
Mają wszystko, co potrzebne do miejskiej mobilności, Są małe, elektryczne i tanie. Dlaczego microcary nie podbiły światowych rynków? I to, mimo że znane są od lat?
W Polsce jednym z najdłużej działających producentów microcarów elektrycznych jest Melex. Choć firma istnieje nieprzerwanie od 1971 roku jej produkty bardziej znane są w Stanach Zjednoczonych niż Polsce. Wszystko za sprawą przeznaczenia pojazdów od jakich zaczynała. To właśnie w stanach istnieje olbrzymi rynek na wózki golfowe.
Z czasem ukuto określenie microcary a coraz popularniejszy napęd eklektyczny sprawił, że dziwne małe pojazdy mogą się także sprawdzić w miejskim transporcie. Zarówno ludzi jak i towarów. Jako pierwszy w Polsce małe elektryczny pojazd kat. L6e także dla zastosowań cargo wprowadził Melex. Dzisiaj producentów a raczej dystrybutorów tego typu pojazdów jest więcej. Na rynku za mniej niż 30 tys. zł. można kupić pojazdy o przyjemnie brzmiących nazwach Nemo, Ariel czy Dory. Droższy jest Shark, który zaskakiwać może nie tylko nazwą, ale i ceną. Za mały, ciasny plastikowy pojazd z baterią żelową i zasięgiem do 100, potrafiący rozpędzić się do 45 km/h trzeba wydać 49 tys. zł.
Co ciekawe oficjalnie można także kupić w Polsce Citroena Ami albo Fiata Topolino. Ale używanego i poza siecią Citroena i Fiata. Koszt w zależności od stanu od 25 do 35 tys. zł.
Choć wszystko brzmi ciekawie, microcary lepiej radzą sobie jako auta osobowe. Tutaj od lat prym wiodą francuzi, którzy dzięki ulgom podatkowym dla tego rodzaju pojazdów od lat 80-tych rozwijają ofertę microcarów. Ligier, Aixam, Microcar czy Chatanet to marki znane i uznane. Nadal jednak niszowe. Trudno się dziwić, bo koszt takiego cuda to grubo powyżej 55 tys. zł.
Rekordzistą jest chyba Ligier JS50 Ultimate DCI ICE TEC, za którego trzeba wydać uwaga 94 900 zł, czyli więcej niż pełnoprawny samochód elektryczny – Dacię Spring, albo BYD Dolphin Surf czy Leapmotor T03.
Mimo to amatorów microcarów przybywa. Choć nie ma danych rejestracyjnych, bo część z microcarów rejestrowana jest jako quady, szacuje się, że polski rynek pojazdów kat L6 i L7 to kilkaset aut rocznie.
Microcary L6e/L7e to lekkie czterokołowce (homologacja L6e/L7e), idealne do pracy w mieście, węższych uliczek, parkowania w ciasnych przestrzeniach. Największą ich zaletą jest kompaktowy rozmiar, który może się sprawdzić się w miejskich warunkach. Dzięki niewielkim wymiarom łatwo się nimi manewruje, a parkowanie w ciasnych przestrzeniach przestaje być wyzwaniem.
Od samochodu różni się nie tylko rozmiarami, ale przede wszystkim mocą i klasyfikacją prawną. Mikrosamochody, czyli tzw. czterokołowce lekkie, to pojazdy o niewielkich wymiarach, ograniczonej prędkości (do 45 km/h) i masie nieprzekraczającej 425 kg. I to jest także ich największą wadą. Bo ograniczona prędkość może być paradoksalnie niebezpieczne, szczególnie na drogach publicznych, po których jeżdżą inne samochody z wyższymi dopuszczalnymi prędkościami. Microcar szybciej niż 45 km/h nie pojedzie.
Według przepisów, microcary zaliczane są do tej samej kategorii co motorowery. Oznacza to, że są wyposażone w silniki o ograniczonej mocy i maksymalnej prędkości.
Panuje także mylne przekonanie, że to pojazdy, które nie wymagają prawa jazdy. To błąd. Z microcarów mogą korzystać kierowcy już od 1416 lat, ale wymagane jest prawo jazdy kategorii AM, B1 lub B (w niektórych modelach wymagane tylko B po 3 latach stażu).
Mimo ograniczeń, wydaje się, że mikrosamochody mogą odegrać ważną rolę w przyszłości transportu miejskiego, zwłaszcza w kontekście stref czystego transportu i rosnącego nacisku na mobilność zeroemisyjną. Dlaczego tak się nie dzieje?
W Polsce rynek mikrosamochodów znajduje się w początkowej fazie rozwoju, ale prognozy na lata 2025–2030 wskazują na dynamiczny wzrost, szczególnie w segmencie elektrycznych mikrosamochodów. Wzrost świadomości ekologicznej, rozwój stref czystego transportu w dużych miastach oraz zmieniające się potrzeby mobilności młodzieży i seniorów stwarzają korzystne warunki dla tego typu pojazdów.
Obecnie roczna sprzedaż mikrosamochodów w Polsce szacowana jest na około 600–800 sztuk, ale według prognoz liczba ta może przekroczyć 2 000–2 500 sztuk rocznie do 2030 roku. Przyczynić się do tego mają nowe regulacje dotyczące ograniczeń dla aut spalinowych w centrach miast oraz rosnąca oferta atrakcyjnych cenowo modeli elektrycznych.
W Europie Zachodniej mikrosamochody są znacznie popularniejsze – liderem jest Francja, gdzie roczna sprzedaż tego segmentu przekracza 15 tys. sztuk. Prognozy dla rynku europejskiego zakładają, że do 2030 roku sprzedaż mikrosamochodów (głównie elektrycznych) w UE osiągnie poziom 150 – 180 tys. sztuk rocznie.
Właśnie dlatego niektóre firmy produkujące samochody także upatrują tutaj szansy na rozwój. Toyota eksperymentowała z trzykołowcem o nazwie i-Road już ponad 10 lat temu i to nie tylko w Japonii. Połączenia motocykla z samochodem, który wychylał się przy skrętach na boki wyglądał kosmicznie. Faza testów dotarła do Grenoble. I co? Pojazd się nie przyjął. Nawet we Francji. Może wyprzedził swoje czasy? Dzisiaj swoje microcary zbudowali także Citroen i Fiat (Ami i Topolino). Nie na każdym rynku są jednak dostępne w oficjalnej sieci sprzedaży. Kto będzie następny?
Zalety mikrosamochodów:
Wady mikrosamochodów:
Juliusz Szalek