Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Alphabet - 1

Podsumowanie Grand Prix Mexico City

Za nami Mexico City Grand Prix, wyścig, który zawsze gwarantuje dużo chaosu, różnych rozwiązań strategicznych i przede wszystkim zaciętą rywalizację na torze. Walka o Mistrzostwo nadal trwa i jest coraz bardziej zacięta. Cały czas także trwają poszukiwania formy Oscara Piastreigo, która po raz ostatni była widziana w Holandii w okolicach toru Zandvoort. Oscar i jego fani bardzo się o nią martwią i wręcz pragną zobaczyć ją ponownie. 

Zaczniemy jednak od pierwszej sesji treningowej. Sporo kibiców po odpaleniu telewizora mogło się zdziwić. Na ekranie pojawiło się sporo mało znanych nazwisk należących do kierowców z niższych serii i akademii poszczególnych zespołów. Wszystko to za sprawą przepisów, które zobowiązują zespoły do udostepnienia bolidu kierowcą, którzy nie przejechali więcej niż dwóch wyścigów w F1. Nie będziemy się teraz zajmować wszystkimi dziewięcioma juniorami, którzy wystąpili w pierwszym treningu. Był tam jednak jeden, na którego warto zwrócić uwagę. To Arvid Lindblad. Kierowca akademii Red Bulla, który mocno łączony jest z Formułą 1. W przyszłym sezonie możemy się spodziewać, że dostanie fotel w zespole Racing Bulls. W Meksyku Lindblad zastąpił Maxa Verstappena, co oznaczało, że bezpośrednio zmierzył się z Yukim Tsunodą. Japończyk nadal jest w nieciekawej pozycji, jeśli chodzi o przyszły sezon. Red Bull nie jest z niego zadowolony i wszystko wskazuje na to, że nie zobaczymy go w bolidzie w przyszłym sezonie. Nie oznacza to jednak, że całkowicie pożegna się z padokiem. Od przyszłego roku Aston Martin zmienia dostawcę jednostki napędowej z Mercedesa na Hondę. Od dłuższego czasu mówi się o tym, że japoński producent chciałby mieć „swojego człowieka” chociażby w roli kierowcy rezerwowego. Wracamy jednak do sedna sprawy. Yuki w tej sesji nie uratowałby swojej pozycji w Red Bullu, ale mógł chociaż jej nie pogarszać. Arvid Lindblad, który nie posiada dużego doświadczenia w F1 pojechał od niego o 0,1 sekundy szybciej. Dla przypomnienia Tsunoda jedzie swój piąty sezon w Formule 1. W obronie Japończyka stanął Sergio Perez – były kierowca Red Bulla, który powiedział, że doskonale wie jak trudny jest to samochód do prowadzenia i rozumie przez co Tsunoda aktualnie przechodzi. Niestety Red Bull nie jest tak wyrozumiały … .

 

 

Cały czas zostajemy w zespole Red Bulla. Tam oprócz nowej twarzy zaprezentowano wcześniej zapowiadane poprawki. Laurent Mekies (szef zespołu) zaznaczył, że są one kluczowe do usprawnienia komunikacji na linii tor – fabryka. W tym sezonie nie zawsze to co wychodziło z fabryki i było testowane w tunelu aerodynamicznym dawało efekty na torze. Tu miało być inaczej. Max niestety nie wyglądał na szczęśliwego ani po treningach, ani po kwalifikacjach. O tym jeszcze za chwilę, bo jest przecież drugi aspekt wprowadzania poprawek. Red Bullu musi być świadomy, że zarówno środki jak i czas na rozwój

tegorocznego bolidu już do nich nie wrócą. To stawia pod znakiem zapytania formę w kolejnym sezonie, gdzie będą musieli przygotować bolid zgodnie z nowymi regulacjami technicznymi.

Dwa słowa komentarza o budżetach, które w F1 mają limity. Środku, którą zespoły mogą wydać w sezonie są ściśle określona. Z padoku dochodzą plotki o 3 teamach, u których wykazano nieprawidłowości z tym związane. Pierwszym zespołem jest Aston Martin. W tym wypadku nie chodzi o przekroczenie limitu budżetowego, a o problemy z dokumentacją. Ta nie została złożona w terminie. Prawdopodobnie w tym przypadku obejdzie się bez kary. Dwoma pozostałymi zespołami są Mercedes oraz McLaren. Zespoły te miały „znacząco” przekroczyć limit budżetowy za sezon 2024. Miejmy nadzieję, że sytuacja szybko się wyjaśni i poznamy szczegóły ewentualnych konsekwencji.

