chcę, bo rządzi tam Andrzej Babisz. Postać jeszcze bardziej kontrowersyjna niż większość naszej – przepraszam za nadużycie – sceny politycznej. Premier Czech jest nieprzyzwoicie bogaty, co samo w sobie nie jest niczym złym. Jego majątek magazyn „Forbes” szacuje na 4,8 miliarda dolarów. Miliarda! Gdyby chcieć go podać w czeskich koronach, zapewne trzeba by było podać zamiast kwoty, wagę pieniędzy. Nawet w najwyższych nominałach byłoby to kilka ton. Ma więc sobie premier Babisz majątek większy od tego, który ma Donald Trump, jeszcze urzędujący – co prawda głównie na Twiterze – prezydent USA. Podobno do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Zresztą nasz premier też nie należy do ludzi, którzy operują na poziomie najniższego progu podatkowego.

Założenie, że zamożny polityk będzie chciał pomnożyć majątek nie swój, a narodu, jest o tyle słuszne, co utopijne. Oczywiście, jest wiele wyjątków potwierdzających tę regułę, ale na pewno premier Babisz takim wyjątkiem nie jest. Na początku kadencji zapowiedział, że chce rządzić krajem jak firmą rodzinną i jak powiedział, tak zrobił. Holding jego spółek, Agrofert, czerpał pełnymi garściami z funduszy unijnych, co oczywiście nie przeszkodziło mu być jednym z większych krytyków Unii jako takiej. Jeszcze jako minister finansów nadzorujący unijne fundusze przyznał odpowiednio 270 i 240 mln złotych swoim firmom. Pytanie, które zapewne część z Państwa sobie zadaje: jakim cudem został premierem? Nic prostszego, wystarczy być drugim najbogatszym obywatelem Czech, założyć partię ANO, czyli TAK, i kupić sobie największe tygodniki i dzienniki w kraju, następnie trzeba zadzwonić do dziennikarzy i powiedzieć im, że to, co do tej pory o nim myśleli, było całkowicie błędne. Tych, którzy nie dadzą się przekonać, wystarczy zwolnić i na ich miejsce zatrudnić innych.

Bardzo interesująca była także sprawa Bocianiego Gniazda, którą zajął się OLAF. Bocianie Gniazdo to luksusowe centrum konferencyjne pana Babisza, a OLAF, to unijny urząd antykorupcyjny. Babisz postarał się o dotację na centrum w wysokości 50 mln koron, ale żeby nie być posądzonym o nadużycia, sprzedał centrum akcjonariuszom. Wszystko tak, jak być powinno, tylko OLAF-owi nie spodobało się, że akcjonariuszami tymi były dzieci Babisza, które na prośbę taty następnie to centrum mu odsprzedały. Miało to miejsce w 2018 roku i z tymi zarzutami wystartował w wyborach. I co? Wygrał. Ale jak wygrał. Żeby media nie zajmowały się sprawą, wziął ślub z dwadzieścia lat młodszą od siebie wybranką, może nie serca, a rozumu. Ślub wziął, a jakże by inaczej, w swoim centrum. Media bardziej niż na oskarżeniach skupiły się na kreacji panny młodej. Tuż po ślubie Babisz przepisał część majątku na żonę. Takiego zagrania nie powstydziłby się nawet wojak Szwejk. Mało? Proszę bardzo: Bocianie Gniazdo przepisał na syna, a następnie na jego polecenie syna wywieziono najpierw na Krym, a następnie do Szwajcarii, żeby nie zeznawał przed OLAF-em. Rzekomo na leczenie psychiatryczne. To wszystko miało miejsce kilka lat temu, a Babisz wciąż jest premierem, dlatego wybaczcie sąsiedzi Czesi, ale nie chcę być jednym z Was.
Halo Słowacja, jak u Was z warzywami?

Tomasz Siwiński

 

Przeczytaj również
Popularne