
Jeśli marzysz o Maserati, to jest ten moment. Praktyczny SUV segmentu premium i to przez dużę „P” tańszy już pewnie nie będzie. Hasło „entry level” nabiera tu nowego znaczenia i kosztuje realnie tyle, co… Volkswagen. Będziesz jednak musiał przełknąć kilka mankamentów.
To auto wyjątkowe, jak wyjątkowa jest sama marka z trójzębem na grillu. Owiana sławą, legendą z całą listą kultowych modeli. Jak mityczna by jednak nie była, dzisiaj musi szukać swojej tożsamości i dość przestarzałą gamą bić się z konkurencją o klientów. Z jednej strony na rynku samochodów codziennych (Grecale, GranTurismo i GranCabrio), z drugiej tych bardziej super (MCPura). Tak, bo o innych modelach, jak Lavante, Ghibli czy Quatroporte zapomniało już chyba samo Maserati.
Przy cenie innych modeli bliskiej miliona złotych, Grecale w założeniu miało być tanim Maserati. Konkurent Porsche, bliźniak Alfy Romeo powstał w 2022 roku na kompletnie nowej dla Maserati platformie. Nie jest to więc konstrukcja znana ze wspomnianego Ghibli, Quattroporte czy większego SUV-a Levante, o których słuch z resztą już dawno niestety zaginał. To właśnie cena poszukiwania tożsamości, o której było w poprzednim akapicie.
Włosi pożyczyli platformę Giorgio od Alfy Romeo, tę samą, na której powstaje Giulia i Stelvio i zbudowali swojego SUV-a. Większego od Alfy (485 cm) i z większym rozstawem osi (+8 cm, 290 cm), ale nadal mniejszym od Lavante (-10 cm). W międzyczasie (2024 rok) włosi postanowili zakończyć produkcję tego ostatniego, a ceny Grecale spadły. Dzisiaj można kupić sobie włoskiego SUV-a taniej niż… Volkswagena Touarega. W podstawie rzecz jasna. Bo Modena to już wydatek poinad 400 tys. zł.
Na żywo Grecale wygląda lepiej niż na zdjęciach. Ma proporcje, które budują napięcie między dynamiką a elegancją. Długi przód, mocno zaznaczone nadkola i charakterystyczny grill z trójzębem tworzą sylwetkę natychmiast rozpoznawalną, ale pozbawioną ostentacji. Światła tylne inspirowane stylistyką modelu 3200 GT przypominają bumerangi i po zmroku tworzą podpis świetlny, który pamięta się na długo. I to, mimo że Grecale ma już swoje lata.
W wersji Modena detale są subtelnie przyciemnione, felgi mają bardziej sportowy charakter, a całość sprawia wrażenie dopracowanej, włoskiej formy użytkowej. To nic innego jak klasyczny, dobrze uszyty garnitur.
I takie jest też wnętrze. Wygodne, skrojone jakby na miarę. Projektanci postawili na minimalizm. Dominuje miękka skóra, staranne przeszycia i materiały, które nie udają luksusu, tylko nim są. Cyfrowy zegar, centralny ekran oraz dodatkowy panel do obsługi klimatyzacji tworzą nowoczesną atmosferę. Szkoda jedynie, że zrezygnowano z analogowego zegarka. W autach tej klasy był to zawsze świetny detal. Tutaj ustąpił miejsca cyfrowej nowoczesności z funkcjami kompasu i stopera. Brzmi jak gadżet? I takim jest, bo kto na co dzień korzysta dzisiaj z kompasu?
Fotele są miękkie, ale dobrze podpierają ciało, a wyciszenie kabiny sprawia, że nawet przy autostradowych prędkościach rozmowa toczy się szeptem. Dopełnienie komfortu jest zawieszenie pneumatyczne – Skyhook.
Pod maską Grecale Modena pracuje dwulitrowy silnik benzynowy turbo wspierany układem miękkiej hybrydy. Tak, spodziewać się można było czegoś znacznie większego i legendarnego, ale R4 to w tym przypadku wszystko, na co stać było markę. W wersji Modena generuje 330 KM i 450 Nm momentu obrotowego. Moc trafia na cztery koła przez ośmiobiegową automatyczną skrzynię ZF, a setka pojawia się po około 5,3 sekundy. I na papierze wszystko wygląda nieźle, o ile pozbędziemy się tęsknoty za trzylitrowym V6 Nettuno o mocy 530 KM. Taka specyfikacja też jest możliwa, ale kosztuje już jak trzy Volkswageny.
