Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

Szef floty jest łącznikiem

Szef floty jest łącznikiem

Michał Soćko to osoba w branży flotowej znana chyba wszystkim. Szczery, otwarty z pasją do motoryzacji. Rozmawiamy z nim o ostatniej dekadzie w motoryzacji i ciekawych przypadkach z jego kariery.


Tomasz Siwiński: Kiedy w sierpniu 2009 roku Małgosia, Krzysiek i ja przyjechaliśmy do Warszawy na spotkania dotyczące naszego projektu, pierwsze kroki skierowaliśmy do pewnego fleet managera, który nie tylko natchnął nas pozytywną energią, ale także wymyślił hasło przewodnie naszego magazynu. Wiesz kto to był i jakie to było hasło?

Michał Soćko: „Dialog Flotowy” – owoc energii wyzwolonej na naszym spotkaniu. To chyba byłem ja.

Tak, uczyniliśmy z tego hasła poddytuł do naszego magazynu, za co bardzo serdecznie Ci dziękujemy. Skoro jesteśmy już dekadę wstecz, pamiętasz, jakie prawo dotyczące VAT-u od samochodów obowiązywało 10 lat temu?

Był jakiś wzór określający procent przestrzeni bagażowej po podłodze, jaka musiała być oddzielona od części pasażerskiej stałą przegrodą. Osiągnięcie tego współczynnika uprawniało do odliczenia VAT.

Chyba nieszczęsny wzór Lisaka. Powspominajmy jeszcze chwilę. Pamiętasz, jaką flotą zarządzałeś w 2009 roku i z którymi firmami współpracowałeś? Kiedy przeglądałem pierwszy numer „Fleeta”, wiele z ówczesnych firm już nie działa na rynku. Jakie są różnice w Twojej flocie wtedy i obecnie?

To było ok 600 aut – głównie Ople i Fordy, większość obsługiwał Leaseplan, ale też sporą część Business Lease. Fakt, dziś w mojej flocie nie ma Opla, jest jedno Mondeo, a ówcześni partnerzy leasingowi nie mają u mnie ani jednego auta. Dziś współpracuję głównie z Renault, ale mamy też u siebie BMW, Volvo, DAF i… jedno Mondeo. Partnerami CFM są ALD i Alphabet. Główne różnice w zarządzaniu tamtą i obecną flotą są widoczne w zakresie ubezpieczeń i kart paliwowych. Tymi segmentami 10 lat temu się praktycznie nie zajmowałem, bo korzystaliśmy z pośrednictwa CFM. Dziś działamy w tych obszarach bezpośrednio.

Michał Soćko
Jako warszawiak z zamiłowaniami motoryzacyjnymi miałem dwa wyjścia – Hoża albo Stawki – to dwa miejsca, gdzie można było wtedy uczyć się o samochodach. Z Czerniakowa bliżej było na Hożą. Tak w roku 1980 zostałem dumnym absolwentem Technikum Samochodowego. Tak, to już prawie 40 lat. Zmieniał się świat to zmieniałem się i ja. Najpierw kilka lat jako mechanik, potem zawodowy kierowca – dobrze podbudowałem podstawę do wejścia w zarządzanie flotami. Zacząłem jako specjalista w Netii, gdzie rozbudowując flotę od kilku do ponad 500 aut, zdobyłem dużo doświadczenia. W 2003 roku zostałem szefem floty Carlsberga i działam tu do dziś. Prawie 600 aut na drodze nie pozwala się nudzić, więc nie narzekam. W 2003 roku miałem przyjemność – wspólnie z kilkoma kolegami – organizować SKFS, który uzyskał osobowość prawną w 2005 roku. Poświęciłem kilka ładnych lat temu projektowi i jestem dumny z tego, że tak się rozwinął. Jak mam wolne chwile, spędzam je z rodziną. Tak się złożyło, że i tam czasami trafiają się samochodowe tematy, bo córka też wybrała branżę samochodową. Czasami łapię też chwile samotności, podróżując motocyklem. Grywam w piłkę nożną, kibicuję Legii Warszawa.


Pamiętasz jakąś anegdotę z Twojej kariery? Najbardziej w pamięci utkwiła mi Twoja opowieść o tym, jak poszedłeś negocjować samochód dla ówczesnego prezesa, ale byłeś skazany na porażkę, bo on był wcześniej u dealera, jeździł i był już przekonany, to było chyba Mitsubishi Lancer EVO IX?

To prawda, ale skoro tę historię z najbardziej nietypowym samochodem flotowym znasz, opowiem inną. Zamawiałem kiedyś – w znanej i uznanej marce premium – samochód dla jednego z prezesów. Przeszliśmy wszystkie niuanse specyfikacji, mając głównie na celu utrzymanie się w budżecie oraz skonfigurowanie możliwe najbardziej usportowionej wersji. System audio nie był w ogóle doszczegółowiony, radio z CD w specyfikacji było, czyli ok.

Po kilku dniach po odbiorze auta prezes dzwoni, że nie może przekierować dźwięku na tył. Lekko zdziwiony poszedłem sam sprawdzić. Okazało, że auto za 200 tys. zł miało tylko cztery głośniki z przodu. Szok. W tym czasie cztery razy tańszy Focus czy Combo miały głośniki z tyłu. Tak rutyna pakuje nas często w kłopoty.

