20181021_132003

Będziemy tęsknić

Co: Opel Grandland X

Jeden przegląd, brak nieplanowanych postojów i sporo miłych wspomnień – tak w skrócie można podsumować 3-miesięczny test Opla Grandland X na dystansie ponad 20 tys. km. Czy możemy zarekomendować ten model przedsiębiorcom i fleet managerom? Zdecydowanie tak!

Od samochodu firmowego oczekuje się przede wszystkim komfortu jazdy, niskich kosztów eksploatacji i bezawaryjności. Grandland X oferuje wszystkie wymienione wyżej cechy i to z nawiązką. To taki samochodowy…

…all inclusive

Samochód od początku rozpieszczał nas bogatym wyposażeniem, które uprzyjemniało każdą podróż. Za podgrzewanymi fotelami, kierownicą i przednią szybą zatęskniliśmy krótko po rozstaniu z tym autem, kiedy okazało się, że kolejne testowe auto, które pojawiło się na redakcyjnym parkingu, ich nie ma. A szkoda, bo w mroźny poranek Grandland X jest gotowy do jazdy mniej więcej po minucie. Nie docenialiśmy też, a być może szybko przyzwyczailiśmy się do dobrego, foteli. Mają one regulację aż w 16 kierunkach i certyfikat „Zdrowe plecy” przyznawany przez stowarzyszenie ortopedów. Przyzwyczailiśmy się także do wygodnego wsiadania do auta – fotele zamontowano wysoko, a drzwi, które wywinięte są aż na próg, powodują, że po ich otwarciu nikt nie zabrudzi sobie nogawki spodni czy sukienki. Zupełnie naturalne było dla nas również to, że widoczność do przodu i na boki jest wyśmienita, a drogę obserwuje się z innej (lepszej) perspektywy.

Błyskawicznie zdaliśmy też sobie sprawę z tego, że są światła i światła. Te w Oplu naprawdę zamieniają noc w dzień i samoczynnie przełączają się pomiędzy mijania i drogowymi. Opel niczym anioł stróż podpowiadał nam aktualne ograniczenia prędkości, pilnował, żeby nie zajechać drogi innemu kierowcy (asystenci martwego pola lusterek i utrzymania pasa ruchu) oraz upominał nas, że odległość od auta jadącego z przodu jest zbyt mała.

Po przesiadce do innego auta odkryliśmy też, że nasze ulubione piosenki brzmią jakoś tak inaczej – nic dziwnego, bo sprzęt marki Denon z subwooferem naprawdę się sprawdzał. Sprawdzała się także nawigacja, którą łatwo się ustawiało, a dzięki szczegółowym mapom na każdej drodze czuliśmy się jak u siebie. Nawet tak prozaiczna czynność, jaką jest pakowanie bagażnika, w Oplu stawała się wyjątkową przyjemnością dzięki automatycznie otwieranej i zamykanej klapie bagażnika. Co więcej, obsługiwać ją można było nawet ruchem stopy.

Statystyka

Z prowadzonego przez nas dziennika wynika, że każdego dnia pokonywaliśmy dystans 223 km. To tak, jakbyśmy codziennie jeździli do Łodzi, Katowic czy Poznania. Oczywiście zdarzały się dni, kiedy na liczniku przybywało nawet ponad 1000 km, ale również takie, kiedy samochód nie przemieścił się nawet o metr. Najczęściej naszego Opla można było spotkać we Wrocławiu, w Warszawie i na trasie łączącej oba miasta. W ciągu 3 miesięcy przemierzyliśmy Polskę wzdłuż i wszerz, silnik nawdychał się powietrza w wyższych partiach gór, ale też jodu nad morzem. Odwiedziliśmy też Czechy i Niemcy.

Przez dysze spryskiwaczy przelało się raptem 12 litrów płynu. Wszystko dlatego, że pierwsze dwa miesiące testu upłynęły pod znakiem wyśmienitej pogody. Było sucho i ciepło, dlatego nasz Opel bardziej się kurzył niż brudził. Myjnię odwiedziliśmy aż 13 razy, co daje średnio jedne mycie tygodniowo. Nie jeździliśmy Oplem na myjnie automatyczne, dlatego lakier samochodu (mimo tak intensywnej eksploatacji), wyglądał niemal tak dobrze jak w dniu, w którym Grandland rozpoczynał test. Słowo „niemal” nie zostało użyte bez powodu; mniej więcej w połowie testu jakiś wandal pozostawił na tylnym lewym błotniku niemiłą pamiątkę (nie pozdrawiamy) – szpetną rysę. Można ją było usunąć w tradycyjny sposób: polakierować tylny lewy błotnik oraz sąsiednie elementy albo odwiedzić warsztat specjalizujący się w auto detailingu i naprawach typu smart repair. Wybraliśmy drugą opcję. Dlaczego? Kosztowało to 15-krotnie mniej, bo raptem 150 zł, nie tracimy zniżek ubezpieczeniowych i, najważniejsze, samochód straciliśmy tylko na 2 godziny. Efekt prac był widoczny gołym okiem, bo rysa zniknęła niemal zupełnie – nie było jej widać, dopóki nie spojrzało się na element pod odpowiednim kątem i pod warunkiem, że ktoś wiedział, gdzie znajdowała się owa rysa.