Czas na podsumowanie kwalifikacji. Całą sesje zdominował niedościgniony Lando Norris. Nawet Oscar Piastri, który przecież jeździ tym samym bolidem nie mógł się do niego zbliżyć. Błysnęły za to dwa Ferrari, Charles Leclerc dojechał na drugim miejscu, a Lewis Hamilton na 3. Max Verstappen zakwalifikował się dopiero na 5 miejscu, co potencjalnie mocno utrudniło mu pogoń w klasyfikacji generalnej. Jeszcze gorzej zaprezentował się wcześniej wspomniany Piastri. Prawie 0,6 straty do zespołowego kolegi i 7 pozycja startowa. Co ciekawe Oscar zdawał się być zaskoczony tak słabym wynikiem. Po kwalifikacjach mówił, że balans w samochodzie był dobry, a on sam nie popełnił żadnych błędów. „Tylko” brakowało tempa. Australijczyk przez najbliższe dwa tygodnie będzie musiał znaleźć odpowiedź na pytanie czemu go brakowało. Po starcie w Meksyku sytuacja w generalce mocno się zacieśniła. Oscar nie może sobie pozwolić na kolejne tak słabe występy, a Lando jest w szczytowej formie i nie zamierza ułatwiać sprawy.

Skoro jesteśmy przy Brytyjczyku to należy go pochwalić za bardzo dobry start. Jak wiemy nie jest to jego najmocniejsza strona. Tym razem wytrzymał, nie zawahał się i nie zaspał. Pewnie ruszył przed dwoma kierowcami Ferrari i utrzymał pozycję po długim dojeździe do zakrętu nr 1. Za nim nie było już tak spokojnie. Verstappen próbował od zewnętrznej wcisnąć się przed dwa Ferrari, a Leclerc starał się obronić swoją pozycję przed Lewisem Hamiltonem. Obaj wylądowali poza torem ścinając całą sekwencję od zakrętu nr 1 do zakrętu nr 3. Trzecim kierowcą, który musiał uciekać na pobocze był George Russel. Był także kierowcą, który najwięcej narzekał, że Ci z przodu powinni oddać pozycję. Patrząc na inne komentarze Russela nasuwa się oczywisty wniosek, że to po prostu nie był jego dzień, ale do tego jeszcze wrócimy. Po starcie Verstappen awansował o jedną pozycję i walczył z Hamiltonem o trzecie miejsce. To zawsze są burzliwe starcia i tak było tym razem. W zakręcie nr 1 doszło do kontaktu po ryzykownym manewrze Maxa. Chwile później w zakręcie nr 3 Lewis Hamilton próbował się odgryźć, ale przestrzelił. Ściął zakręt, ale pozycji nie oddał. Tym samym

marzenie o pierwszym podium dla Ferrari odeszły w niepamięć, Lewis dostał 10 sekund kary za wyjazd poza tor i zdobycie przewagi nad drugim bolidem. Co do walki koło w koło między Maxem, a Lewisem to sam byłem zdziwiony, że sędziowie nie wlepili kary Holendrowi. Widać, że w tym roku pozwalają kierowcom na dużo bardziej agresywne zagrywki. Póki nie sypią się części, to jest to jak najbardziej na plus dla całego widowiska i zachęca kierowców do podejmowania ryzyka, jednocześnie utrzymując wszystko w granicach przyzwoitości.

Wracając do akcji na torze, na całym zamieszaniu skorzystał kierowca Haasa Ollie Bearman, który szybko znalazł się przed Maxem Verstappenem. Po odbyciu kary przez Hamiltona wskoczył do top 3. Widać było, że zarówno kierowca jak i jego bolid dobrze czują się w tych specyficznych warunkach (tor jest położony ponad 2200 metrów n.p.m.). Ollie był w stanie utrzymać za sobą Maxa Verstappena w red Bullu, a w późniejszym etapie wyścigu Oscara Piastriego w McLarenie. Moim zdaniem była szansa na podium, które byłoby pierwszym w karierze Brytyjczyka jak i pierwszym Haasa jako zespołu w F1. Podjęli jednak decyzję o przejechaniu tego wyścigu na dwa pit stopy. Podobną decyzję podjęli w Mercedesie oraz w garażu Oscara Piastriego. W McLarenie stawiali na podcięcie Mercedesa i zmyłkę strategiczną. Wyszło na to, że wszyscy się pomylili, a Oscar zjechał do alei serwisowej razem z Antonellim. Mercedes nie popisał się pit stopem i tym sposobem Australijczyk zyskał pozycję.

