
Ponad rok temu zdecydowałem się wylogować. Trudno doprecyzować z czego konkretnie, ale się postaram. Przestałem oglądać telewizję, czytać tygodniki opinii, słuchać rozgłośni radiowych, w których są serwisy informacyjne. Swoją drogą zostając na chwilę przy radiu, naprzemiennie mam dwie stacje – Program 2 Polskiego Radia i wrocławskie akademickie radio LUZ. Różni je bardzo wiele, ale na pewno łączy potężna znajomość muzyki, chociaż całkowicie odmiennych nurtów.
W mediach społecznościowych zrezygnowałem z treści publicystycznych. Postanowiłem, na ile jest to możliwe, wybierać treści które mnie interesują. Okazało się to prostsze niż początkowo sądziłem. Algorytmy i roboty szybko się poddały i okazało się, że świat nie jest taki, jaki wydawało mi się że jest. W redakcji szybko zorientowali się, że marny ze mnie kompan do omawiania politycznej sytuacji na świecie: ale z tym Fibakiem na wyspie słyszałeś? Trump ogłosił koniec świata, to wiesz? No to teraz Ziobro będzie musiał uciekać z Węgier, co myślisz? Nie, nie i nic. Tak brzmiały moje odpowiedzi. Informacje naprawdę istotne i tak, prędzej czy później, do mnie dotrą. Nawet wylogowałem się z aplikacji, która liczyła mi kroki. No nie będzie na mnie wrzeszczał rano algorytm, że zrobiłem w tygodniu za mało kroków.
Wiem jednak, co to manewry ZAPAD-2025. Niestety wiem. Dla tych, którzy zamiast wylogowania postanowili zrobić twardy reset i nie wiedzą, to wspólne manewry Rosji i Białorusi odbywające się przy granicy z Polską, a ich dosłowne tłumaczenie, to zachód. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, jakie jest znaczenie tych działań, dlaczego odbywają się tu, gdzie się odbywają i dlaczego odbywają się właśnie teraz. Dobra, to teraz redaktor dokona naprawdę błyskotliwej paraleli z manewrów wrogich wojsk do…premiery nowego Mercedesa Klasy C.
Niemiecki koncern zdecydował się zorganizować światową premierę swojego, moim zdaniem najważniejszego modelu ostatnich lat, w Azji, a konkretnie w Seulu. Jeżeli podzielacie mój tok rozumowania, to wiecie już co chcę napisać. To nic innego jak prztyczek w nos wymierzony w Chiny. Oczywiście, nie można bagatelizować znaczenia rynku koreańskiego, który jest dla niemieckiej marki bardzo znaczący. Obecnie to czwarty rynek po USA, Niemcach i Chinach.
Muszę przyznać, że bardzo mi się ruch Mercedesa podoba. Marki chińskie w ramach małoseryjnej produkcji wchodzą coraz śmielej na rynek europejski. W dużej mierze są to modele z silnikami starej generacji, niezbyt zaawansowane techniczne, ale z dużą liczbą bajerów, ekranów, światełek. Są też auta elektryczne, ale one głównie „są” a sprzedają się spalinowe. Coraz mocniej także, co wydaje mi się nieuzasadnione, robią zakusy na segment premium, ogłaszając – że są markami premium, bo tak postanowiły. Podobnie, jak jedna chińska marka uznaje się za brytyjską.
Trochę odbywa się to tak, że pracownik danego koncernu wychodzi i mówi, że dekretem komisarza kantonu marka założona pięć lat temu uzyskała status marki premium. Upraszczam, ale czy na pewno? Z całym szacunkiem dla Nio, Denzy czy Hongqi, ale premium po europejsku to coś więcej niż świecące ekrany, zmieniające się podświetlenie. To lata tradycji w budowaniu wizerunku, to setki tysięcy godzin pracy inżynierów i projektantów, to cała społeczność zbudowana wokół danej marki, to sukcesy w sporcie motorowym, akcje społeczne, kultowe modele, prototypy. To wreszcie kreowanie popkultury i czynnik moim zdaniem najważniejszy, to Zazdrość Sąsiadów.
Ta niewidzialna siła napędowa nadwiślańskiego (z reguły najmocniejsza jest w Polsce) popytu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie zazdrościł nam nowego Exlantixa ET. Sąsiad nie powie; zobacz Halina jaki złodziej, bo skąd niby by miał na Voyaha Courage z koncernu Dongfeng, no skąd? Dziecko przechodzące na pasach nie odwróci się nagle mówiąc do ojca: tato, jaki piękny Hongqi HS5.
Tymczasem jadąc Klasą G w AMG wciąż da się usłyszeć pełne jady, zazdrości niosące się po ulicach: Patrz jaki złodziej…