Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
FleetDerby 2026

Może zdarzy się coś, co mnie samą zaskoczy

Kiedy wysyłasz CV do firmy, gdzie głównym kryterium jest biegła znajomość języka francuskiego nie znając tego języka i dostajesz tę pracę, to nie może być przypadek, tylko przeznaczenie. Rozmawiamy z Agatą Szczech, obecnie ambasadorką Grupy Renault, która po  34 latach pełnej przygód i sukcesów pracy będzie spełniała się gdzie indziej. 

Tomasz Siwiński: Jesteś w Renault Polska do końca roku, czekasz na ten moment?
Agata Szczech: Nie, oj nie (śmiech). Skłamałabym, gdybym powiedziała że tak. Oczywiście są ludzie, którzy takich chwil nie mogą się doczekać, ale ja do nich nie należę. Wiedziałam, że ten moment nastąpi, ale czemu tak szybko (śmiech). Mówiąc poważnie, ten temat zaczęliśmy omawiać i przygotowywać się od początku zeszłego roku, więc nie ma zaskoczenia.

Znasz francuski?
Tak, teraz znam. Co prawda nie mam wykształcenia w tym kierunku, ponieważ jestem po filologii germańskiej.

Stąd moje pytanie, znając niemiecki aplikujesz na stanowisko, na którym zapewne wymagana była znajomość francuskiego?
Biegła znajomość języka francuskiego i to w mowie i piśmie była jednym z głównych kryteriów, a ja wtedy znałam kilka słów, głównie z filmów i piosenek. Swoje CV napisałam po niemiecku i udało się, bo wygrałam konkurs. W życiu nie przypuszczałam, że ta moja szalona decyzja zaważy na całym moim życiu zawodowym.



Plany miałaś zgoła inne, niewiele brakowało, a byśmy nie rozmawiali, chciałaś być chirurgiem plastycznym?
To prawda. Nie wiem, skąd to wiesz, ale to prawda. Całe liceum byłam przekonana że pójdę na medycynę – właśnie na chirurgię plastyczną. Tymczasem po maturze pozazdrościłam mojej mamie, która bardzo biegle posługiwała się językami obcymi; nasz dom rodzinny odwiedzało bardzo wiele osób, obcokrajowców i to było takim bodźcem, aby dobrze poznać języki i móc swobodnie rozmawiać. Zdecydowałam się na filologię germańską. Po studiach pracowałam w firmach niemieckich, początkowo jako tłumacz, w firmie zajmującej się importem czy budującej hotele. Niepodziewanie trafiłam na ogłoszenie z Renault i do dzisiaj nie wiem, co mnie podkusiło, żeby wysłać tam swoje CV. Nigdy wcześniej nie byłam we Francji, nie miałam kontaktu z tą kulturą. Ale poczułam, że za tym ogłoszeniem stoi duży, międzynarodowy koncern; z innymi standardami, szansami rozwoju. Udało się i od tego momentu minęły już 34 lata.

Jak wyglądały początki pracy w Renault – w Polsce w latach 90. Mieliście siedzibę w ciekawym miejscu?
Można powiedzieć, że początkowo siedziby były dwie. Biuro prezesa znajdowało się w apartamencie ówczesnego hotelu Marriott, gdzie na początku pracowałam, a kilka osób pracowało u koncesjonera Janusza Kiljańczyka. Wtedy „w biurze” bywałam rzadko, bo przez jeden dzień planowaliśmy wyjazdy do stacji dilerskich, które chciały otrzymać autoryzację Renault i później ruszaliśmy w Polskę. Ciekawostką jest, że pierwszym samochodem służbowym szefa było Renault 25 Baccara. Samo auto było bardzo komfortowe, ale miało katalizator, a wielkim problemem była dostępność benzyny bezołowiowej. Więc przed każdą podróżą przygotowywałam mapy stacji benzynowych, na których dało się ją kupić i zawsze tankowaliśmy do pełna. Takie to były czasy.

Bez komputera, bez telefonu komórkowego, bez telekonferencji; praca polegała na pokonaniu setek kilometrów po Polsce?
Większość spraw wymagała naszej obecności dlatego, że musieliśmy obejrzeć potencjalne punkty koncesjonerskie, porozmawiać z właścicielami. Telefon mieliśmy stacjonarny, a kiedy nastały komórki, były wielkości walizki. Mieliśmy faxy, telexy i ogromny zapał do pracy. Potem nastał Internet, który wszystko zmienił.

Uprościło to pracę?
Na pewno przyspieszyło i w wielu kwestiach ułatwiło. Poszukiwanie czy wymiana informacji, kontakt z ludźmi, wideokonferencję. Możemy się spotkać z szefostwem i nie wymaga to dalekiej podnóży. Chociaż lockdown pokazał, że nic nie jest w stanie zastąpić bezpośredniego kontaktu między ludźmi.

Czy kobieta w motoryzacji w tamtym czasie to było dodatkowe wyzwanie? Praca w zachodniej firmie na początku lat 90., to z pewnością prestiż i wyróżnienie w oczach znajomych i rodziny?
Jak teraz o tym myślę, to wydaje mi się, że płeć nie grała żadnej roli, natomiast duże znaczenie miała intuicja naszego ówczesnego szefa, który dobierał pracowników według tylko sobie znanego klucza.

