
Powrót Citroena 2CV przestaje być jedynie motoryzacyjną plotką. Francuska marka oficjalnie potwierdziła, że pracuje nad następcą jednego z najbardziej kultowych samochodów w historii Europy.
Szczegółów jest niewiele, ale już sam pomysł elektrycznego 2CV wywołuje emocje porównywalne z tymi, które towarzyszyły premierom nowych wcieleń Renault 5 czy Renault 4.
Citroen coraz wyraźniej spogląda w stronę własnego dziedzictwa. Według najnowszych informacji nowy 2CV ma pozostać wierny idei oryginału: być samochodem prostym, niedrogim i dostępnym dla szerokiego grona klientów. Tym razem jednak napęd zapewni silnik elektryczny.
Francuzi nie pokazali jeszcze gotowego projektu ani nie ujawnili parametrów technicznych. Projekt znajduje się na stosunkowo wczesnym etapie rozwoju, jednak kierunek wydaje się przesądzony. Citroen dostrzegł sukces retro-elektryków takich jak Renault 5 i chce wykorzystać jeden z najmocniejszych symboli swojej historii.
Kiedy zobaczymy nowego 2CV?
To obecnie największa niewiadoma. Niewiele wskazuje na to, by był to przyszły rok. Najbardziej prawdopodobny termin debiutu to 2028, czyli 80. rocznica prezentacji oryginału.
Równie ostrożnie należy podchodzić do spekulacji dotyczących ceny. W niektórych publikacjach pojawiają się informacje, że nowy model mógłby pełnić funkcję bardzo przystępnego cenowo auta miejskiego za 15 tys. euro, jednak producent nie podał jeszcze żadnych oficjalnych kwot.
Nie wiadomo także, z jakiej platformy skorzysta nowe 2CV. Dzisiaj najmniejszy Citroen e-C3 jest zbudowany na platformie Smart Car (nazywanej również SCP). To elastyczna architektura stworzona z myślą o przystępnych cenowo samochodach elektrycznych, ale także napędach spalinowych i hybrydowych. Cena to ponad 20 tys. euro, a 2CV ma być przecież tylko elektryczny i znacznie tańszy.
To może chińszczyzna? Stellantis korzysta w technologii Leapomotor, a tu najmniejsza platforma elektryka jeździ w modelu T03. Biorąc pod uwagę zacieśnianie współpracy z chińskimi producentami, o czym więcej pisaliśmy TUTAJ, nie wykluczone, że do elektrycznego malucha wykorzystanie zostanie jedna z nich.
Historia Citroena 2CV jest niemal równie niezwykła, jak sam samochód. Projekt powstał jeszcze przed II wojną światową. Założenia były proste: stworzyć bardzo tani i praktyczny pojazd dla mieszkańców francuskiej prowincji. Auto miało pierwotnie przewieźć dwie osoby i ładunek przez nierówne, wiejskie drogi, a nawet przez zaorane pole, nie tłukąc przy tym koszyka jajek. I to się udało.
Seryjną produkcję rozpoczęto w 1948 roku. Samochód szybko stał się symbolem powojennej Francji. Prosta konstrukcja, miękkie zawieszenie, oszczędny silnik i niskie koszty eksploatacji sprawiły, że miliony Europejczyków, a nie tylko francuzów mogły po raz pierwszy pozwolić sobie na własne auto.
Produkcja trwała aż do 1990 roku. Auto zmieniało się i zyskiwało nowoczesną technologię, ale cały czas wyglądało podobnie. Cały czas miało też dwucylindrowy silnik typu boxer. Przez wszystkie lata produkcji w fabrykach rozsianych po wszystkich koloniach francuskich wyprodukowano łącznie ok. 9 milionów egzemplarzy, licząc również pochodne wersje użytkowe. Dziś 2CV należy do grona najbardziej rozpoznawalnych samochodów XX wieku, obok Garbusa czy Fiata 500.
Francuzi nie są pierwsi, którzy postanowili odświeżyć kultowy model. Spektakularny sukces odniósł najpierw Fiat 500 i Mini One jeszcze w czasach motoryzacji spalinowej. Ostatnio emocjonującym retro-powrotem było Renault 5 E-Tech, które stylistycznie mocno nawiązuje do modelu z lat 70. i 80. W ślad za nim pojawiło się także nowe Renault 4 E-Tech.
Elektryfikacja Fiata 500, nie była już tak spektakularna, jak się spodziewano. Swoje legendy odświeżyły także Ford z modelem Capri oraz Volkswagen, który regularnie wykorzystuje stylistyczne nawiązania do historycznych modeli w rodzinie ID. Jak pokazują dane sprzedażowe, obie marki nie wykorzystały jednak potencjału swoich legend.
Jeśli Citroenowi uda się zachować ducha oryginału, a jednocześnie zaoferować rozsądną cenę, nowy 2CV może stać się czymś więcej niż kolejnym retro-powrotem. Może powtórzyć to, co jego poprzednik zrobił niemal 80 lat temu – uczynić motoryzację prostszą, bardziej dostępną i zwyczajnie bardziej ludzką.
Kto następny?