Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
FleetDerby 2026

Podsumowanie Grand Prix Las Vegas

Jesteśmy już po Grand Prix Las Vegas. Vegas, czyli miasto świateł, przepychu i nieustającej zabawy. Znane także jako miasto grzechu, ale tym razem grzechy nie zostały odpuszczone.

McLaren przedobrzył z ustawieniami, Red Bull przeżywa kolejne odrodzenie w tym sezonie, Kimi Antonelli pnie się w górę, a Ferrari kompletnie odebrało Lewisowi Hamiltonowi chęci do dalszego ścigania. Zapraszam na podsumowanie Grand Prix Las Vegas.

Zaczniemy od kwalifikacji, które wbrew prognozie pogody odbywały się w deszczowych warunkach. Była to pierwsza od dawna okazja, aby na bolidach Formuły 1 znowu zobaczyć opony deszczowe, a nie tylko pośrednie jak to zwykle bywa w takich przypadkach. Kierowcom nie pomagała także temperatura. Las Vegas położone jest na środku pustyni Mojave. Temperatury podczas nocnych sesji rzadko kiedy przekraczały 8 stopni na plusie. Warto też dodać, że kwalifikacje na mokrym torze stanowią zupełnie inne wyzwanie dla kierowcy niż te rozgrywane „na suchym”. Zamiast klasycznej sekwencji – okrążenie pomiarowe – okrążenie schładzające, kierowcy cały czas mogą śrubować czasy bez obawy o zużycie opon. W tym wypadku rośnie jednak ryzyko błędu, a ten na torze ulicznym kończy się w barierach. Ważne jest także stworzenie sobie przestrzeni na torze. Jak mówił Max Verstappen, odpowiednią widoczność był sobie w stanie zapewnić dopiero wtedy, gdy jego rywal był przynajmniej 8 sekund przed nim. Każdemu kierowcy powinno zależeć także na tym by jak najpóźniej rozpocząć swoje ostanie okrążenie pomiarowe ze względu na dużą ewolucje toru.

 

O tym boleśnie przekonał się Lewis Hamilton oraz Ferrari. Brytyjczyk skończył swoje okrążenie pomiarowe na około 2 sekundy przed zakończeniem sesji. Oznaczało to, że mógł on rozpocząć jeszcze jedno, które prawdopodobnie dałoby mu awans do Q2. Zabrakło jednak dobrej komunikacji z inżynierem wyścigowym, który nie poinformował Lewisa, że ten ma jeszcze jedną szansę. Hamilton prawdopodobnie został zmylony faktem, że linia start meta znajduje się w innym miejscu niż ta „odpowiedzialna” za okrążenia pomiarowe. W ten sposób ukończył on kwalifikacje na ostatnim, 20 miejscu. Po zakończonej sesji mówił, że ten sezon jest dla niego strasznie męczący i nawet nie czeka na kolejny. Czyżby Lewis przymierzał się do końca kariery? Frustracja rośnie, a wyników brak. Do tego jeszcze dochodzą komentarze przedstawiciela Ferrari Johna Elkann, który uważa, że jego kierowcy myślą za dużo o sobie, a nie o zespole. Na miejscu Lewisa też miałbym dosyć takiej atmosfery. John Elkann powinien mieć świadomość, że Lewis ma na koncie więcej tytułów Mistrza Świata niż Ferrari przez ostatnie 15 lat więc należałoby okazać mu więcej szacunku. Jeśli chciał porozmawiać ze swoimi kierowcami to w cztery oczy, a nie przez media.

Sytuacją w Ferrari nie przejmuje się za to ich były kierowca, Carlos Sainz. Hiszpan powiedział, że cieszy się, że ze spokojem może się temu po prostu przyglądać. Sainz miał po kwalifikacjach jeszcze jeden powód do radości. Zaliczył on kolejny świetny występ, kończąc czasówkę na trzecim miejscu. Od przerwy letniej układ sił wewnątrz Williamsa się zmienił. Tak jak w pierwszej połowie sezonu to Albon był tym mocniejszym ogniwem, tak teraz Carlos Sainz zdobył więcej pewności w bolidzie. Williams po takich występach pewnie zmierza po 5 miejsce wśród konstruktorów. Widać, że cały zespół ożył i w końcu wyszedł z dołka.

Kwalifikacje zakończyły się zwycięstwem Lando Norrisa. Brytyjczyk po raz kolejny zanotował bezbłędną sesje i wyprzedził Maxa Verstappena o 0,3 sekundy. To był jednak koniec pozytywów tego weekendu dla Lando Norrisa. A jeśli chodzi o Oscara Piastreigo, to jak nie było formy tak nie ma. Australijczyk nie był w stanie zagrozić kierowcom z top 3.

