Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Alphabet - 1

Mamy nową plagę. Kable ładowarek na celowniku złodziei

Nowy potrafi kosztować nawet 200 tys. zł. Na złomie złodziej dostanie za niego góra 300 zł. Ale to i tak łakomy kąsek. Kable do ładowania samochodów elektrycznych ze w stacjach szybkiego ładowania zaczęły znikać w zastraszającym tempie. Sami tego doświadczyliśmy. Policja zapowiada działanie.

Jeśli przejmujesz się gdzie naładować samochód elektryczny, do listy życzeń po punkcie nr 1 - czy znajdziesz ładowarkę, nr 2 - czy będzie wolna i po pkt. Nr 3 - czy będzie działała, to teraz dochodzi kolejny. Czy będzie w niej kabel.

Złodzieje wzięli bowiem a celownik stacje szybkiego ładowania i odcinają z nich kable. Szczególnie te od CCS, bo sporo w nich kilogramów czystej miedzi. O ile jeszcze kilka tygodni temu, nikt z tego afery nie robił, teraz plagę potwierdzają operatorzy sieci, PSNM i Policja, która zapowiada walkę z nielegalnym procederem. Bo przypadki niszczenia infrastruktury odnotowano już w praktycznie każdym województwie.

 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 

Post udostępniony przez Julo Sz (@julo_sz)

Przykładowo, we wrześniu 2025 r. w zachodniej części Wrocławia kable odcięto z kilkunastu stacji funkcjonujących w sąsiadujących lokalizacjach. Kradzieże utrudniają, a w wielu przypadkach uniemożliwiają korzystanie z samochodów elektrycznych, powodując opóźnienia w podróżach i dostawach towarów.

Łatwy łup

Dlaczego akurat kable? Bo nie są pod napięciem, więc łatwo je odciąć. Dodatkowo nikt ich szczególnie nie pilnuje (monitoring to za mało), a skupy złomu nie prowadzą ewidencji, bo to zwykła miedź. Właśnie dlatego wysokie kary (5 lat więzienia) nie odstraszają złodziei. Ryzyko wpadki jest małe.

Jak wynika jednak z komunikatu PSNM, branża e-mobility podjęła już kroki w celu skutecznego ścigania złodziei i paserów kabli oraz zaostrzenia kontroli punktów zbierania odpadów metali przez Policję i straż miejską. „Wpadli” również pierwsi sprawcy informuje stowarzyszenie.

Za kradzież grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Odcięcie kabla można również podciągnąć pod przestępstwo zniszczenia mienia, zagrożone analogicznie wysoką karą. To nie wszystko – kradzieże kabli stacji ładowania wiążą się z umyślnym niszczeniem cudzej rzeczy, a ich sprawcy działają publicznie z oczywiście błahego powodu.

Takie przestępstwa spełniają zatem znamiona występków o charakterze chuligańskim. To sprawia, że orzeczona przez sąd kara może być jeszcze surowsza. PSNM już od wielu miesięcy apeluje do administracji centralnej oraz Komendanta Głównego Policji o skuteczne wykrywanie i ściganie takich przestępstw. Wiemy, że służby są świadome skali tego procederu i podejmują kroki, żeby mu przeciwdziałać – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

Za przykład może posłużyć sprawa, o której informowano pod koniec października. Policja ujęła złodzieja, który odcinał kable ze stacji ładowania na terenie Lubina i Polkowic. Sprawcy nie pomogło w żaden sposób, że w momencie kradzieży był zamaskowany. Ponieważ działał w warunkach recydywy, może zostać skazany nawet na 7,5 roku za kratami. Również pod koniec października, dzięki czujności pracowników ochrony, Policja złapała na gorącym uczynku dwóch złodziei kabli w województwie pomorskim. Okazało się, że jeden z nich ma już na koncie podobną kradzież.

Tylko albo aż 300 zł

Spać spokojnie nie powinni również właściciele skupów złomu, którzy nabywają od złodziei kradzione kable. Nie mogą liczyć na duży zarobek, za to ponoszą ryzyko bardzo wysokich kar – w Polsce za paserstwo grozi nawet do 5 lat bezwzględnego więzienia. Każdorazowa weryfikacja pochodzenia metali sprzedawanych w takich punktach to obowiązek ich właścicieli. Na podstawie Ustawy o odpadach osoby zamierzające zbyć metale „z odzysku” muszą ujawnić źródło ich pochodzenia.

Z kolei właściciele skupów powinni weryfikować tożsamość sprzedających. Niezbędne jest wypełnienie formularza, który prowadzący skup musi przechowywać przez 5 lat i okazywać służbom porządkowym przy okazji kontroli. Do tej pory przedstawiciele Policji, straży miejskiej czy służby ochrony kolei przeprowadzali już wielokrotnie akcje kontroli skupów złomu, często „ukierunkowanych” na metale konkretnego pochodzenia – np. skradzione tory kolejowe, sieć trakcyjną czy studzienki kanalizacyjne.

Najbardziej w tym wszystkim cierpi kierowca. Bo jak już dojedzie do stacji ładowania, nie rzadko na ostatnich kilowatogodzinach, i okazuje się, że się na niej nie naładuje, to do następnej może już nie dotrzeć.

Też już to przerabialiśmy

W wielu przypadkach bowiem taka stacja w aplikacjach widnieje jako działająca, bo operatorzy nie przewidzieli awarii w postaci odciętego kabla. Skoro nie ma w nim napięcia, to dla systemu wszystko jest w porządku. Dopiero zgłoszenie przez kierowcę, który pojedzie na miejsce i zauważy jego brak, umożliwia jej dezaktywowanie w systemie. Koszty naprawy są duże, a czasu już nawet nikt nie liczy.

Z taką sytuacją spotkaliśmy się sami. Podczas jazdy na szkolenie pod Wrocławiem trafiliśmy na stację z odciętymi dwoma kablami ładowania. I co? I nic. Stacja w aplikacji widniała jako działająca, w rzeczywistości okazało się inaczej. Zaufanie do infrastruktury znowu zostało nadszarpnięte.

Przeczytaj również
Popularne