Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

Pokemony a punkty karne

Kiedyś handlarze solą, przyprawami, ludzie handlujący drewnem byli możnymi tego świata. Później przyszedł czas na wytwórców: zapałek, dzianin, butów; dosłownie czegokolwiek. Po II wojnie światowej przyszedł rozkwit korporacji, które oferowały dobra coraz mniej materialne, aż wreszcie wczoraj (kiedy dokładnie było wczoraj nie ma to najmniejszego znaczenia) przyszedł ten moment, że ktoś dorobił się, umieszczając nieistniejące stwory w realnej przestrzeni i każąc się innym na nie gapić przez ekran telefonu. Tak przedstawiłbym obcej cywilizacji skróconą historię światowej gospodarki. Zagrożenie nagrodą Nobla dla mnie w dziedzinie ekonomii jest mało realne, ale takie są właśnie fakty.

Nie martwi mnie to, że ludzie chodzą i łapią stworki, bo – póki nie robią mi krzywdy – niewiele mnie to obchodzi. Nie martwi mnie też to, że są już wypadki śmiertelne. Matka natura musi sobie jakoś radzić z przyrostem naturalnym i, moim zdaniem, radzi sobie poprzez dobór naturalny. Dla tych, co zasypiali na biologii, w telegraficznym skrócie podam definicję: Głupie, bardzo głupie i ekstremalnie głupie osobniki giną, aby nie przekazywać genów i w ten sposób zrobić miejsce potomstwu mądrzejszych osobników. Koniec. Gdyby nie to, że już to wymyślono, można powiedzieć, że otarłem się o Nobla z biologii.

Nie neguję grających. Jest to gra, a więc z założenia rozrywka. Nie lepsza czy gorsza od kibicowania ulubionej drużynie lub oglądania seriali na kanapie.

Za prawdziwych geniuszy swoich czasów uważam natomiast producentów gry. Akcje spółki Nintendo wzrosły dwukrotnie, po czym spadły o 20%, ponieważ okazało się, że mają tylko 32% własności intelektualnej, a producentem gry jest firma Niantic. Mniejsza o większość. Fakty są takie, że cały cywilizowany świat ugania się za pokemonami, które coraz częściej będą się pojawiały w centrach handlowych, wybranych sklepach czy restauracjach. Nie minie wiele czasu, jak trzeba będzie kupować im jedzonko, ubranka, broń, leki czy środki lokomocji. Już z utęsknieniem czekam na program 500+ skierowany do osób, które mają więcej niż jednego pokemona, chociaż nie wiem, czy pokemony się „ma”. Nie chcę być posądzony o pokemonowy rasizm czy szowinizm.

Bardzo ciekawą i nieco pokrewną z grą w pokemony teorię ma Elon Musk, właściciel m.in. Tesla Motors. Można go traktować jak kompletnego szaleńca, ale jeżeli ktoś, kogo Wikipedia w pierwszym zdaniu określa mianem filantropa i którego majątek szacowany jest na ponad 13 miliardów dolarów, ma jakieś przemyślenia, to wypada go przynajmniej wysłuchać. Twierdzi on, że cała ludzkość, ziemia, roślinki i bydlęta to wielka gra. W zasadzie ziemia to plansza, a my jesteśmy pionkami, które przesuwa potężna obca cywilizacja.

Jesteśmy, wg pana Muska, takimi pokemonami, które mają niewielki wpływ na swój los. Teoria tyleż obłąkańcza co ludzkości dobrze znana, ponieważ już najdawniejsze cywilizacje, czczące Swarożyca, Światowida, Słońce, Buddę, Boga, Allaha czy Wielkiego Potwora Spaghetti, opierały się i opierają na fatalistycznym podejściu, że jest jakaś mądrzejsza i potężniejsza od nas siła, która nami steruje.

Nie mam kompetencji ani sił, żeby z panem filantropem polemizować, w końcu freudowsko w naszym ojczystym języku jego nazwisko czyta się jako mózg. Wielu wynalazców było branych za geniuszy i tyle samo za obłąkańców. Jeżeli jestem pokemonem w grze jakiejś obcej cywilizacji, to na pewno nie zamierzam im ułatwiać zadania i nie dam się tak łatwo złapać. Muszą się trochę napracować, ponieważ mam zamiar mylić tropy i im uciekać…

…I taka właśnie, Panie Władzo, jest moja odpowiedź na pańskie pytanie: gdzie to się tak szanowny kierowca spieszy? Jako pokemon – pionek na wielkiej planszy życia ‒ uciekam przed goniącymi mnie graczami – kosmitami…

200 zł i 4 punkty karne.

Tomasz Siwiński

Przeczytaj również
Popularne