
Od początków motoryzacji, niemal instynktownie, ludzie zaczęli się tym co wytworzyli ścigać. Po co? Bo taka jest ludzka natura. Na pewno moje jest szybsze, a jeżeli nie jest szybsze, to może stać się szybsze. To naturalna dla rozwoju cywilizacyjnego droga, dzięki której nie nosimy wciąż zwierzęcych skór, nie śpimy w jaskiniach i możemy wjechać windą na 90 piętro drapacza chmur. Z tego wyścigu motoryzacyjnego narodziła się ona. Przez wielu nazywana królową motorsportu - Formuła jeden. Tytuł królowej został jej nadany, a w zasadzie sama go sobie przywłaszczyła, bo zgromadziła największe bogactwo, czyli kiedy pojawiła się telewizja na F1 dało się najwięcej zarobić.
W moim zestawieniu ulubionych sportów motorowych jest daleko za innymi dyscyplinami, jak rajdy, rajdy terenowe, wyścigi serii bazujących na modelach produkcyjnych. Nie kwestionuję jednak tego, że F1 jest najlepszym produktem motoryzacyjnym, a przynajmniej najlepiej dopasowanym do naszych czasów. To forma objazdowego cyrku generującego olbrzymie przychody i będącego placem zabaw dla najbogatszych ludzi świata. Proszę się tu nie dopatrywać ukrytej ironii czy uszczypliwości, bo jej nie ma. Bogate muszą być zespoły, bogaci organizatorzy – wystarczy powiedzieć, że niedawno rozważano rezygnację z rundy w Monaco, bo organizatorów przerosły koszty. Obecnie na wyścigi stać państwa z Bliskiego Wschodu czy Azji. Bogaci musza być kibice, bo bilety nie są tanie. Do tego bazuje na prostych i wdzięcznych telewizyjnie zasadach: jadą, kto jest najszybszy w kwalifikacjach staje na pierwszym miejscu do wyścigu. Wyścig i kto jest najszybszy wygrywa; wszystko na torach z cateringiem, strefą sprzedaży wszystkiego, z trybunami i wszelkimi wygodami. Mamy gotowy produkt, pięknie opakowany i liczą rzeszę konsumentów, gotowych za to wszystko płacić. Tak przynajmniej było.
Dotychczas zasada była stosunkowo prosta, czyli zbudowane w zgodzie z opasłym regulaminem jak najszybszego bolidu z jak najlepszym silnikiem – V10, potem V8, obecnie V6 o pojemności 1600 cm3 i wsadzenia za kierownicę najlepszych kierowców na świecie, którzy są w stanie za pomocą setek godzin spędzonych w symulatorach i nieprzerwanej wymiany informacji z inżynieremi wyścigowymi urywać tysięczne części sekund. Tak właśnie było i tak być powinno. Zapewne większość z Was ma w samochodach którymi jeździcie na co dzień silniki o większej pojemności. Wszystko to w imię marketingu i ekologii. Zobaczcie, możecie kupić samochód cywilny z silnikiem o takiej samej pojemności jak ten w F1 i też ma turbinę a dodatkowo możecie kibicować swojemu ulubionemu zawodnikowi, bo jest najszybszy. Proste, prawda?
Na samym początku formuła straciła coś, za co wielu ją pokochało – niepowtarzalny dźwięk silników V10 i V8 kręconych do absurdalnych obrotów. Potem pojawiłą się moda na downsizing, więc zmniejszono pojemność. Następnie w motoryzacji - tej codziennej, ulicznej – zaczęły się pojawiać hybrydy. Teraz chcemy promować ten rodzaj napędu i bolidy będą hybrydowe. W związku z tym FIA postanowiła, że w bolidach także pojawi się technologia hybrydowa. I tak oto, od tego roku są te same silniki 1.6 V6 turbo, ale przystosowane i pracujące tylko na paliwach syntetycznych! Generują one około 600 KM, a pozostała moc, mniej więcej 50% bo 475 KM pochodzi z silnika elektrycznego, który jest ładowany podczas hamowania i podczas jazdy w wolniejszych sekcjach torów. Super, co w tym złego? Przecież coraz częściej w drogowych samochodach mamy miękkie hybrydy czy te klasyczne. Dobrze, że królowa motorsportu rozwija się tak, jak oczekuje tego od niej rynek, czyli klienci i producenci. Tylko pojawia się pewne bardzo wiele znaczące „ale” przekreślające tak naprawdę sens ścigania; na niektórych torach nie da się, jadąc najszybciej jak to tylko możliwe,
(przypominam, że to fundament wyścigów, czyli najszybciej z punktu A do B) naładować w pełni baterii, czyli uzyskać pełnej mocy. Co to oznacza? Mianowicie to, że kierowcy wcale nie jadą już najszybciej jak potrafią i jak pozwalają na to bolidy, tylko jadą tak, żeby podładować baterię. Wobec czego kibice nie wiedzą, czy ich idol został wyprzedzony, bo popełnił błąd, czy akurat uprawiałekodriving.
Ten absurd zauważyli kibice, producenci i FIA i już przegłosowano, że w przyszłym roku zmniejszy się procentowy udział silnika elektrycznego, a zwiększy spalinowego. I wszystko byłoby dobrze, tylko większa moc spalinowego oznacza większe spalanie a jest problem z paliwem syntetycznym, więc postanowiono ograniczyć przepływ paliwa, czyli zmniejszyć moc. Czyli współczesne bolidy formuły jeden staną się wolniejsze od tych, które jeździły kilka lat temu. Są za to bardziej ciche i ekologiczne…hurrrra!