Hybryda to nie jest napęd, który próbuje epatować brutalnością. Przy niskich prędkościach pracuje gładko i niemal bezszelestnie, w ruchu miejskim przypominając dobrze wychowaną limuzynę. Dopiero po mocniejszym wciśnięciu gazu pojawia się zdecydowana reakcja i charakterystyczne, lekko metaliczne brzmienie czterocylindrowej jednostki. Miękka hybryda nie czyni z Grecale auta ekologicznego manifestu, ale wygładza pracę systemu start-stop i wspiera płynność przy ruszaniu.
Największe zaskoczenie przychodzi w ruchu. Grecale Modena prowadzi się lżej, niż sugerują jego gabaryty i masa ponad 2,5 tony. Układ kierowniczy jest precyzyjny i szybki, a pneumatyczne zawieszenie dobrze równoważy komfort i kontrolę nad nadwoziem. W trybie komfortowym samochód płynie, filtrując nierówności z elegancją typową dla segmentu. Inaczej kierowca byłby rozczarowany.
Po przełączeniu w tryb sportowy wyraźnie się usztywnia, reakcje stają się ostrzejsze, a auto zaczyna chętniej wpisywać się w zakręty. To nie jest agresja w stylu sportowych SUV-ów, lecz raczej pewność ruchów i spokój kierowcy, który wie, że samochód zrobi dokładnie to, czego od niego oczekuje.
W mieście Grecale przyciąga spojrzenia, ale nie prowokuje. Na autostradzie okazuje się doskonałym towarzyszem długich podróży. Na krętych drogach potrafi przypomnieć, że marka z Modeny budowała swoją legendę na emocjach. Po tygodniu trudno wskazać jeden element, który definiuje to auto. To raczej suma wrażeń: miękko zamykające się drzwi, cichy szum powietrza przy wysokiej prędkości, precyzja prowadzenia i poczucie obcowania z czymś dopracowanym.
Pytanie tylko, czy to wystarczy, bo podobnie jeżdżących samochodów na rynku jest wiele. I co z tego, że to hybryda. Od hybrydy Maserati oczekiwałem czegoś więcej.
To może kropką nad i będzie legendarny dźwięk Maserati? Mimo układu zhybrydyzowanego auto przyjemnie burczy. Nie robi tego jednak w sposób klasyczny, czyli z rury wydechowej a z głośników. Do wydechu dodano polepszasz z rodziny E, czyli ESEM, czego efektem jest miły, ale jednej sztuczny dźwięk.
Maserati Grecale Modena nie próbuje wygrać specyfikacją ani tabelą osiągów. Wygrywa atmosferą. To samochód dla kogoś, kto chce luksusu bez demonstracji statusu, sportu bez przesady i codzienności, która nie jest banalna. I to przy rozsądnych kosztach eksploatacji. Zużyciu paliwa na poziomie 11 litrów na setkę, tak wiem, że to hybryda i powinno być mniej, jest akceptowalne. W końcu to Maserati.
Po tygodniu jazdy pozostaje wrażenie obcowania z autem, które nie tyle służy do przemieszczania się, ile doświadczania drogi. A wszystko w cenie Volkswagena. Może nie tego najtańszego, ale jednak. Najtańsze Grecale wycenione jest na 343 tys. zł. Testowana Modena to wydatek nieco ponad 400 tys. zł. Nadal to niewiele jak na Maserati
|
Maserati Grecale Modena MHEV |
|
|
Długość/szerokość/wysokość/rozstaw osi w mm |
4847/1940/1667/2901 |
|
Masa własna/dopuszczalna w kg |
2560/665 kg |
|
Silnik |
2.0 L GME T4 Multiair turbo + elektryczny kompresor |
|
Moc maksymalna KM |
330 |
|
Maksymalny moment obr. przy obr/min. |
450 Nm |
|
Prędkość maksymalna w km/h |
240 |
|
Przyspieszenie 0‒100 km/h |
7,4 s |
|
Średnie zużycie paliwa na 100 km |
8,8 l. (miasto 13 l.) |
|
Cena wersji podstawowej w zł |
343 tys. tys. |
|
Cena wersji testowanej w zł |
412 tys. zł. |