
Rok 2026 przyniósł jedne z najważniejszych zmian w przepisach ruchu drogowego ostatnich lat. Problem w tym, że nowe regulacje wchodzą w życie etapami, a wielu kierowców nie zdaje sobie sprawy z obowiązujących już przepisów. Dla firm zarządzających flotami oznacza to konieczność jeszcze większego nacisku na bezpieczeństwo i edukację pracowników.
Polskie prawo drogowe zmienia się w tym roku stopniowo. Część przepisów weszła w życie 29 stycznia, kolejne zaczęły obowiązywać 3 marca i 3 czerwca. Następny ważny termin przypada na 3 września. Wspólnym celem wszystkich zmian jest ograniczenie liczby najpoważniejszych wypadków i wyeliminowanie z dróg kierowców stwarzających największe zagrożenie. Dlaczego jednak zmiany wprowadzane są na raty i dlaczego nie ma jednej spójnej komunikacji ze strony ustawodawcy?
Jedną z najważniejszych nowości było wprowadzenie do prawa definicji nielegalnego wyścigu. Ustawodawca po raz pierwszy jednoznacznie określił, czym jest takie zachowanie i przewidział konkretne sankcje dla organizatorów oraz uczestników nielegalnych wyścigów.
Nowe regulacje obejmują również niebezpieczne pokazy jazdy, celowe wprowadzanie pojazdu w poślizg oraz blokowanie ruchu drogowego podczas nielegalnych spotkań motoryzacyjnych.
To odpowiedź na coraz częstsze przypadki brawurowej jazdy organizowanej na drogach publicznych, często w miejscach o dużym natężeniu ruchu.
Od końca stycznia obowiązują także zaostrzone przepisy wobec kierowców prowadzących pojazdy pod wpływem alkoholu. W określonych sytuacjach sąd może orzec przepadek pojazdu lub jego równowartości. Zwiększono również odpowiedzialność osób, które mimo zakazu prowadzenia pojazdów ponownie siadają za kierownicą.
To kolejny krok w polityce zaostrzania sankcji wobec sprawców najpoważniejszych naruszeń przepisów drogowych.
Jedna z najistotniejszych zmian dla przeciętnego kierowcy weszła w życie 3 marca. Od tego dnia prawo jazdy można stracić na trzy miesiące nie tylko za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w obszarze zabudowanym, ale również na drogach jednojezdniowych dwukierunkowych poza terenem zabudowanym.
Eksperci od dawna zwracali uwagę, że najtragiczniejsze wypadki często zdarzają się właśnie poza miastami, gdzie kierowcy rozwijają znacznie większe prędkości.
Od marca zmieniły się także zasady uzyskiwania prawa jazdy kategorii B. Młodzi ludzie mogą zdobyć uprawnienia już po ukończeniu 17. roku życia. Nie oznacza to jednak pełnej samodzielności. Do osiągnięcia pełnoletności muszą prowadzić samochód pod nadzorem doświadczonego opiekuna spełniającego wymagania określone w przepisach. Kurs prawa jazdy można rozpocząć już w wieku 16 lat i 9 miesięcy.
Rozwiązanie ma umożliwić zdobywanie doświadczenia w kontrolowanych warunkach i nawiązuje do modeli funkcjonujących w wielu krajach Europy.
Kolejna zmiana weszła w życie stosunkowo niedawno. Od 3 czerwca osoby poniżej 16. roku życia korzystające z rowerów, hulajnóg elektrycznych oraz innych urządzeń transportu osobistego muszą używać kasków ochronnych. Za nieprzestrzeganie nowych zasad przewidziano karę grzywny, którą zapłacić będzie musiał rodzic lub prawny opiekun. To jednak najlżejszy wymiar kary, gdy dojdzie wypadku.
Podniesiono również do 13 lat minimalny wiek dziecka mogącego samodzielnie poruszać się hulajnogą elektryczną po drogach publicznych.
Na tym jednak nie koniec zmian. Od 3 września zacznie obowiązywać okres próbny dla osób po raz pierwszy uzyskujących prawo jazdy kategorii B. Młodzi kierowcy będą zobowiązani do odbycia dodatkowych szkoleń poświęconych bezpieczeństwu ruchu drogowego i zagrożeniom występującym na drogach.
Zaostrzone zostaną również konsekwencje ignorowania decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy. Kierowca, który mimo zakazu nadal będzie prowadził samochód, może stracić uprawnienia nawet na pięć lat.
Od czerwca zniknęła także możliwość kasowania punktów karnych za wybrane wykończenia. Właśnie dlatego wielu nazywa je najbardziej odczuwalnymi. Dotychczas kierowca mógł raz na sześć miesięcy skorzystać ze szkolenia redukującego liczbę punktów o sześć – niezależnie od rodzaju popełnionego wykroczenia. Od 3 czerwca ta możliwość zostaje istotnie ograniczona.
Jakich punktów nie skasujemy? Dotyczy to wykroczeń uznawanych za szczególnie niebezpieczne dla bezpieczeństwa ruchu drogowego. Wśród nich znajdują się m.in. przejazd na czerwonym świetle, nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu, wyprzedzanie na przejściu dla pieszych czy spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym.
Ze 130 wykroczeń drogowych wypunktowanych w taryfikatorze, wybrano 60, za które nie będzie można kasować punktów. A to i tak mało, bo pierwotnie ministerstwo chciało całkowitego zakazu kasowania punktów.
Prędkość powyżej 30 km/h bez taryfy ulgowej.
