
Wyścig na torze Interlagos już za nami, a szkoda. Wyścig na torze, który często był tym, który decydował kto zostanie mistrzem świata, a kto będzie musiał obejść się smakiem. Tak było i tym razem. Zapraszam na podsumowanie Grand Prix Sao Paulo.
Już od samego początku, nic nie układało się po myśli Red Bulla. Poprawki, które przywieźli na Grand Prix Meksyku nie przynosiły zamierzonych efektów. Jedynym czynnikiem, który ich ratował był Max Verstappen. Po bardzo słabej sesji treningowej przyszła pora na kwalifikacje do sprintu. Holender musiał być perfekcyjny, aby zachować szanse na walkę o tytuł mistrzowski. Bez skutku. Sesję kwalifikacyjną zakończył dopiero na szóstym miejscu, a najgorsze i tak miało dopiero nadejść. Bezbłędny po raz kolejny okazał się Lando Norris. Bez większego zagrożenia ze strony swojego zespołowego kolegi sięgnął po pierwsze pole startowe. Drugi rząd uzupełnił Kimi Antonelli, który do złudzenia zaczyna przypominać Sergio Pereza za czasów Red Bulla. Meksykanin „zyskał” wtedy u kibiców pseudonim „Europerez”, który odnosił się do jego fatalnych występów na Starym Kontynencie. Z Kimim jest ten sam problem, a najgorsze jest to, że nikt nie wie z czego on wynika. W Europie Włoch nie osiąga spektakularnych wyników, ale kiedy tylko z niej wyjdzie to nagle kibic Formuły 1 jest w stanie dostrzec „to coś”, które zobaczył w nim Toto Wolff.
Po więcej treści związanych z F1 zapraszam na kanał Formuła na Dwóch
https://www.youtube.com/@formulanadwoch | poodsumowanie Grand Prix Sao Paulo: https://youtu.be/eGGpWfLL5qk?si=HHcABg4etlv4HCbQ
Instagram: @formula_na_2
Przechodzimy sprintu. 24 okrążenia i różne cele dla różnych kierowców. Norris miał po prostu dowieźć maksymalną zdobycz punktową, Verstappen postarać się awansować o kilka pozycji i zminimalizować straty, a Oscar Piastrii zapewne chciał przynajmniej dowieźć P2. Yuki Tsunoda z kolei miał zbierać dane o tym jak zachowuje się bolid. Japończyk startował z ostatniej pozycji więc naturalnym wyborem było potraktowanie sprintu jako kolejnej sesji testowej. Komu wyszło? Zdecydowanie Lando Norrisowi. Brytyjczyk zaliczył bardzo dobry start, a potem kontrolował tempo i odjeżdżał swoim rywalom. Miał również trochę szczęścia. Miękkie opony, na których wystartował zużywały się znacznie szybciej niż założył to McLaren. Jadący za nim Antonelli nie miał jednak wystarczającej ilości okrążeń, aby podjąć próbę wyprzedzania. Myślę, że Max również zrealizował plan minimum. Awans o dwie pozycje to było maksimum, które był w stanie wyciągnąć z tak niestabilnego bolidu. Nie popisał się za to Oscar Piastri. Australijczyk na siódmym okrążeniu mocno zaatakował tarkę na wyjściu z zakrętu nr. 3. Podniósł stojącą w nim wodę i nie był w stanie utrzymać bolidu w torze. Los Oscara podzielił także Nico Hulkenberg i Franco Colapinto, który dopiero co podpisał nowy kontrakt z Alpine. Piastri stracił w ten sposób kolejne 8 punktów do Norrisa w klasyfikacji generalnej. Nie jestem w stanie stwierdzić co dzieje się z Oscarem. Od Grand Prix Holandii jest z nim coraz gorzej. Wtedy miał ponad 30 punktów przewagi nad
Brytyjczykiem i mówiono o tym, że jedzie po tytuł. Na tamtą chwilę taka prognoza wydawała się być realistyczna. Oscar był pewny siebie i do bólu powtarzalny. Od tamtego momentu ciągnie się za nim seria niepowodzeń – cały weekend w Azerbejdżanie, wypadek z Norrisem w USA, koszmarne tempo w Meksyku i teraz kraksa w sprincie. Jak już jesteśmy przy kraksach, to bardzo groźny wypadek zaliczył pod koniec sprintu Gabriel Bortoleto. DRS w samochodzie Brazylijczyka był cały czas otwarty, nawet w momencie, w którym składał się w zakręt nr. 1. Skutkowało to dwoma mocnymi uderzeniami w ścianę, pierwszym o sile 34 G, drugim 57 G. Na szczęście Gabriel wyszedł z całego wydarzenie bez szwanku, a mechanicy Saubera stanęli na wysokości zadania i odbudowali bolid w mniej niż 3 godziny. Zabrakło im dosłownie kilku minut i Gabriel byłby w stanie pojechać w kwalifikacjach do wyścigu głównego.