To być może infantylne pytanie, a może nie. Pracujesz w branży już kilka lat, co zmieniło się przez ten czas? Wiem, że bardzo wiele, ale co jest najbardziej zauważalne?

Szef floty jest łącznikiem, punktem styku pomiędzy oczekiwaniami użytkownika, możliwościami firmy i ofertą rynku flotowego. W tym trójkącie najbardziej zmienili się użytkownicy. Są znacznie bardziej wymagający, jeśli chodzi o same auta i obsługę serwisową. A ta kuleje, niestety. Może nie jest gorzej niż 10 lat temu, ale też nie widzę, aby było lepiej, co jest pewną porażką. To odnosi się zarówno do serwisów, jak i działów operacyjnych firm leasingowych. Za mało miejsca, aby ten temat rozwijać, ale kiedyś do niego wrócimy. Firmy – tu się nic nie zmieniło. Cały czas uważnie wydają pieniądze na flotę, szukając złotego środka pomiędzy oczekiwaniami pracowników, a możliwościami i potrzebami firmy.

Co można robić w jednej firmie przez tyle lat? Usprawniłeś już flotę, wszystko powinno działać jak w zegarku, a Ty tylko w biurze pijesz kawę?

„Kawę? Codziennie!!! Z samego rana, aby się nastroić na dzień wyzwań, bo flota to żywy organizm, który możesz próbować wstawić w ramy, a on i tak je przełamie, generując nowe wyzwania”. Owszem, łatwiej niż kiedyś przechodzę różne procesy budżetowe, przetargowe dotyczące zamówień czy wymiany floty. To czynności powtarzalne, więc doświadczenie pomaga, ale niemniej jednak z upływem lat dzieje się to w innym środowisku, z innymi ludźmi czy partnerami biznesowymi. Poza tym, wierz mi, 600 aut jeżdżących codziennie po drogach nie pozwala się nudzić. W czasie, kiedy rozmawiamy, dostałem cztery zgłoszenia wymagające mojej interwencji.

„Kawę? Codziennie!!! Z samego rana, aby się nastroić na dzień wyzwań, bo flota to żywy organizm, który możesz próbować wstawić w ramy, a on i tak je przełamie, generując nowe wyzwania”.

Od zawsze Twoim priorytetem było bezpieczeństwo, jest tak wciąż? Zauważasz może, jak zmieniają się kierowcy i ich zachowania?

Bezpieczeństwo na drodze to faktycznie ważny dla mnie obszar, choć nie zawsze rozumiałem go tak dobrze, jak dzisiaj. Niech moja zmiana będzie przykładem dla młodszych kolegów. Pierwsze szkolenia na autodromie (taką funkcję spełniał w 1997 roku wydzielony plac w Legionowie) odbierałem jako miejsce, gdzie nauczę się jeździć szybko, na granicy bezpieczeństwa. Dziś oczekuję od firm, które szkolą moich podopiecznych, aby uczyli jeździć bezpiecznie, a jeśli już przełamują w warunkach autodromu tę granicę, to tylko dla budowania świadomości zagrożenia, a nie chęci przesunięcia jej dalej. Myślę, że w skali ogólnej mamy bardziej świadomych kierowców traktujących samochód służbowy jako narzędzie do wykonania pracy, a nie bicia nikomu niepotrzebnych rekordów czasu przejazdu itp. Niemniej do dużych firm, takich jak nasza, trafia co roku grupa młodzieży, którą trzeba uczyć od podstaw.

Niektórzy uważają, że przez ostatnie 10 lat w motoryzacji zmieniło się więcej niż przez poprzednie 30. Zgadzasz się z taka opinią?

Nie podpisałbym się pod tą opinią, bo 30 lat temu nie było flot, poza państwowymi molochami, takimi jak PKS, MPT, PTHW itp. Zasadnicze, rewolucyjne wręcz, zmiany miały miejsce w latach 90. i na początku naszego wieku. Ostatnie 10 lat to ich kontynuacja – i tylko, kontynuacja. Podam przykład. W 1985 roku pracowałem jako kierowca w spółdzielni mieszkaniowej. Mieliśmy własną bazę transportu z warsztatem – razem jakieś 10 pojazdów, dziewięciu kierowców i dwóch mechaników. Do zarządzania tym zespołem były dedykowane trzy osoby: kierownik, specjalista ds. transportu, intendentka + jeden telefon stacjonarny. Śmiesznie??? 20 lat temu z trzema kolegami zarządzałem samodzielnie ogólnopolską flotą własną 520 samochodów. To był skok cywilizacyjny, który dziś po prostu kontynuujemy. Wszystko dzięki komputerom i generalnie ogólnie rozumianej informatyce. Bez niej nie ma współczesnego samochodu ani efektywnego zarzadząnia flotą.

Zapomniałbym – duże podziękowania dziennikarzom branżowym, szczególnie zespołowi „Fleet”, którzy uwierzyli, że pisanie o problematyce flotowej znajdzie odbiorców, i którzy nam przybliżali te zmiany, inspirowali, otwierali nowe horyzonty. Też przyczyniliście się do tego, jacy jesteśmy – współcześni flotowcy.

Przeczytaj również
Popularne