
Lubię mieć jakiś pomysł na Długodystansowy Test Flotowy. Były już wyjazdy służbowe na Dolny Śląsk (Hyundai i30), były wyjazdy w góry (Škoda Yeti), gdzie zatem można przeprowadzić test Chevroleta Sparka, żeby było ciekawie? Chevrolet to założona w 1911 roku przez szwajcarskiego kierowcę wyścigowego Louisa Chevrolet i Gastona Chevrolet fabryka samochodów w Detroit. Obecnie amerykańska marka samochodów. Jak amerykańska, to należy przecież godnie przetestować sprzęt, zatem jak?
I tu pierwszy opad szczęki – nasi tu byli! Półeczka pod radiem idealnie pasuje pod CB! Mniejsze, większe – do wyboru. Jeszcze nie spotkałem auta tak dostosowanego do użytku flotowego! Żeby jednak tak bardzo nie cukrzyć, wrzucę od razu kamyczek do ogródka. Dlaczego tylko jedno gniazdo zapalniczki? Kilka lat temu, gdy gniazdo to służyło – zgodnie z nazwą – do napędu zapalniczki, miało to sens, ale teraz, gdy każdy szanujący się użytkownik auta posiada całą armię rozmaitych sprzętów potrzebujących napięcia 12V, jedno gniazdko to trochę mało. Ale będąc zapobiegliwym flotowcem, wyciągam z przepastnych zasobów rozgałęziacz do zapalniczki i sukces – z jednego gniazdka chodzi radyjko, z drugiego ładowarka do komórki – kierowca flotowy pełną gębą. Cieszy też spora liczba półeczek, kieszonek, schowków i schoweczków. Auto jest pod tym względem przemyślane i nadaje się dla użytkownika mieszkającego w swym pojeździe.
Po posileniu się, mkniemy dalej na północ w towarzystwie zapadającego zmierzchu, muzyczka gra, Junior zachwycony, aż nagle Spark uległ awarii. Na tyle poważnej, że kwalifikującej go do natychmiastowego zatrzymania dowodu rejestracyjnego przez pierwszy patrol policji. Nie da się tego ukryć, a ostrzeżenia płynące z radyjka również nie pozostawiają żadnej wątpliwości – „kolego, oczko ci się spsuło". „Temu misiu" aż chce się dodać. Cóż, zjeżdżamy zatem na stację, pełni obaw, czy Spark okaże się jednym z tych pojazdów, w których do wymiany żarówki trzeba rozebrać w serwisie pół auta. Rzeczywistość okazuje się piękna. Wymiana żarówki włącznie z zakupem zajęła raptem 5 minut. Kolejny plus, przeliczalny we flocie na pieniądz, bo nie wymaga wizyty w serwisie i oszczędza wydatków na serwis i stracony przez naszych ludzi czas. Przy okazji wypada pochwalić sprawnie działające światła główne. Mimo że są napędzane przez uważane za przestarzałe żarówki H4, jednak bardzo dobrze oświetlają drogę.
Usprawnionym Sparkiem dojeżdżamy do Trójmiasta, gdzie udajemy się na stację benzynową. Efekt – 39,44 litra, przebieg 742 km – wychodzi 5,31 litra/100 km. Około 70% przebiegu to droga pozamiejska, mniej więcej połowa z włączoną klimatyzacją. Drugie tankowanie kończy się wynikiem 38,97 litra na 689 kilometrów, czyli 5,65 lira – warunki jazdy zbliżone. Dużo? Mało? Uważam, że w normie. Tradycyjnie podkreślę, że mój styl jazdy zdecydowanie sprzyja oszczędności paliwa. Z racji tego, że Spark ma dość mały silnik, pod ciężką nogą może się on okazać dość paliwożerny. Niestety, producent nie oferuje w tym modelu diesla, za to – przynajmniej w detalu – kusi bezpłatną instalacją LPG.
Druga rzecz to sam zestaw wskaźników. Dzisiejszy pęd ku oszczędności każe producentom promować rozwiązania bazujące na wyświetlaczach LCD jako nowocześniejsze i ogólnie bardziej „ach". Co z tego, skoro wskazania takiego panelu są zwyczajnie mało czytelne i wymagają znacznie dłuższego odrywania uwagi od sytuacji na drodze niż klasyczne, analogowe przyrządy. Obrotomierz w Sparku pełni bardziej rolę gadżetu niż użytecznego wskaźnika. Przyciski trybu pracy wyświetlacza również umieszczono niezbyt fortunnie. Trzeba do nich sięgać albo za kierownicą, albo – co najgorsze – przez kierownicę. Ten element wymaga zdecydowanie dopracowania. Szkoda również, że brak jest regulacji kierownicy w poziomie (jest tylko góra-dół). Cóż, w tej klasie należy się cieszyć, że w ogóle jest regulacja kierownicy, ale od czego lista życzeń? Bagażnik... No jest. Na tygodniowy wypad z rodziną spakować się doń nie sposób, ale do użytku miejskiego jak najbardziej OK. W kabinie jest sporo miejsca, na stację nie musimy zajeżdżać często, a w mieście radzi sobie wyśmienicie. Na pochwałę zasługuje także klakson. Żeby nie było, że na koniec tylko krytykuję, to pochwalę... klakson. Wybitnie męsko brzmiący, zupełnie jak nie w tak małym aucie. Mała rzecz, a jak cieszy. Michał Miszewski fleet manager Volvo członek SKFS