Całe to strategiczne zamieszanie bardzo pomogło Verstappenowi, który po pierwszej fali zjazdów do alei serwisowej wylądował na 8 miejscu. Red Bull postawił na jeden pit stop i był to strzał w dziesiątkę. Max bardzo dobrze zarządzał tempem oraz oponami. Utrzymywał przewagę nad Haasem w granicach 13/14 sekund, a co najważniejsze szybko zbliżał się do Leclerc’a jadącego na drugiej pozycji. Na dwa okrążenia przed koniec Max był w zasięgu DRS, podobnie jak Oscar Piastrii za Bearman’em. Przeszkodził im wywołany przez Carlosa Sainza wirtualny samochód bezpieczeństwa. Po jego zakończeniu nie było już mowy o próbie wyprzedzania. Moim zdaniem neutralizacja nie była konieczna. Sainz zaparkował swój bolid w drodze ucieczkowej za barierkami w najwolniejszej sekcji toru. Nie było ryzyka, a przede wszystkim nie było nic na torze. Ten samochód bezpieczeństwa pozbawił dwóch kierowców walczących o tytuł cennych punktów. Verstappen miałby 3 więcej, a Piastri nadal prowadziłby w generalce. W efekcie top 3 wyglądało następująco: 1. Norris, 2. Leclerc, 3. Verstappen. 4 dojechał Ollie Bearman notując życiowy występ i wyrównując najlepsze osiągnięcia Haasa. Wirtualny samochód bezpieczeństwa dużo bardziej by się przydał na początku wyścigu, kiedy to Liam Lawson o mały włos nie potrąciłby dwóch porządkowych czyszczących tor.

Zanim przejdziemy do klasyfikacji generalnej wróćmy do Russela i jego wybuchowości. Przed zjazdem na drugi pit stop bardzo dosadnie dawał znać zespołowi, że jest szybszy

niż Antonelli i poradzi sobie w wyprzedzeniem Haasa. Nie przebierał także w słowach opisując jak bardzo blisko za nim jest Oscar … . George stracił chłodną głowę, a na końcu i tak musiał przyznać rację zespołowi – Antonelli odzyskał swoją pozycję po tym jak wcześniej ryzykownie musiał go przepuścić. Drugim wielkim „obrażonym” był Fernando Alonso. Tuż po tym jak został poproszony o przepuszczenie Strolla Hiszpan zjechał do alei serwisowej bez żadnej sygnalizacji. Zaparkował bolid przed garażem i wycofał się z wyścigu. Ahhh te wielkie ego kierowców wyścigowych … .

Na sam koniec przechodzimy do klasyfikacji generalnej Mistrzostw Świata Kierowców. Lando Norris dzięki bezbłędnej jeździe podczas całego weekendu wyścigowego wraca na prowadzenie po raz pierwszy od Grand Prix Arabii Saudyjskiej. Ma 1 punkt przewagi nad zespołowym kolegą. 3 jest Max Verstappen, który mimo braku zwycięstwa delikatnie nadrobił różnicę do lidera. Obecnie traci 36 punktów do Lando Norrisa i będzie potrzebował się wspiąć na wyżyny swoich umiejętności jednocześnie licząc, na wpadkę McLarena. Taka oczywiście może się zdarzyć, jeśli tylko Oscar Piastri znowu zacznie być zagrożeniem dla Lando Norrisa i rzuci mu rękawice w kolejnych wyścigach.

Za dwa tygodnie weekend sprinterski podczas Grand Prix Sao Paulo. Tor, który dobrze kojarzy się Red Bullowi i Maxowi Verstappenowi, a trochę gorzej kibicom Lando Norrisa. Mam nadzieję, że to dopiero początek zaciętej walki o Mistrzostwo Świata.

Kajetan Baranowski
Expert F1