
Sezon skończył się prawie dwa tygodnie temu. Ja ostatnio zostawiłem kilka pytań, bez odpowiedzi - Czy ten sezon był emocjonujący? Czy zostanie on zapamiętany jako jeden z najciekawszych w historii i jeśli tak to, dlaczego? Czy Mistrzostwo Świata zawsze wygrywa najlepszy kierowca? Czy drugie miejsce odchodzi w zapomnienie? Kto wypadł najlepiej, a kto najgorzej? Kto nas zaskoczył, a kto rozczarował? Na te oraz inne pytania postaram się odpowiedź za tydzień podczas dłuższego podsumowania całego sezonu. Teraz czas na nie odpowiedzieć. Zapraszam więc na podsumowanie sezonu 2025.
Moim zdaniem, nie do końca. Od samego początku widzieliśmy w zasadzie walkę tylko między McLarenami, z okazjonalnym błyskiem Maxa Verstappena. Sama walka między kierowcami z pomarańczowych bolidów była, delikatnie mówiąc kontrolowana. Zespół cały czas dbał o to, żeby ściganie było czyste i „sprawiedliwe”. W efekcie ścigania koło w koło było niewiele, a jedyna bezpośrednia rywalizacja między Piastrim, a Norrisem sprowadzała się do kwalifikacji. Sezon ożył nam dopiero od września, kiedy to podczas Grand Prix Włoch zobaczyliśmy pierwsze załamanie formy w McLarenie. Myślę, że wtedy i tak nikt się nie spodziewał, że walka o Mistrzostwo Świata przeciągnie się aż do samego końca. Po GP Włoch przyszło kolejne załamanie w Azerbejdżanie i Stanach Zjednoczonych. Zespół z Woking tracił grunt pod nogami, a jego kierowcy popełniali coraz więcej błędów. Najwięcej pretensji może mieć do siebie Oscar Piastri, który po Grand Prix Holandii miał 34 punkty przewagi nad Lando Norrisem i aż 104 nad Verstappenem. Co się stało z Australijczykiem, że skończył sezon dopiero na trzecim miejscu w generalce? Tego pewnie nie będzie w stanie wytłumaczyć nawet sam zainteresowany. Wracając do wcześniej zadanego pytania, sezon zrobił się ciekawy, ale dopiero pod sam koniec. Można powiedzieć, że uratowała go chwilowa nieporadność McLarena i geniusz Maxa Verstappena. To co utkwi w pamięci większości fanów to ta niesamowita pogoń Holendra, która zatrzymała się na dwóch punktach starty.
Czy więc możemy zgodzić się z Adamem Norrisem, ojcem Lando? Brytyjczyk powiedział, że drugiego miejsca nikt nie będzie pamiętał. Patrząc na odzew w mediach, wielu kibiców ośmieliło się z nim nie zgodzić. Uważam, że komentarz ten był niepotrzebny i miał być tylko prztyczkiem w kierunku Verstappena. Wystarczy spojrzeć kilka lat wstecz, sezon 2021 – Hamilton vs Verstappen, sezon 2016 – Hamilton vs Rosberg, sezony 2012 i 2010 – Alonso vs Vettel czy też sezon 2008 – Hamilton vs Massa. Te wszystkie rywalizacje mają jeden punkt wspólny. Zawsze wymieniany jest zwycięzca razem ze zdobywcą drugiego miejsca. Bo to dwóch kierowców, a nie jeden czynili dany sezon wyjątkowym.
Po więcej treści związanych z F1 zapraszam na kanał Formuła na Dwóch
https://www.youtube.com/@formulanadwoch
Instagram: @formula_na_2
Zdecydowanie Max Verstappen mimo braku tytułu. Przez cały sezon dysponował przeciętnym bolidem, który zdecydowanie odstawał od topowych maszyn. Holender potrafił wyczarować coś z niczego, wyłącznie bazując na swoich umiejętnościach. To z resztą potwierdzają statystki. W sezonie, w którym McLaren dysponował najlepszym bolidem to Max wygrał najwięcej wyścigów i Pole Position. Na „honorową” wzmiankę zasługuje także George Russel. Trzeba pochwalić niezwykle stabilną formę Brytyjczyka, która zapewniła mu 4 pozycję w generalce. Można o nim powiedzieć „best of the rest”. Gdy tylko miał okazję do uprzykrzenia życia tym z przodu to ją wykorzystywał. To z resztą widać też w punktach. Jest wyraźnie odcięcie między Russellem, a top 3 oraz Russelem, a resztą stawki. Być może za rok George będzie miał jeszcze więcej do pokazania.
Tu mam największy problem i trzech kandydatów. Z jednej strony pewnie wiele osób by się zgodziło, żeby wskazać Lewisa Hamiltona. Jeden z najgorszych sezonów w wykonaniu Brytyjczyka i nie ratuje go nawet zwycięstwo w sprincie w Chinach. Myślę, że na jego niekorzyść działa cały medialny szum, który wokół niego zrobiło przejście do Ferrari. Temat ten był przecież „pompowany” od początku sezonu 2024. Potem zaczęły się wyliczanki, kiedy Hamilton ustanowi niechlubny rekord ilości najwięcej przejechanych wyścigów bez zdobycia podium. Z drugiej strony, jeśliby go zestawić z Charles’em Leclerc’iem to wypada naprawdę blado. 86 punktów różnicy za zespołowym kolegą musiało boleć. Myślę, że sprawiedliwej będzie umieścić Lewisa Hamiltona w kategorii „Największe rozczarowanie sezonu”.
