Szanowni Państwo,
W połowie grudnia 2025 r. Komisja Europejska przedstawiła propozycję „Pakietu dla Motoryzacji”, który ma spowodować, że europejska branża motoryzacyjna stanie się w najbliższych latach bardziej konkurencyjna i poprawi się jej kondycja. Rzecz jasna nie oczekiwaliśmy jakichś wielkich rewolucyjnych zmian, ale raczej takich, które spowodują, że w obecnych bardzo trudnych dla motoryzacji czasach, KE dostrzeże jej sytuację i zaproponuje rzeczywistą pomoc. Zdaję sobie sprawę, że w tym miejscu zapewne pojawią się głosy: „kilka lat temu powinniście…”, „trzeba było…”, albo „dlaczego wcześniej nie podjęliście takich, czy innych działań? „jednak – choć w tych głosach może i jest trochę racji– to dziś mamy taką, a nie inną rzeczywistość, należy więc wyciągnąć wnioski z przeszłości i zrobić wszystko, by branża mogła się nadal rozwijać. Bo mówimy tu o kilkunastu–, a nawet – kilkudziesięciu milionach zatrudnionych, jeśli uwzględnimy zatrudnienie w sektorze w całej Europie. Jest to moja, może subiektywna opinia, ale myślę, że dość pragmatyczna i racjonalna.
Wracając jednak do Pakietu dla Motoryzacji, w mediach pojawiło się wiele tytułów, że np. „KE wycofuje się z zakazu rejestracji samochodów zeroemisyjnych w 2035 roku”, czy że „Przez wiele lat będziemy jeszcze mogli kupować samochody spalinowe”. Nic bardziej mylnego. W rzeczywistości KE zastąpiła cel na rok 2035 – czyli całkowite przejście na samochody zeroemisyjne – obowiązkiem 90% redukcji emisji z pojazdów, podczas gdy pozostałe 10% ma być rekompensowane przez wykorzystanie e–paliw, zrównoważonych biopaliw oraz zastosowania tzw. „zielonej stali” wytworzonej w UE. W praktyce prawie nie zmienia to poprzedniego poziomu i jest tu jeszcze jest jedna istotna sprawa. Otóż pojawia się pytanie, czy któryś z producentów będzie utrzymywał produkcję samochodów z silnikiem spalinowym, wykona badania homologacyjne dla zaledwie 10% pojazdów? Obstawiam, że jest to mało prawdopodobne.
Druga propozycja KE zakłada w 2030 r. zmniejszenie celu dla samochodów dostawczych – z 40 do 50 procent. I znów – biorąc pod uwagę dane dotyczące poziomu zakupów przez klientów oraz perspektywy na najbliższe lata – jest to bardzo trudne do osiągnięcia. Poza tą propozycją, rok 2030, który jest dla naszej branży kluczowy, przez KE praktycznie nie został dostrzeżony. Piszę „kluczowy”, bo jest to rok, w którym będziemy musieli zredukować emisję CO2 dla samochodów osobowych o 55%, a dla dostawczych – o 50%. Trzeba tu zaznaczyć, że wciąż obowiązują obecne poziomy redukcyjne emisji, a „Pakiet dla Motoryzacji” jest propozycją KE, która musi zostać zaakceptowana przez Parlament Europejski i kraje członkowskie. Jak więc widać – do uzyskania statusu rozporządzenia i wejścia go w życie – jeszcze daleko.
Pojawiła się też propozycja wprowadzenia do produkcji małego taniego samochodu elektrycznego produkowanego w UE. Oczywiście, żeby taki samochód był tani, musi zostać pozbawiony np. części wyposażenia z zakresu bezpieczeństwa pojazdu. Dlatego pomysł już napotkał na zdecydowaną krytykę ze strony m.in. organizacji zajmujących się szeroko pojętym bezpieczeństwem na drogach.
Wreszcie KE zaproponowała zmianę w obszarze tzw. zielonych flot korporacyjnych, czyli określonego poziomu sprzedaży do firm samochodów osobowych i dostawczych w krajach europejskich. Co prawda w propozycji jest mowa o flotach dla dużych firm, jednak do tej grupy zaliczają się też firmy leasingowe i długoterminowego wynajmu. A biorąc pod uwagę fakt, że prawie 100% zakupów firmowych to leasing bądź wynajem długoterminowy, w praktyce wszystkie przedsiębiorstwa będą się musiały do tych przepisów dostosować.
Za to KE w ogóle nie odniosła się do naszej prośby – już nie wspomnę o likwidacji kary za nieosiągnięcie poziomów emisyjnych, ale nawet nie zgodziła się na uśrednienie kar za niespełnienie celu zamiast trzech, to pięciu lat. Można więc powiedzieć, że w przypadku roku 2025 do osiągnięcia celu w Europie zabraknie nam ok. 700-800 tys. samochodów, więc będziemy musieli zapłacić kilka, a może i więcej miliardów euro kary.
Bardzo upraszczając można skonstatować, że to kara dla branży motoryzacyjnej za to, że klientki i klienci nie kupili wystarczającej liczby samochodów zeroemisyjnych. Wracając do pakietu, mamy jednak nadzieję, że skoro rządy wielu krajów starają się wesprzeć naszą branżę, to w procesie uzgodnień propozycja KE zostanie zmieniona i jej ostateczny kształt pozwoli utrzymać pozycję sektora motoryzacyjnego, jaką miał do tej pory.
I takiej silnej, stabilnej, budującej nowe fabryki, dającej miejsca pracy milionom Europejczyków, inwestującej w badania i rozwój, a także zasilającej podatkami budżety europejskich krajów – motoryzacji Państwu i sobie życzę.
Jakub Faryś
Prezes PZPM
Informacje opracował zespół ekspertów rynkowych PZPM na podstawie danych z Centralnej Ewidencji Pojazdów.
PARTNER WYDANIA: Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) jest największą polską organizacją pracodawców branży motoryzacyjnej, zrzeszającą obecnie 58 firm: producentów i przedstawicieli producentów pojazdów samochodowych, motocykli, skuterów oraz producentów nadwozi w Polsce. PZPM to profesjonalna i wiarygodna organizacja, która reprezentuje interesy przedsiębiorców przed organami administracji publicznej, środkami masowego przekazu, związkami zawodowymi, innymi organizacjami branżowymi (polskimi i światowymi) oraz całym społeczeństwem. Systematycznie publikuje opracowania, raporty, analizy i statystyki nt. sytuacji bieżącej branży motoryzacyjnej, jak i w ujęciu historycznym. PZPM reprezentuje także interesy firm członkowskich w Unii Europejskiej oraz wspólnie z innymi europejskimi stowarzyszeniami uczestniczy w konferencjach oraz debatach organizowanych na szczeblu unijnym, a także w kampaniach społeczno-edukacyjnych. PZPM to organizacja o ugruntowanej pozycji rynkowej działająca od 29 lat.