A jak spisał się Yuki Tsunoda i jego nietypowa sesja testowa? Red Bullowi wydawało się, że całkiem nieźle. Przed kwalifikacjami do wyścigu głównego zmienili oni bowiem ustawienia w bolidzie Verstappena. Szukali balansu w drugim sektorze, który okazał się problematyczny w poprzedniej czasówce. Wyczucie samochodu Japończyka zostało szybko zweryfikowane. Max Verstappen po raz pierwszy w swojej karierze (kiedy liczyło się czyste tempo bolidu) nie wyszedł z Q1. Nie należy oczywiście całej winy zwalać tylko na biednego Tsunodę, co prawda jest to dość zabawna sytuacja. Kiedy wydawało się, że pozycja Yukiego w Red Bullu nie może być gorsza go trafia się taki smaczek. Widać, że Red Bull cały czas ma problemy z jakością swoich poprawek. W fabryce wszystko wygląda super, a jak bolid wyjeżdża na tor to mamy jedną wielką katastrofę.
Max szybko odpadł więc Lando Norris miał jeden problem z głowy. Brytyjczyk po raz kolejny pokazał się z bardzo dobrej strony. Do wyścigu głównego również startował z Pole Position. Drugi po raz kolejny był Kimi Antonelli, a top 3 domknął Charles Leclerc. Oscar Piastri po raz kolejny rozczarował zajmując dopiero czwarte miejsce. Na pochwałę zasługuje za to trzech „żółtodziobów” – Hadjar, Lawson i Bearman. Kolejne Q3 w ich wykonaniu, a jak wiemy nie są to kierowcy, którzy dysponują najlepszymi maszynami w stawce. Red Bull wraz Maxem zdecydował, że w ich przypadku najbardziej będzie opłacała się zmiana ustawień oraz jednostki napędowej, która może pomóc im w nadchodzących wyścigach. Wiedzieli też, że Interlagos jest dobrym torem na takie zabieg ze względu na łatwość wyprzedzania. Rywale są na limicie więc jeśli zdecydują się na wymianę swoich jednostek napędowych na innych torach to będą ryzykować znacznie więcej.
