Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
FleetDerby 2026

F1 THE MOVIE

F1 The Movie, czyli najbardziej oczekiwany film w świecie motorsportu. Jego przygotowania śledziło na bieżąco tysiące jak nie miliony fanów F1 na całym świecie. Film, który wywołuje mieszane odczucia wśród krytyków i widzów. Wszystko zależy od tego jak szybko zapomnimy, że to „tylko” film.  Dodam jeszcze małe ostrzeżenie, UWAGA, BĘDĄ SPOILERY (nie tylko te na bolidach). Więc jeśli czytelniku nie oglądałeś/aś to wróć dopiero po seansie. 

Zaczniemy od krótkiego przybliżenia fabuły filmu, za którego realizację odpowiada nie kto inny jak Joseph Kosinski. Można powiedzie, że znawca gatunku, bo to właśnie on zrobił kontynuacje kultowego „Top Gun”. 

Pod kątem fabuły jest to powiedziałbym „typowy” film akcji z wątkiem sportowym. Zawsze w takim wypadku mamy do czynienia z niespełnionym sportowcem – w tym przypadku jest nim Sonny Hayes (Brad Pitt). Kiedyś wielka nadzieja F1, być może zastępca Senny. Dziś bardzo dobry kierowca bez własnego miejsca na ziemi, obskakujący wszelkie serie wyścigowe. Nigdzie nie zatrzymuje się na dłużej, wydaje się obojętny wobec sukcesów, które osiąga.  Po wygranym wyścigu dwudziestoczterogodzinnym na torze Daytona odzywa się do niego były przyjaciel (Javier Bardem), który całkiem niedawno wszedł do Formuły 1. Ten biznes mu nie idzie. Jego zespół osiąga słabe wyniki przez co ma problemu finansowe, a jemu samemu grozi utrata stanowiska. Ma w składzie już jedno kierowcę, Joshua Pierc’a (Damson Idris). Joshua to typowy rookie. Młody gniewny i pełen ambicji, potrzebuje jednak nieco ogłady i doświadczenia. Od kogo się uczyć jak nie od tak doświadczonego kierowcy jak Hayes? Joshua także, w którymś momencie zaczyna rozumieć, że najważniejsze w F1 jest ściganie, a nie eventy, ubrania czy imprezy dla VIPów. Myślę, że sporo kierowców mogłoby wziąć z niego przykład. Obecnie ściganie to jedynie ułamek osobowości takiego kierowcy. Zostało nam niewielu takich, którzy całą koncentrację przelewają na tor. 

Panowie w swojej relacji przechodzą wzloty i upadki. Udaje im się w końcu zawiązać przyjaźń i schować wyścigowe ego do kieszeni. Współpracują i się wspierają. Są w stanie odpuścić swoje cele dla dobra zespołu, a nawet i zespołowego kolegi.  Zespół dzięki ich dobrej współpracy oraz pracy Kate, Pani inżynier (Kerry Condon), która wprowadza bardzo dobre ulepszenia do bolidu, osiąga sukces oraz udaje się go uratować. Mimo intrygi uknutej przez udziałowców Ruben (szef zespołu) utrzymuje swoje stanowisko i zespół. Sonny Hayes natomiast znika i w swoim stylu dołącza do podrzędnej amerykańskiej serii off-roadowej. W dużym skrócie od zera do bohatera i od wroga do przyjaciela. Dodatkowo film jest wzbogacony o wątek miłosny i dotyczy relacji Sonnego z Kate. Wątek ten nie spotkał się z aprobatą większości recenzentów. Jak dla mnie jest kolejną „stałą” rzeczą w tego typu filmach – stałą nie oznacza potrzebną. Można było się trzymać toru i ścigania. 

Jeśli chodzi o grę aktorską to czuję się mało kompetentny, żeby wypowiedzieć się na ten temat. Jako zwykły laik, powiem, że obecność Brada Pitta w bolidzie cieszy. Ze swoją zadziornością i zawadiackim amerykańskim akcentem nadawał się bardzo dobrze do tej roli. 

Przejdźmy teraz do analizy autentyczności tego filmu. W tym momencie warto zaznaczyć, że jednym z producentów jest Lewis Hamilton, który miał także za zadanie sprawdzić czy wszystko się zgadza. Ponadto bolid Apex Gp pomagał budować Mercedes na bazie bolidów F2. Czy Lewisowi udało się wiernie odwzorować realia F1? To temat to długiej dyskusji. Z pozycji kinowego fotela dało się wyłapać kilka nieścisłości. Wyjazd z boxu z wyświetlanym komunikatem o włączonym DRSie i kontrowersyjna taktyka to takie, które uwierały (mnie) w oczy najbardziej. Wiadomo, że jest to tylko film i większość tych rzeczy ma na celu pobudzenie akcji. Niemniej jednak specjalne wjeżdżanie w przeciwników tak żeby spowodować uszkodzenia w F1 jak dobrze wiemy by nie przeszło. Taki kierowca szybko obejrzałby czarną flagę. Ponadto złamane skrzydło rzadko kiedy oznacza wyjazd samochodu bezpieczeństwa.  Jeśli chodzi o Safety Car to często mogliśmy widzieć niekonsekwencje. W ostatnim wyścigu sezonu, dwa rozbite bolidy to było za mało na neutralizację… Uważam za to, że z jednej sceny mógłby czerpać wzorce Charles Leclerc. Następnym razem, kiedy Ferrari nie zgodzi się na proponowaną przez niego strategię niech po prostu nie wyjedzie z alei serwisowej, tylko czeka na komplet opon, który sam zasugerował. Co z tego, że położy wyścig. 

Ostatnią rzeczą, do której się „przyczepię” wcześniej wspomniane wprowadzone poprawki. „Musimy odrobić sekundę na okrążeniu”. W filmie zajmie to 3 dni robocze, w rzeczywistości może to potrwać nawet i trzy lata. Spójrzmy na McLarena. Początek nowych regulacji bardzo słaby, a w 2024 wielkie odrodzenie. Da się, ale nie tak szybko. Co prawda można by użyć Subera, żeby obalić tę tezę. 

Zanim ostateczne podsumowanie warto zwrócić uwagę na dużą ilość podobieństw między „F1 The Movie”, a „Szybki jak Błyskawica”. Poza dość oczywistym schematem fabuły jest wiele podobieństw wizualnych. Scena wjazdu/ wejścia na tor wyścigowy czy też rozmowa w pralni, prawie jeden do jednego. Moim zdaniem można śmiało stwierdzić, że Kosinski czerpał dużo inspiracji z kultowego filmu. 

Na koniec obszerne podsumowanie. Czy można powiedzieć, że jest to film skierowany tylko do jednej grupy odbiorców? Absolutnie nie! Nawet nie trzeba być wielkim miłośnikiem kina akcji. Film jest dynamiczny i trzyma w napięciu. Całą robotę robi muzyka oraz zdjęcia, które z resztą były głównym narzędziem promocyjnym filmu. Jeśli chodzi o muzykę to mi najbardziej pamięci utkwiła scena, kiedy Sonny Hayes przejmuje stery Porsche i prowadzi zespół do zwycięstwa w rytm „Whole Lotta Love” zespołu Led Zeppelin. Moja ogólna ocena to 7/10 nawet patrząc na ten film jako fan Formuły 1. Nie można oglądać i tylko wyliczać kolejnych błędów. Moja rekomendacja to wygonie usiąść, zamówić ulubione przekąski i cieszyć się ujęciami oraz świetną muzyką. 

 

Kajetan Baranowski
Expert F1

Przeczytaj również
Popularne