
Rozpoczynamy kolejny Długodystansowy Test Flotowy. Tym razem w ręce managerów trafi Hyundai Tucson PHEV w wersji N-Line, czyli hybryda ładowana z gniazdka. 253 konie mocy robią wrażenie, więc szybko samochód pojechał do pierwszych testerów i kręci kilometry.
To już drugie spotkanie w DTF z Hyundaiem Tucsonem. Za pierwszym razem managerowie mogli dokładnie przetestować miękką hybrydę, teraz czas na hybrydę PHEV, czyli ładowaną z gniazdka. Sercem auta jest benzynowa jednostka T-GDI o pojemności 1.6 litra i mocy 160 koni mechanicznych. Wspiera ją silnik elektryczny o mocy 98 KM i bateria o pojemności niecałych 14 kWh. Łączna moc układu wynosi 253 konie mechaniczne i 304 Nm. Czy będzie test nr 3 z Tucsonem w wersji elektrycznej? Jeśli Hyundai takie auto zbuduje, z pewnością tak.
Hyundai Tucson na rynku jest od ponad 20 lat. To już IV generacja popularnego SUV-a po znaczącym face liftingu w ubiegłym roku. Auto wygląda dynamicznie, nowocześnie trudno się zatem dziwić, że to najpopularniejszy model koreańskiej marki nie tylko w Polce. A konkurencję ma mocną, bo nie dość, że to najpopularniejszy segment C-SUV, to na dodatek podgryza go koncernowa bliźniaczka Kia Sportage. Konkurencją jest też m.in. Toyota RAV4, Skoda Karoq, Nissan Qashqai, Ford Kuga, Honda CR-V, Mitsubishi Outlander i cała masa chińskich aut jak MH HS, Jaecoo 7, Baic Beijing 5 czty Tiggo 7. Jednak w wersji PHEV rywali już jest znacznie mniej, a przecież hybrydy plug-in zdobywają coraz większy kawałek rynku.
Trudno się dziwić to świetny łącznik między spalinową i elektryczną motoryzacją. W przypadku hybrydy plug-in, czyli ładowanej z gniazdka moc systemowa po faceliftingu nieznacznie spadła. Z 265 do 253. Wzrosła jednak moc silnika elektrycznego z 111 do 115 KM. Niewiele, ale wystarczyło, by zwiększyć nieco prędkość maksymalną w trybie jazdy bezemisyjnej i poprawić elastyczność w zakresie 60-100 km/h oraz 80-120 km/h. Na samym prądzie można teraz jeździć dłużej i częściej, czego efektem jest niższe o ok. litr spalanie. To sporo. Przy okazji w kabinie zrobiło się wyraźnie ciszej.
Facelifting w przypadku Tucsona był zdecydowanie kosmetyczny. Przynajmniej z zewnątrz. Z przodu auto nadal ma charakterystyczne światła układające się w skrzydła, ale zamiast 5 punktów świetlnych są cztery. Każdy jest większy niż dotąd, a dodatkowo w zależności od wersji, zmieniono technologię reflektorów z LED (23 punkty świetlne) na matrycową. Dwa z nich są teraz zintegrowane z kierunkowskazami, zatem nie ma osobnego „migacza”.
Zmianom poddano także grill, zderzaki i przetłoczenia boczne. Całość nabrała nieco bardziej nowoczesnego i muskularnego charakteru. Z tyłu z kolei zwiększono
wycieraczkę, przez co powiększyła się oczyszczona powierzchnia tylnej szyby. W palecie lakierów pojawiło się aż siedem nowych kolorów oraz dwa nowe wzory felg.
Z ważniejszych nowości warto także wymienić możliwość szerszej aktualizacji systemu OTA (on-the-air), head-up, czyli wyświetlacz przezierny i cyfrowy kluczyk hyundai Digital Key 2. Nie zmieniły się jednak wymiary auta.
To, co jednak najważniejsze w nowym Tucsonie to całkowicie nowe wnętrze, które jest spójne z innymi modelami marki m.in. Koną i Ioniqiem 5.
W wersji N-Line auto zyskało kilka smakowitych akcentów, ale dzięki faceliftingowi kierownica ma zupełnie inny wzór i zmienił się umieszczony na niej układ przycisków. Zmieniła się też deska rozdzielcza. Ekran zegarów i ekran środkowy znalazły się teraz na jednej wysokości, tworząc spójny pas lekko zakrzywiony w kierunku kierowcy.
Hyundai Tucson stanowi trzon sprzedaży marki – nie tylko w Polsce, ale i w Europie. W 2024 roku do klientów na naszym rynku trafiło ponad 13 tys. egzemplarzy tego modelu. Dlaczego Tucson jest dla Hyundaia tak ważny? Bo w Polsce model odpowiada za około 40 proc. całej sprzedaży. Rok temu, co czwarty klient w Polsce decydował się na hybrydę typu HEV. Jak w tym roku będzie wyglądał popularność hybrydy PHEV? Wszystko wskazuje na to, że padnie rekord.
A czy Hyundai Tucson PHEV przypadnie do gustu naszym testerom? Podsumowanie testy już w następnym numerze Magazynu Fleet.