Przechodzimy do wyścigu głównego, tam na starcie w roli głównej znowu Lando Norris. Ostatnio ciężko było coś zarzucić Brytyjczykowi, jeśli chodzi o ten aspekt. Tutaj przedobrzył. Czas reakcji miał dobry, pomysł na papierze również. Chciał przyblokować Verstappena gwałtownie spychając go na bariery. Niestety przestrzelił hamowanie i wyjechał poza tor. W ten sposób z pierwszej pozycji szybko spadł na 3, za George’a Russela. Idealnie całe to wydarzenie skomentował David Coulthard – Lando chciał zagrać w grę Maxa Verstappena, ale nie zna jej zasad.

Na starcie dużo się działo również z tyłu. Gabriel Bortoleto drugi weekend wyścigowy z rzędu miał bliższe spotkanie z Astonem Martinem. Tym razem ofiarą Brazylijczyka padł Lance Stroll. Na całym zamieszaniu zyskał za to Lewis Hamilton, który po pierwszym zakręcie z 20 pozycji awansował na 13.

Dalsza część wyścigu była kontrolowana przez Maxa Verstappena. Holender wytrzymał początkowy napór Russela, a potem spokojnie realizował swoje cele na ten wyścig. Zbudował sobie bezpieczną przewagę, która także zapewniła mu bezpieczny pit stop. Po zmianie opon Max miał za sobą Lando Norrisa, który dostał polecenie od swojego inżyniera wyścigowego, aby dopaść Maxa. Verstappen absolutnie nic sobie z tego nie zrobił i nadal powiększał przewagę nad Brytyjczykiem. Przy okazji co chwila przebijając czas najszybszego okrążenia wyścigu. Na sam koniec wyścigu przewaga Maxa wynosiła ponad 20 sekund, po tym jak Lando Norris zwolnił na dwóch ostatnich okrążeniach. Podobno chodziło o oszczędzanie paliwa, ale bardzo szybko została dopisana do tego jeszcze jedna teoria, ale o tym za chwilę.

Zanim przejdziemy do wydarzeń „powyścigowych”, które moim zdaniem były ciekawsze niż sam wyścig, warto pochwalić jeszcze Kimiego Antonellego. Włoch po starcie z 17 pozycji, ryzykownej strategii i jeszcze karze 5 sekund za minimalny false start ukończył wyścig na

podium. Kimi rozpoczął swój wyścig na oponach miękkich, które zmienił już na trzecim okrążeniu na hardy. Na tym twardym komplecie przejechał aż 47 okrążeń, a największej magii dokonał na ostatnich dwóch okrążeniach. Musiał ukończyć wyścig 5 sekund przed Charlesem Leclerc’iem by na tamten moment ukończyć wyścig w top 5. Przewaga na początku wynosiła około sekundy, ale Włoch wycisnął coś ekstra ze swojego bolidu i obronił pozycję o zaledwie 0,1 sekundy.

Na koniec to co najważniejsze. Już po dekoracji, przejeździe na podium różowym Cadillac’iem z klocków Lego i po wywiadach i przede wszystkim po tym jak odespałem wstanie o 5 rano pojawiła się informacja o możliwej dyskwalifikacji obu kierowców McLarena. Powód? Za mocno starta drewniana deska pod bolidem, o której już w tym sezonie było głośno przy okazji Grand Prix Chin i dyskwalifikacji Ferrari. O ile za mocno? O zaledwie 0,1 – 0,2 milimetra. Dziennikarze Sky Sports porównywali ten margines do grubości dowodu osobistego czy karty płatniczej. Co ciekawe wydarzyło się to tuż po tym jak FIA odkryło w Brazylii, że kilka zespołów podgrzewa tytanowe bloczki, na których mocowana jest owa deska. Tytan pod wypływem ciepła zwiększa swoją objętość, więc to on ma styk z asfaltem a nie podatne na ścieranie się drewno. Pojawiły się pytania, czy to właśnie z tego wynikała ogromna przewaga McLarena w tym sezonie czy to tylko niefortunny zbieg okoliczności? Tego pewnie się nie dowiemy, za to spekulacje i domysły będą tylko rosły. Dzięki tej dyskwalifikacji Max Verstappen zrównał się z Oscarem Piastrim, a do Lando Norrisa traci już tylko 24 punkty.

Teraz wszystko zależy od tego co wydarzy się w Katarze. Jeśli Norris udźwignie presje i ukończy wyścig przed Verstappenem i Piastrim to zdobędzie mistrzostwo już za tydzień. Jeśli podwinie mu się noga to podczas ostatniego wyścigu w sezonie szanse na tytuł może mieć nawet trzech kierowców. Kluczowym elementem całej walki może okazać się zmiana jednostki napędowej w bolidzie Maxa Verstappena podczas Grand Prix Sao Paulo. O wszystkim przekonamy się już za tydzień podczas Grand Prix Kataru. 

Kajetan Baranowski
Expert F1