Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

Rzeźba w…kamieniu, czyli dlaczego Renault nie miało z kim przegrać

Udostępnij

Lubię targi, a targi samochodów do pracy szczególnie. Do pracy, czyli jakich, przecież dyrektor jadący do biura w SUV-ie czy prezes w klasycznym sedanie premium też używają samochodów „do pracy”. Zgoda, ale gdyby nie mieli tych aut to ich robota nie musiałaby być mniej efektywna; no chyba żeby odjąć znaczenie czynnika motywacyjnego, ale wtedy musielibyśmy też rozkładać na czynniki pierwsze owocowe wtorki, dresowe piątki, „hołmoofisowe” środy.

W każdym razie prezes bez swojej BMW X7 w podziemnym garażu wciąż może być tak samo dobrym prezesem – czytaj skutecznym pracownikiem – a kierowca Mercedesa Sprintera bez…Sprintera raczej swoich obowiązków nie wykona. Tak więc jako samochody do pracy rozumiem te, do których nie wpina się fotelika, nie jedzie z rodziną na wczasy czy w weekend na surfing. Ja mówię o samochodach dostawczych, użytkowych, ciężarowych, naczepach, przyczepach, wywrotkach. Twardzielach do 3,5 t DMC wiozących 8 ton (nie pochwalamy).

Dobra, ale wracamy na targi, a konkretnie do Hanoweru a jeszcze konkretniej na IAA. Teren targów jest tak olbrzymi, że mógłby być osobną gminą. Zastanawiałem się idąc i idąc i idąc czy jest jeszcze na świecie branża, która mogłaby zapełnić wszystkie hale i otwarte tereny? Nie wymyśliłem nic. Zanim przejdę do autorskich wniosków z samej imprezy, to garść trochę mniej istotnych szczegółów, mianowicie tytuł dostawczego samochodu roku 2027 dostał Renault Trafic e-tech, czyli elektryk. Ej redaktorku, to jest mało istotna informacja? Jest, bo już od wielu lat te tytuły nie znaczą tyle, ile znaczyły kiedyś. I nie, nie dlatego, że jestem stary i uważam, że kiedyś to było lepiej. Nic z tych rzeczy, tylko jaki z nominowanych modeli miał wygrać, Maxus Deliver 7, czy może Hyundai Staria albo Farizon V7E. Tak, jest taki, serio. Unifikacja sprawiła, że konkurencja wśród samochodów użytkowych nie jest już tak ekscytująca jak kiedyś, kiedy stawały naprzeciw siebie Mercedes Sprinter, Volkswagen LT, Peugeot Boxer, Fiat Ducato, Ford Transit, Iveco Daily, Citroen Jumper czy Renault Master. Wspaniałe czasy. Dobra, dla porządku najlepszym Vanem w 2027 będzie elektryczne Renault i kropka. Teraz do rzeczy ważnych, na stoisku dostawczych Mercedesów pokazano częściowo wyrzeźbiony zarys Sprintera. Naprawdę, pomyślałem kiedy siedziałem przez rzeźbą zastanawiając się, kto wpadł na taki pomysł, czemu nie stracił pracy, czemu jego przełożony się na to zgodził i sam nie stał się bezrobotny. Zrozumiałem dosyć szybko, kiedy swoje wystąpienie miał Thomas Klein czyli szef szefów dostawczego Mercedesa. Nie dlatego, że powiedział coś odkrywczego, ale dlatego, że jego wystąpienie nagrywało bardzo wielu Chińczyków. Po co? Po to, żeby potem z behawiorystami i psychologami je odtwarzać w swoich biurach i analizować słowo po słowie i gest po geście. Głupie? Niekoniecznie. To azjatycka dbałość o szczegóły której my, Europejczycy nigdy nie mieliśmy. Jeżeli połączymy to z azjatycką cierpliwością i planowaniem w dłuższej perspektywie, wszystko może mieć ogromne znaczenie. Tak, jak kilkanaście lat temu na genewskich targach samochodów osobowych z ciekawością i politowaniem patrzyliśmy na – być może tych samych Chińczyków – którzy mierzyli każdy detal i fotografowali każdy szczegół. Teraz robią to samo, tylko z większymi samochodami. W tych okolicznościach pokazanie kawałka gipsu zamiast modelu koncepcyjnego było zagraniem doskonałym. Wiem że jest szpiegostwo przemysłowe, wiem, że po wprowadzeniu do produkcji mogą kupić i rozebrać na części setki samochodów, ale po co im w tym pomagać?

Drugim, co rzuciło mi się w oczy, to także na stoisku Mercedesa tylko ciężarowego, to zbudowanie całej koncepcji wokół tego, że marka ma 130 lat (dobre posunięcie bo to jest właśnie przewaga konkurencyjna) i pokazaniu eActrosa 600 którym Tobias Wagner, kierowca i bloger, zamierza objechać świat w 80 ładowań. Po co? Żeby pokazać że można? Kamienny Sprinter - tak, współczesny Fileas Fogg - nie.

Kiedy przechodziłem po raz kolejny przechodziłem z hali do hali, oglądając wspaniałe wytwory myśli inżynieryjnej, piękne (nie ma tu ironii) elektryczne ciężarówki, finezyjnie zabudowane samochody dostawcze zrozumiałem, że my ludzie…nie mamy szans na przetrwanie. Po terenie targowym jeździły autonomiczne pojazdy. Nie woziły niczego ani nikogo, jeździły, żeby pokazać, że mogą. To ilu ludzi wychodziło przed nie, machało, wyskakiwało żeby zobaczyć, czy na pewno się zatrzyma, doprowadziło mnie do tego wniosku. My ludzie nie mamy szans z maszynami, nawet takimi, które jeżdżą bez celu, bo mogą.

Przeczytaj również
Popularne