Przechodzimy do wyścigu głównego. Tam po raz kolejny bezbłędny na starcie okazał się Lando Norris. Nie ma już śladów po jego słabych startach z początku tego sezonu. Wyścig tak szybko jak się zaczął tak szybko musiał zostać zneutralizowany samochodem bezpieczeństwa. Gabriel Bortoleto po raz kolejny wylądował w barierkach, tym razem
walcząc z Fernando Alonso. Po zjeździe samochodu bezpieczeństwa Oscar Piastri w desperacki sposób próbował wyprzedzić Kimiego Antonellego oraz Charles’a Leclerc’a. Mocno opóźnił hamowanie do zakrętu nr. 1, zblokował koła tym samym tracąc panowanie nad bolidem. Nie zdołał uniknąć kontaktu z Mercedesem, a ten jak domino uderzył w Ferrari Leclerc’a, który był największym przegranym tego starcia. Bolid uszkodzeniom, a Monakijczyk musiał wycofać się z wyścigu. Oscar otrzymał za swoją brawurę 10 sekund kary, które miał odbyć podczas zmiany opon. Po wyścigu powstała zagorzała dyskusja czy kara była słuszna. Moim zdaniem jak najbardziej. Oscar był mocno za Antonellim, to po prostu nie był jego zakręt. Na niekorzyść Australijczyka świadczył też fakt o zblokowanych kołach w jego bolidzie. W takim momencie kierowca nie jest w stanie już nic zrobić. Jedzie tam, gdzie zabierze go własne auto. Oscar po raz kolejny strzelił sobie w kolano i dał Norrisowi gigantyczną przewagę.
Mimo świetnego występu to jednak nie Lando był głównym bohaterem tego wyścigu. Nie był to również Kimi Antonelli, który ukończył Grand Prix na drugim miejscu. Jeśli coś wydaje się niemożliwe do osiągnięcia do w stawce mamy jednego kierowcę, który udowodni, że jednak się da. Max Verstappen po starcie z alei serwisowej, przebitej oponie na 12 okrążeniu, 3 pit stopach dojechał na trzecim miejscu. Mało tego, do ostatniego okrążenia walczył z Kimim o drugą pozycję. W przypadku Holendra i Red Bulla mam jednak zastrzeżenia co do strategii. Max miał jeden przejazd na oponach twardych, które musiał zmienić po przebiciu. Później miał dwa stinty na oponach pośrednich i jeden na softach. Wydaje mi się, że gdyby został na oponach pośrednich i zrezygnował z ostatniego pit stopu to mógł Grand Prix Sao Paulo nawet wygrać. Miał tylko o 7 okrążeń starsze opony od Norrisa. Lando swój drugi przejazd jechał na oponach używanych. Miał on wtedy do Maxa około ośmiu sekund straty. Red Bull bał się jednak o nadmierne zużycie opon w bolidzie Holendra, ale dla porównania Liam Lawson na swoich przejechał 52 okrążenia. Wiadomo, gdybać zawsze można, ale moim zdaniem była to decyzja warta ryzyka. Max dysponował naprawdę dobrym tempem i nie jest powiedziane, że nie poradziłby sobie z Norrisem. Niemniej jednak wyczyn Holendra i tak był niesamowity.
Podsumowując wyścig wygrał Lando Norris, za nim był Kimi Antonelli, a na trzecim miejscu dojechał Max Verstappen. W klasyfikacji generalnej konstruktorów Mercedes umocnił się na drugim miejscu, a dzięki pechowi Ferrari i świetnej jeździe Verstappena Red Bull wskoczył na trzecią pozycję. W klasyfikacji generalnej kierowców Lando Norris powiększa swoje prowadzenie. Po Meksyku Norrisa i Piastriego dzielił jeden punkt. Teraz Australijczyk traci aż 24. Verstappen do Norrisa traci 49 punktów. Z takimi różnicami coraz bardziej wątpię w
równą walkę o tytuł do ostatniego wyścigu, matematyka jednak cały czas na to pozwala i należy być czujnym.
Za dwa tygodnie przeniesiemy się do miasta grzechu – Las Vegas. Jeśli Oscar Piastri chce nadal myśleć o zdobyciu mistrzostwa to musi znaleźć swoje tempo. W innym wypadku zgodnie z innym powiedzeniem jego marzenia zostaną w Vegas i już z niego nie wyjadą… Max i Red Bull przez te dwa tygodnie powinni skupić się zrozumieniu swojego bolidu i poprawek, które do niego wprowadzają. Cały czas do zgarnięcia mają vice mistrzostwo wśród konstruktorów, a co za tym idzie dodatkowe środki liczone w milionach.
Kajetan Baranowski
Expert F1