Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
LEVC

Pogody nie ma

Uczyłem się w technikum budowlanym, co prawda w klasie o specjalności hydrologia, ale jednak. Hydrologiem nie zostałem, bo kiedy skończyłem szkołę w 1997 roku, była wielka powódź. Nie wiem czemu, ale straciłem wtedy kompletnie serce do tego zawodu. Nie zostałem też budowlańcem, bo podczas rysowania projektu mieszkania nie zaplanowałem ani jednych drzwi, za to bardzo wiele okien. Była to jednak szkoła wybitna, a to dzięki doskonałej kadrze. Jednym z jej filarów był geograf, który na pierwszej lekcji, w pochmurny dzień, zapytał, czy dzisiaj jest pogoda. Nie ma – wypaliłem. Tak dostałem pierwszą w szkole średniej ocenę – jedynkę z geografii. Pogoda jest zawsze, brzmiała prawidłowa odpowiedź. Tak mnie to urzekło, że nawet maturę zdawałem z geografii jako jedna z dwóch osób w szkole. To był dusza człowiek i przed wejściem na egzamin postanowił mnie pokrzepić: – Wiesz, Siwiński, że jak nie zdasz, to maturę z geografii obleje 50% uczniów? – po czym jego wypełnione dymem papierosowym malutkie i wysuszone ciałko zadrżało od wewnętrznego rechotu. Pamiętam nawet, jakie wylosowałem pytania – o prądy oceaniczne i chyba o kopalnie siarki w Polsce. Na koniec było jeszcze pytanie, którego nie zapomnę, mające, moim zdaniem, dosyć luźny związek z geografią: Czy Hindusi lubią cukierki krówki? Lubią, tylko na opakowaniu nie może być rysunku krowy. Ta wiedza, z którą musze żyć do dzisiaj, pozwoliła mi zdać maturę.

Teraz, kilkanaście lat po skończeniu szkoły, w maju 2021 roku doszło do mnie, że to jednak ja miałem rację. Pogody nie ma i nie pamiętam, kiedy ostatnio była. Tego, co dzieje się w maju, nie można opisać, nie używając słów powszechnie uważanych za obelżywe. Jednocześnie jest potwornie zimno i potwornie gorąco. Sucho i bardzo wilgotno. Jest tak obrzydliwie, że błoto robi się już nawet na asfalcie. Bez względu na to, jak się ubierzecie, i tak na pewno umrzecie. Kwestia tylko, czy z wychłodzenia organizmu, czy z jego przegrzania. Chyba jedynym pomysłem jest założenie ocieplanych sandałów, kożucha z krótkim rękawem, rękawiczek bez palców i ocieplanej czapki z daszkiem. Wilgotność jest taka, że kiedy wystawicie pranie na zewnątrz, to na pewno nie wyschnie, bo będzie padał deszcz. Kiedy wystawicie na zewnątrz, ale jednak pod daszkiem, to gwarantuję wam, że deszcz będzie padał poziomo. Możecie spróbować wysuszyć pranie w domu, ale stawiam dolary przeciw orzechom, że zanim wyschnie, to najpierw zgnije.

W samochodzie ciągle jeżdżę na włączonym grzaniu fotela, najwyższej prędkości pracy wycieraczek (wycieraczki przetarły mi szybę na wylot) i klimatyzacji ustawionej na 16 stopni. Jest mi jednocześnie bardzo zimno i bardzo gorąco. Tyłek grzeje mi się niemiłosiernie, a od klimatyzacji wysychają oczy. Jedna dłoń jest spocona, druga zmarznięta. Nie wiadomo, czy jeździć na oponach letnich, czy zimowych.

Podobno, chociaż może to tylko plotki, gdzieś w Podlaskiem był kawałek dnia, kiedy nie padał deszcz, ale nie udało mi się tego potwierdzić. Nie oznacza to, że nie świeci słońce. Ono świeci przez szczeliny w chmurach, z których non stop leje. Kiedy uda nam się trafić w promień, prawdopodobnie od razu będziemy mieli poparzenia twarzy drugiego stopnia. Dobrym pomysłem byłoby noszenie parasola, który zawsze chroniłby nas od deszczu, a czasami od słońca, jednak jest to całkowicie nierealne, bo wtedy wiatr połamie nam ręce.

Całe szczęście, że można wyjechać. Nie można było co prawda spać w hotelach, ale w samej końcówce maja już można. Tylko że nie można, bo jeżeli nawet znajdziemy jakieś miejsce, to cena noclegu to około 12 tysięcy złotych za dobę, oczywiście bez śniadania. I tak nie wyszlibyśmy z pokoju, bo nie miałoby to sensu. Można przecież za granicę? Aha, nie można, bo trzeba mieć szczepienia, kody, paszporty i wykonywać co 200 metrów kosztujące po 500 zł testy, że nie jest się chorym. Samolotowa wycieczka do Grecji dla czteroosobowej rodziny kosztowałaby jakieś 30 tysięcy złotych. Jedynym ratunkiem byłby wyjazd na Zanzibar, ale podobno na wyspie nie zmieści się już ani jeden obywatel Polski.

Był taki musical we wrocławskim teatrze Capitol – „Era Wodnika” – i jedna z piosenek nosiła tytuł „Podwodny Wrocław”. Bardzo gorąco, a raczej zimno, polecam i oby do czerwca.

Ps. Pogody nie ma!
Tomasz Siwiński

Przeczytaj również
Popularne