W Polsce pojawi się moda na nowe auta, która zastąpi obowiązującą od 15 lat modę na samochody używane. Będzie to efekt rosnącej oferty chińskich producentów – przewiduje Kamil Makula, prezes Superauto.pl. Jego zdaniem,. młode pokolenia nie mają kompleksu, że chińskie oznacza gorsze.- Polacy są bardzo praktyczni. Gdy mają do wyboru dobry samochód za znacznie niższą cenę niż oferował do tej pory rynek, przestają skupiać się wyłącznie na znanych markach i traktować niemieckie jako najlepsze – twierdzi prezes Superauto.pl.
Jego zdaniem, w najbliższych latach będziemy obserwować dalszy wzrost sprzedaży „chińczyków”. - Ten trend rozpoczął się w tym roku i w kolejnych latach będzie przybierać na sile – ocenia Kamil Makula. Znaczący wpływ marek chińskich na rynek jest widoczny zarówno w rosnących rejestracjach nowych aut na osoby prywatne, jak i w spadku importu używanych samochodów osobowych, który jeszcze w zeszłym roku rósł w tempie 2-cyfrowym. Zgodnie z danymi IBRM Samar, w pierwszych trzech kwartałach do Polski trafiło z importu 655,2 tys. osobowych samochodów używanych, o 1,4% mniej niż przed rokiem. Tymczasem w 2024 r. import używanych „osobówek” wzrósł o prawie 20%.
Liczbę „chińczyków” sprzedanych w Polsce w 2024 i całym 2025 r. można szacować na ok. 50 tysięcy. W pierwszych trzech kwartałach br. ich rejestracje wzrosły 5-krotnie rok do roku. W październiku udział chińskich marek w rynku osiągnął 10%, co również jest nowym rekordem. Jak w przypadku każdej nowości, zakup auta chińskiego wiąże się z pewnym ryzykiem dotyczącym m.in. utraty wartości, możliwych awarii czy też rzeczywistego spalania.
Zdaniem Kamila Makuli, w 2028 roku liczba chińskich aut na polskich drogach, czyli sprzedanych przez kilka lat, może osiągnąć milion. – W efekcie dużego wzrostu zainteresowania nowymi autami, nastąpi też inny ważny efekt – liczba nowych samochodów różnych producentów zrejestrowanych w Polsce w samym 2028 roku też może osiągnąć milion – ocenia prezes Superauto.pl. Jak podkreśla, nie jest to matematyczna prognoza, a jedynie pewna wizja wynikająca z wieloletniego doświadczenia i obserwacji rynku. W pierwszych trzech kwartałach zarejestrowano w Polsce 477 tys. nowych aut osobowych i dostawczych do 3,5 tony, a w całym roku ich liczba przekroczy prawdopodobnie 630 tysięcy. Dojście do miliona oznaczałoby więc wzrost całego rynku o połowę w 3 lata. – Chińskich marek dostępnych na rynku będzie przybywać. Chińczycy traktują Europę jako strategiczny rynek – ocenia szef Superauto.pl. Efekt zachwytu produktami z Państwa Środka jest w Polsce tym większy, że nie posiadamy własnej marki samochodów, jak np. Niemcy. Z czasem do nowości z Państwa Środka powinny też przekonywać się korporacje, związane długoterminowymi umowami z importerami tradycyjnych marek samochodowych.
Zdaniem Kamila Makuli, chińskie samochody mają nowoczesną stylistykę, dopasowaną do gustów Europejczyków, są bardzo dobrze wyposażone bez konieczności dopłaty, a także mają wiele nowoczesnych rozwiązań technicznych. Eksperci Superauto.pl porównali osiem modeli samochodów chińskich z ich odpowiednikami od tradycyjnych producentów. – Pojazdy zestawiliśmy tak, aby były możliwe zbliżone wielkością, wyglądem, silnikiem oraz wyposażeniem. Celem było określenie różnicy w cenie porównywalnych pojazdów – wyjaśnia Oskar Jedliński, dyrektor działu rozwoju rynku w Superauto.pl.
W zestawieniu znalazły się m.in. MG ZS (porównane z Oplem Mokką), MG3 (zestawione z Toyotą Yaris). Jeacoo 7 (porównane z Hyundaiem Tucsonem) czy BYD Sealion 7 (zestawiony z Tesla Y). „Chińczyk” okazał się tańszy średnio o niemal 27 tys. zł. Jeden chiński samochód na liście jest jednak droższy od swojego europejskiego odpowiednika. To elektryczny MG4 Xpower zestawiony z Citroenem eC4 MAX. „Chińczyk” kosztuje 162 tys. zł i jest droższy o 6 tys. zł od wybranej wersji eC4. Samochód ten jest jednak obecnie w Polsce trudno dostępny, można go zamówić „do produkcji”. Oferowany natomiast od ręki model z 2024 r. kosztuje 156,5 tys. zł.
Katarzyna Siwek