Przez komory spalania silnika przelało się łącznie 1874 l oleju napędowego, a to oznacza średnie zużycie paliwa na poziomie 8,4 l/100 km. Dużo? I tak, i nie. Mocny silnik (177 KM, 400 Nm) zachęcał nas do szybkiej jazdy. W połączeniu z hydrauliczną 8-biegową przekładnią automatyczną okazał się prawdziwym dream team. Układ napędowy pracował płynnie, błyskawicznie rozpędzał auto, a jedynym zauważonym przez nas mankamentem była nieco spóźniona reakcja na gaz. Z naszych statystyk wynika, że najniższe spalanie w teście to 4,7 l/100 km – zanotowaliśmy je podczas spokojnej jazdy ze Szklarskiej Poręby do Wrocławia. Najwyższy – 12,0 l/100 km osiągnęliśmy na autostradzie w Niemczech, kiedy gnaliśmy na złamanie karku z prędkością bliską maksymalnej. W mieście Opel zużywał nieco ponad 7 l/100 km, a w mieszanym cyklu miasto-trasa ponad 8 l/100 km. Dodajmy tylko, że rosnąca liczba ekspresówek i autostrad w Polsce sprawia, że prędkość podróżna samochodu w ostatnich latach znacznie wzrosła – dziś 130–150 km/h to norma. Oczywiście taka jazda jest możliwa wtedy, gdy ruch nie jest zbyt gęsty. Silnik Opla do prawidłowej pracy potrzebuje też dodatkowego płynu – AdBlue. Nie jest on drogi, bo litr kosztuje 2,05 zł, a uzupełniać go trzeba co ok. 8 tys. km. Podczas testu wlaliśmy łącznie 41,9 litra AdBlue. Nie jest to kłopotliwe pod warunkiem, że korzystamy z dystrybutora. Szkoda tylko, że nie znajdują się one tuż przy dystrybutorach z olejem napędowym, bo na stacji trzeba dwukrotnie odstać swoje w kolejce do kasy.

Serwis tip-top

Podczas całego testu dwukrotnie korzystaliśmy z usług serwisu Opla. Być może dobrze trafiliśmy, a być może to standard, ale zarówno wymiana opon (pierwsza wizyta), jak i przegląd serwisowy po 20 tys. km (druga wizyta) przebiegły nadzwyczaj sprawnie i miło. To nie my czekaliśmy na mechaników tylko oni na nas, a rachunki okazały się niskie. Za przełożenie opon zapłaciliśmy 100 zł (czas operacyjny 45 minut), za przegląd z wymianą oleju i filtra kabinowego 525 zł (czas operacyjny 2,5 godziny). Podczas przeglądu serwis wyregulował drzwi kierowcy (ozdobna listwa przednich drzwi ocierała o ozdobną listwę tylnych drzwi), zaktualizował mapy systemu nawigacyjnego. Zgodziliśmy się też na dezynfekcję układu klimatyzacji (79 zł). Auto po przeglądzie odebraliśmy czyste i pachnące. Trzymamy kciuki za to, żeby każdy serwis (nie tylko Opla) zawsze utrzymywał tak wysoki poziom obsługi.

Szkiełkiem i okiem

Są też parametry, których nie da się zmierzyć, zważyć i opisać liczbami. Należą do nich choćby modny wygląd oraz lakier o nazwie „niebieski topaz”, które sprawiały, że Grandland X skupiał na sobie uwagę przechodniów oraz innych kierowców.

Grandland X to nowy model w ofercie, dlatego jak każdemu młokosowi zdarzyły się drobne wpadki, nazywane też chorobami wieku dziecięcego. Raz zawiesiła się kamera cofania. Innym razem silnik zgłosił awarię układu zapłonowego, przestało działać ogrzewanie. Zupełnie. Początkowo nie chciała się domykać tylna klapa i trzeba było ją dociskać ręką. Na szczęście w takich sytuacjach Grandland X naprawiał się sam ewentualnie pomagał mu twardy reset elektroniki (wyłączenie zapłonu, zamknięcie drzwi, ponowne ich otwarcie, rozruch). Słyszymy już głosy malkontentów: auto za ponad 150 tys. złotych i takie „kwiatki”. W autach naszpikowanych coraz mądrzejszą elektroniką i czujnikami to się zdarza. Ważne, że serwisy autoryzowane reagują na bieżąco i wgrywają aktualizacje systemów.

Ważniejsze są wspomnienia, z jakimi zostawił nas Opel Grandland X, a te są jak najlepsze. Koszt posiadania tego modelu nie jest wysoki, jeśli cenę przeliczy się na ratę w systemie finansowania Opel Drive Plan – 1397 zł netto miesięcznie. Na pochwałę zasługuje też tani serwis i niski spadek wartości – RV po 3 latach i przebiegu 100 tys. km to 53,9% (to o 1,6% więcej niż za bliźniaczego technologicznie Peugeota 3008). Poniżej przedstawiamy też kalkulację kosztów, także w przeliczeniu na 1 km. Jedno jest pewne – będziemy tęsknić. Już tęsknimy.

Ponad 20 tys. km przejechane w 3 miesiące daje niezły średni wynik dziennego przebiegu, który wynosi 223 km. To pozwoliło nam poznać Grandlanda X na wskroś. Testową próbę przejechał bez zadyszki.

LF

Print Friendly