Kolejnym moi kandydatem będzie Yuki Tsunoda. Japończyk, który po przejściu do Red Bulla kompletnie się posypał. Z nim też mam jednak pewien problem. Od Yukiego nikt nie oczekiwał cudów i wybitnej formy. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że Japończyk często jeździł zupełnie innym bolidem niż jego zespołowy kolega. Często poprawki otrzymywał dużo później albo w cale, a druga podłoga w nowej specyfikacji leżała sobie u Verstappena w garażu. Max w zasadzie też mu nie pomógł. Różnica między nimi w generalce jest gigantyczna, ale jak wiemy do Holendra mogą się porównywać tylko nieliczni.
Trzecim i najmocniejszym kandydatem jest Franco Colapinto. Do F1 wszedł za Jacka Doohana w szóstym wyścigu sezonu. W zasadzie trzeba powiedzieć wpłynął na fali zachwytu, która utrzymała się po jego jeździe w sezonie 2024. Osobiście uważam, że sezon 2024 w jego wykonaniu również nie był wybitny, poza dwoma wyścigami, w których faktycznie udało mu się błysnąć. Porównałbym go do Nyck’a De Vries’a, tylko że Franco ma prawdopodobnie mocniejsze plecy. Colapinto przez cały sezon 2025 nie pokazał nic. Nie
zdobył także żadnego punktu, a jego zespołowy kolega aż 22. Dodatkowo zamiast zysków raczej przynosił Alpine same starty zważywszy na przytrafiające mu się wypadki. Po głębszej analizie to właśnie Argentyńczyk był tym najmniej wyróżniającym się kierowcą z całej stawki. Nie jestem przekonany czy przedłużenie z nim kontraktu na kolejny sezon to był dobry pomysł.
Tutaj również pasowałoby kilku kierowców. Na szczególną uwagę zasługuje moim zdaniem Carlos Sainz oraz cały zespół Williamsa. Obstawiam, że Hiszpan nie był na początku bardzo zadowolony z tego transferu. W poprzednich sezonach zbudował sobie mocną pozycję w Ferrari i stwarzał zagrożenie dla Leclerca. Jazda dla Ferrari gwarantowała mu walkę o podia, a w Williamsie co najwyżej mógł walczyć o punkty. Pierwsza połowa sezonu była przeciętna i był zdecydowanie za Albonem. W drugiej połowie coś drgnęło i Carlos zakończył sezon z dwoma podiami w wyścigach głównych i jednym sprincie. Nie chcę mu umniejszać, ale nie zrobiłby tego bez dobrego bolidu. Williams w końcu wstaje z kolan. Po fatalnych latach 2019 – 2024 w których zespół zdobył łącznie 77 punktów, James Volwes powoli wprowadza Williamsa do jego naturalnego środowiska. Dla porównania tylko w tym sezonie zdobyli 137 punktów, o 60 więcej niż przez ostanie 6 sezonów. Zajmując 5 miejsce w klasyfikacji generalnej konstruktorów śmiało można ich nazwać najlepszym zespołem środka stawki.
A tych w tym sezonie było sporo. Dla mnie wybór jest prosty i będzie nim Iscak Hadjar kierowca Racing Bulls. 12 miejsce w generalce i co najważniejsze przed bardziej doświadczonym kolegą z zespołu Liamem Lawsonem. Jedyny gorszy moment jaki miał Francuz to początek sezonu i odpadnięcie z wyścigu w Australii jeszcze przed jego startem. Wrócił silniejszy, a do tego sensacyjnie zdobywając podium w wyścigu na torze Zandvoort. Za rok czeka go kompletnie nowe wyzwanie. Francuz zastąpi Yukiego Tsunodę w red Bullu i będzie miał okazję zaprezentować swoje umiejętności u boku Maxa Verstappena. Miejmy nadzieję, że ten „przeklęty” drugi fotel w stajni Czerwonych Byków go nie przytłoczy.
Tuż za Hadjarem postawiłbym Ollego Bearmana. Druga połowa sezonu zdecydowanie na plus, szczególnie występ w Meksyku, gdy sprawiał on ogromne problemy Maxowi Verstappenowi. Ponadto Bearman wyprzedził w generalce zespołowego kolegę, Estebana Ocona. Nie dziwne więc, że w jednym z momentów tego sezonu pojawiła się plotka, jakoby miał być szykowany do zastąpienia Hamiltona w Ferrari.
Nie, nie będzie to Abu Dhabi mimo całej otoczki walki o Mistrzostwo Świata. W tym roku zdecydowanie najwięcej emocji przyniosło nam deszczowe Silverstone. Był to wyścig, który
dla fana Formuły 1 miał wszystko. Zmienne warunki, które wymuszały na zespołach strategiczne szachy, kontrowersyjne decyzje oraz co najważniejsze niespodziewane rezultaty. To właśnie na Silverstone Nico Hulkenberg zdobył swoje pierwsze podium w karierze. Czekał na nie „zaledwie” 239 wyścigów. Było to również ostatnie podium, które będziemy mogli przypisać do bolidu stajni Sauber. Od nowego sezonu jej miejsce zajmie Fabryczny zespół Audi.
Podsumowując, w pamięć zapadnie szczególnie druga połowa sezonu 2025 i szaleńcza pogoń Maxa Verstappena za teoretycznie niemożliwym do zdobycia 5 tytułem z rzędu. Zapamiętane zostanie również pierwsze podium weterana F1 – Nico Hulkenberga. Z ciekowością i optymizmem można również patrzyć na przyszłość tej serii wyścigowej. Jest w naprawdę dobrych rękach. Dopiero debiutujący w tym sezonie kierowcy będą mieli jeszcze sporo okazji, żeby zaskoczyć fanów motorsportu. Za nieco ponad miesiąc F1 wraca z bolidami w nowej specyfikacji technicznej.
Kajetan Baranowski
Expert F1