Wykroczenia wobec pieszych
Alkohol, narkotyki i ucieczka
Czerwone światło i przejazdy kolejowe
Drift i wyprzedzanie
Pierwszeństwo i korytarz życia
Ważne „drobnostki”
Dla wielu kierowców najbardziej zaskakujący jest sam sposób wprowadzania zmian. Zamiast jednego terminu obowiązywania nowych regulacji ustawodawca zdecydował się rozłożyć je na kilka etapów.
Jak tłumaczy ministerstwo powody są przede wszystkim organizacyjne. Poszczególne przepisy wymagają przygotowania systemów informatycznych, procedur administracyjnych, starostw, wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego oraz służb odpowiedzialnych za egzekwowanie prawa. W efekcie poszczególne regulacje otrzymały różne okresy vacatio legis i zaczynają obowiązywać w różnych terminach.
Z punktu widzenia kierowców taki system nie jest jednak pozbawiony wad. Wielu uczestników ruchu nie śledzi na bieżąco procesu legislacyjnego, a państwo nie przeprowadziło szerokiej kampanii informacyjnej porównywalnej z tą, która towarzyszyła zmianom taryfikatora mandatów kilka lat temu. W praktyce oznacza to, że część kierowców dowiaduje się o nowych obowiązkach dopiero podczas kontroli drogowej lub po otrzymaniu mandatu. A wystarczyłoby choćby przeprowadzić kampanię społeczną w telewizji lub radiu.
Zmiany w prawie z dużą uwagą obserwują także managerowie flot, dla których mandat kierowcy prowadzącego samochód służbowy to dodatkowe obowiązki. Chodzi o obieg dokumentów i monitorowanie obowiązku zapłaty. A temat wcale nie jest marginalny. Przy flocie kilkudziesięciu samochodów to nawet jeden mandat tygodniowo.
I nawet jeśli nikt nie zakłada złej woli pracownika i szybkie załatwienie sprawy, to kwestia mandatów nie jest jednoznacznie uregulowana. No bo jak wyegzekwować mandat od pracownika, który rozstał się z firmą? Na egzekucję z pensji musi wyrazić zgodę, a jeśli nie pracuje, to zaczynają się kłopoty. Owszem, mandat otrzymuje nie samochód i nie pracodawca a sprawca wykroczenia, wydawać by się więc mogło, że w razie pocztówki z wakacji, na wskazaniu danych sprawcy sprawa się skończy. Niekoniecznie.
Jeżeli mandat został wystawiony za wykroczenie popełnione przez pracownika prowadzącego samochód służbowy, a osoba ta nie jest już zatrudniona, możliwość odzyskania pieniędzy zależy od kilku okoliczności.
Przede wszystkim trzeba rozróżnić dwa przypadki.
Jeżeli policja lub inny organ ustalił, kto prowadził pojazd i mandat został nałożony bezpośrednio na pracownika, to zobowiązanym do zapłaty jest ta osoba. Były pracodawca nie musi wówczas dochodzić zwrotu należności, ponieważ mandat nie obciąża firmy.
W praktyce flotowej częściej problem pojawia się przy mandatach z fotoradarów lub systemów automatycznej kontroli. Najpierw korespondencja trafia do właściciela pojazdu, czyli firmy. Jeżeli firma wskazała kierującego, a następnie z różnych powodów sama zapłaciła należność, może próbować dochodzić zwrotu od byłego pracownika.
Podstawą jest wykazanie, że:
W takiej sytuacji warto najpierw wysłać wezwanie do zapłaty listem poleconym za potwierdzeniem odbioru.
Co do zasady nie. Mandaty karne nie należą do katalogu należności, które pracodawca może jednostronnie potrącić z wynagrodzenia pracownika. Potrzebna byłaby jego zgoda albo prawomocny tytuł wykonawczy.
Jeżeli pracownik już odszedł z firmy, możliwość potrącenia z wynagrodzenia zwykle już nie istnieje.
Jeżeli były pracownik odmawia zwrotu pieniędzy, pozostaje droga cywilna. Firma może wystąpić z pozwem o zapłatę, przedstawiając dokumentację potwierdzającą:
Kluczowe znaczenie mają ewidencje użytkowników pojazdów, karty drogowe, systemy GPS czy protokoły przekazania auta.
Inaczej wygląda sytuacja przy niektórych opłatach administracyjnych, np. karach za brak opłaty parkingowej czy niektórych opłatach drogowych. Nie zawsze można automatycznie przenieść odpowiedzialność na kierowcę. W takich przypadkach konieczna jest analiza konkretnej podstawy prawnej. A to oznacza czas i dodatkowe obowiązki.
Duże firmy flotowe zabezpieczają się już na etapie zatrudnienia. W regulaminach użytkowania samochodów służbowych znajdują się zapisy zobowiązujące pracownika do:
Dzięki temu dochodzenie należności po ustaniu zatrudnienia jest znacznie prostsze. Jedno jest pewne, zdaniem menedżerów flot nowe przepisy wpisują się w trend, który od kilku lat jest wyraźnie widoczny na rynku. Bezpieczeństwo przestaje być wyłącznie kwestią odpowiedzialności społecznej, a staje się jednym z elementów zarządzania kosztami działalności.
Tegoroczne zmiany pokazują, że ustawodawca konsekwentnie zaostrza odpowiedzialność za najgroźniejsze wykroczenia drogowe. Coraz więcej naruszeń kończy się nie tylko mandatem, lecz także utratą prawa jazdy, a w skrajnych przypadkach nawet samochodu.
Paradoks polega jednak na tym, że równolegle z zaostrzaniem sankcji kierowcy zostali zobowiązani do samodzielnego śledzenia kolejnych etapów reformy. W efekcie w 2026 roku nie wystarczy już znać przepisy ruchu drogowego. Trzeba również wiedzieć, od kiedy obowiązują najnowsze zmiany.
Juliusz Szalek