
Szanowni Państwo,
Mamy właśnie czas ferii zimowych, więc należy się nam chwila oddechu od bieżących problemów i wyzwań motoryzacji tak polskiej jak i europejskiej.
Jak może Państwo pamiętacie, w kilku wcześniejszych felietonach opisywałem polskie konstrukcje, które weszły do produkcji. Dziś, dla odmiany, cofniemy się o ponad sto lat, a dokładniej do lat 20. ubiegłego wieku i przedstawię Państwu kilka projektów pojazdów, które do seryjnej produkcji nigdy nie weszły, choć miały na to realną szansę.
Dziś ulica Rakowiecka w Warszawie przywołuje niezbyt dobre skojarzenia ze znajdującym się tam więzieniem, jednakże w 1920 roku przy Rakowieckiej 23 panowie Stefan Kozłowski i Antoni Frączkowski założyli fabrykę polskich samochodów. Jak wynika z przekazu historycznego, była to pierwsza fabryka samochodów w Polsce, choć to sformułowanie jest mocno na wyrost, bo masowej produkcji pojazdów nigdy tam nie uruchomiono. Jednak to właśnie tam powstała pierwsza polska konstrukcja, która otrzymała nazwę S.K.A.F. Warto dodać, że w ówczesnych reklamach tego samochodu zaznaczano, że pochodzi on z „pierwszej w kraju fabryki małych samochodów”. I faktycznie, samochód był nieduży, bo mierzył 220 cm, ważył kilkaset kilogramów i był napędzany jednocylindrowym silnikiem o pojemności niespełna 500 cm3 o mocy ok. 10 koni mechanicznych. Jak się Państwo domyślacie, osiągi tego pojazdu jak na dzisiejsze standardy były delikatnie mówiąc – bardzo mizerne, bo prędkość maksymalna wynosiła ok. 40 km/h, za to zużycie paliwa sięgało 8 litrów i – jak podawano w ulotce „1 litr oliwy na 100 km”. Wyprodukowano zaledwie kilka prototypów i S.K.A.F. nigdy nie wszedł on do seryjnej produkcji.
Kolejną ciekawą konstrukcją, która została zaprezentowana w 1924 roku był prototyp pojazdu, który sytuował się po przeciwnej stronie skali – sześcioosobowy samochód nazwany dumnie Polonia. Napędzał go sześciocylindrowy sinik o pojemności prawie 5 litrów, którego moc była jednak stosunkowo nieduża i wynosiła 50 koni mechanicznych. Ciekawostką było to, że konstruktor inżynier Mikołaj Karpowski wprowadził wiele rozwiązań, które upraszczały konstrukcję pojazdu i ułatwiały jego użytkowanie. Niestety, nie znaleziono pieniędzy na uruchomienie produkcji seryjnej i – jak ustalili historycy – jedyny egzemplarz, trafił do sklepu ze słodyczami, jako nagroda w loterii.
Trzeci, bardzo obiecujący projekt, to samochód Ralf-Stetysz, skonstruowany przez hrabiego Stefana Tyszkiewicza. Co prawda pierwsze prace nad tym pojazdem były
prowadzone we Francji, jednak docelowa produkcja została zlokalizowana w Warszawie. Niestety, w 1929 roku w warszawskiej fabryce wybuchł pożar i produkcji nie udało się już wznowić. Do tego czasu powstało jedynie kilkaset pojazdów, które zebrały bardzo entuzjastyczne recenzje, bo konstrukcja była z jednej strony – bardzo nowoczesna, a z drugiej – dzięki wysokiemu prześwitowi doskonale sprawdzała się na kiepskich nawierzchniach. Tu warto dodać, że w ówczesnej Polsce tzw. dróg bitych było naprawdę bardzo mało. Podobno hrabia Tyszkiewicz zbierał już zamówienia z innych krajów europejskich, więc -gdyby nie pożar - być może losy tego projektu potoczyłyby się inaczej.
Dziś mamy zupełnie inną rzeczywistość technologiczną i finansową, a wprowadzenie nowego pojazdu na rynek wymaga gigantycznego wysiłku tysięcy projektantów, inżynierów, programistów i marketingowców. Jedno pozostaje niezmienne – tak jak sto lat temu tak i obecnie klienci oczekują pojazdów nowoczesnych, atrakcyjnych i niedrogich. I choć o niedrogich samochodach trudno dziś mówić, jednak właśnie takich atrakcyjnych i stosunkowo niedrogich samochodów Państwu i sobie życzę.