Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Alphabet - 1

Instytucja

A nie mówiłem!!! Ten zwrot mojego ojca, kiedy byłem nastolatkiem doprowadzał mnie do białej gorączki. 

Obecnie wciąż jako nastolatek, chociaż uwięziony w pięćdziesięcioletnim ciele, mogę z satysfakcją powiedzieć to samo irytujące zdanie: a nie mówiłem.

Mówiłem, a w zasadzie pisałem i podczas rozmów redakcyjnych często ten temat był poruszany. Jeżeli zwrot „a nie mówiłem” miałbym przyporządkować tylko wybranemu fragmentowi motoryzacyjnego uniwersum, chyba dotyczyło by to przeregulowania. To, co od lat stanowiło o sile europejskiej gospodarki - w tym motoryzacji - która tej gospodarki jest jednym z najważniejszych elementów, czyli wolny rynek. Chciało by się wykrzyknąć słowami Williama Wallac’a (w tej roli Mel Gibson) bohatera kultowego już filmu „Waleczne Serce”: „Mogą odebrać nam życie, ale nigdy nie odbiorą nam wolności’.

Tylko tutaj nasuwa się pewien problem, a w zasadzie dwa; po pierwsze kto miałby krzyczeć i kto być adresatem tych krzyków. Uogólnijmy, że drzeć powinni się przedstawiciele europejskiego przemysłu motoryzacyjnego a okrzyki kierować w stronę Instytucji Unijnych. Celowo pisze wielką literą, bo nie zadam sobie trudu aby rozwikłać plenipotencje Rady Unii Europejskiej, Parlamentu Europejskiego czy Redy Europejskiej– to wszystko jest dla mnie Instytucją. I ta Instytucja doprowadziła do największego chaosu motoryzacyjnego, jaki wydarza się za mojego dorosłego życia.

Dziesiątkami ustaw, zakazów, nakazów, dotacji, subwencji i elektrościemy doprowadzili europejski przemysł motoryzacyjny na skraj przepaści i są gotowi zrobić wielki krok naprzód. Tak, zdarzyła się pandemia, tak nikt nie mógł przewidzieć szalonej polityki celnej Trumpa, ale na motoryzacyjnego boga. Wycierając sobie gęby ekologią i bezpieczeństwem w bardzo krótkim czasie doprowadzono do niemal całkowitego zniknięcia z rynku małych, miejskich i ekologicznych samochodów z najmniejszych segmentów. Dyrektywy opisujące obowiązkowe wyposażenie sprawiły, że koncernom nie opłacało się produkować tych samochodów. Straszenie widmem kar za emisję większa niż 95 g CO2 na km też odegrało swoją rolę. Skoro będziemy (producenci) płacić takie kary, to przerzućmy te koszty na klientów. Przerzucili, a czy jakieś kary zapłacili? No jeszcze nie, bo wydłużymy ten okres, bo zsumujemy, bo może nie będziemy ich płacić w ogóle. To jednak wystarczyło, żeby z rynku zniknęło wiele modeli i wersji silnikowych, ze strachy przed karami.

To nie wystarczyło, więc zakażmy rejestracji samochodów z silnikami spalinowymi? Od kiedy? Może od wtorku. Wtorek jest symboliczny, bo 2035 rok w skali tak olbrzymiego i bezwładnego przemysłu jakim jest motoryzacja jest okresem komicznie wręcz krótkim. Część pogubionych producentów powiedziała, że niemal z dnia na dzień przestaje produkować samochody auta spalinowe. Zaczęli robić olbrzymie elektryki, tylko okazało się, o zgrozo, że nie każdy kraj to Norwegia a nie każdy obywatel Europy ma własny dom z garażem i fotowoltaiką. Więc niewiele tych samochodów się sprzedawało. No to co, to kraje zaczęły wprowadzać różnego typu dotacje na zakup tych samochodów. Częściowo polegały one na opodatkowaniu aut spalinowych, częściowo na dofinansowaniu zakupu elektryków ale, jak to miało miejsce u nas, Ci, którzy te samochody mogliby kupować, czyli duże firmy, zostały z tego wykluczone. Niektórzy producenci postanowili przesadzać ludzi w ładowane z gniazdka hybrydy, ale albo okazało się, że nikt ich nie ładuje, a kiedy ludzie się trochę z nimi oswoili, to zmieniono normę obliczania emisji spalin i okazało się, że w tabelce ten sam samochód PHEV z dnia na dzień przestał być ekologiczny. W tym chaosie firmy rezygnowały z produkcji samochodów spalinowych, zastępując kultowe modele elektrycznymi odpowiednikami, na co klienci powiedzieli: nie chcemy Elektrycznego Macanna, elektrycznego A6, elektrycznego Renault Megane czy elektrycznego Fiata 500. Więc Instytucja powiedziała, dobrze, to od 2035 roku będzie można rejestrować auta spalinowe, ale tylko na paliwo wykonane z dobrych chęci i tęczy/ Więc producenci zaczęli pracować nad autami spalinowymi…

W tym czasie chińskie koncerny pod przykrywką sprzedaży elektryków weszły na unijne rynki, sprzedając na nich głównie samochody spalinowe, tańsze, bo bez wszystkich obowiązkowych systemów – słynna niskoseryjna produkcja. Instytucję promujące zieloną motoryzację pokazują sięgające setek tysięcy procent wzrosty sprzedaży, a tymczasem w pierwszej pięćdziesiątce najlepiej sprzedających się modeli w zeszłym roku w Polsce aut elektrycznych jest tyle, ile emitują CO2.

Nie jestem przeciwnikiem aut chińskich, przeciwnikiem samochodów na prąd czy aut większych niż Toyota Aygo, tylko pozwólmy podziałać wolnemu rynkowi, bo on sobie da radę. Jestem i od zawsze byłem przeciwnikiem przenoszenia wszystkich funkcji w zaszyte menu obsługiwane z dotykowych ekranów, ale Instytucja i to postanowiła wyregulować i będą obowiązkowa przyciski i pokrętła; za które, nie mam wątpliwości, trzeba będzie zapłacić więcej.

A nie mówiłem.

Przeczytaj również
Popularne