Każdy z nas tak naprawdę reprezentował zupełnie inną dziedzinę. Byliśmy w dużym stopniu po filologiach: germańskiej, francuskiej, ale także arabistyce czy geografii. Więc tak naprawdę niezależnie od tego, czy była to kobieta, czy mężczyzna, wszyscy zaczynaliśmy od zera i wspólnie się uczyliśmy. Dla szefa liczył się zapał, zaangażowanie, otwarta głowa i ciągła chęć nauki. Zawsze mi powtarzał: możesz popełnić sto błędów, ale nigdy dwa razy tego samego. Więc od samego początku zarówno ja jak i moi koledzy byliśmy rzuceni na głęboką wodę. Pierwszym trudnym momentem, który kosztował mnie sporo stresu była konieczność poprowadzenia zebrania. Szef wyjechał, wiec musiałam go zastąpić: ja – młoda dziewczyna – i dwunastu panów. Oczywiście strach miał wielkie oczy. Po tych 34 latach mogę powiedzieć, że nigdy nie czułam się gorzej czy niekomfortowo w pracy z tego powodu, że jestem kobietą. Przez cały okres mojej pracy spotykałam się ze wszystkich stron z życzliwością i dużym szacunkiem.

Renault to pracodawca z niewielką rotacją pracowników. Z czego wynika to, że tak dobrze pracuje się w Renault?
Niewątpliwie jest to bardzo atrakcyjny pracodawca i panują tu doskonałe relacje międzyludzkie. Jesteśmy zespołem; i to nie tylko na poziomie krajowym, ale międzynarodowym. Mamy bardzo bezpośrednie relację między sobą, bez względu na piastowane stanowiska. Nikt z nas nie ma obawy powiedzieć tego, co myśli, przyjść z własnymi pomysłami czy wypowiedzieć swojego zdania. To wszystko sprawia, że panuje tu wyjątkowa atmosfera i chce się tutaj pracować. Poza tym Renault to idealne połączenie ludzi doświadczonych i młodych, którzy wnoszą energię, pomysły, nowe spojrzenie na wiele tematów. Obecnie rotacja jest na zdrowym poziomie.

Wspomniałaś, że nie tylko Ty, ale także inne osoby nie były po kierunkowych studiach. Twój przykład to dowód na to, że wszystkiego można nauczyć się w praktyce?
To bardzo trudne pytanie, ponieważ wiedza teoretyczna jest też ważna. Muszę przyznać, że gdybym miała nauczyć się wszystkiego, czego nauczyłam się pracując w Renault, musiałabym skończyć wiele kierunków studiów.

Bo rzeczywiście miałam to szczęście, że szefowie starali się przekazać nam wszelką wiedzę. Poza tym przez to, że byłam włączana w bardzo różne działania, mogłam się wielu rzeczy nauczyć w praktyce. Początkowo, pracując jako asystentka szefa, byłam jego tłumaczem przez dwa lata, więc tłumaczyłam rozmowy handlowe, dotyczące pracy serwisów, czy kwestii marketingowych. Wszystkiego. Siłą rzeczy chłonęłam wiedzę z każdej dziedziny życia firmy.

Potem trafiłam do działu reklamy, gdzie musiałam się nauczyć wszystkiego, co jest związanego z reklamą i marketingiem. Kiedy zaczynaliśmy działalność, została mi powierzona organizacja stoiska na targach samochodowych. W życiu wcześniej tego nie robiłam, a w ciągu roku wzięliśmy udział w pięciu dużych imprezach targowych. Przypominam, że te wydarzenia nie trwały jednego dnia jak obecnie, ale niemal tydzień. Byłam odpowiedzialna za projekt stoiska, jego wybudowanie, wybranie i zarządzanie pracą hostess. Tego uczyłam się na bieżąco, bo nie było nawet kogo zapytać o radę. Niejako „po drodze” nauczyłam się organizacji eventów, CSR-u, PR-u.

Na pewno ważne jest, żeby cały czas się rozwijać. Ja miałam sporo szczęścia, że otaczało mnie dużo dziennikarzy, od których nauczyłam się jak pracuje redakcja, w jaki sposób oni pracują, czego potrzebują, czego nie akceptują. Znając te potrzeby wiedziałam, jak zbudować dział PR. Oprócz tego korzystałam z wielu szkoleń, które oferowała mi firma, zarówno na poziomie centralnym w Paryżu, jak i tutaj lokalnie. Cały czas trzeba mieć otwartą głowę i niesamowitą ciekawość świata.

Powiedziałaś o PR. To wdzięczna ale też trudna działka, bo my dziennikarze bywamy różni. Można sobie pozwolić na tym stanowisku na taki luksus, żeby kogoś lubić bądź nie?
Jeżeli praca jest naszą pasją, to inaczej ją wykonujemy. Oczywiście z jednymi osobami ma się dobry emocjonalny kontakt, z innymi te relacje nie są aż tak bliskie. Jednak ja reprezentuję firmę, nie siebie prywatnie i muszę wykonywać swoją pracę w jak najbardziej rzetelny sposób. Jeżeli ta współpraca odbywa się w miłej atmosferze i wzajemnym szacunku, to jest to tylko wartość dodana. Jest to rzecz, którą bardzo sobie cenię na przestrzeni tych lat.

A czy pamiętasz jakąś sytuację zawodową, która wymagała kryzysowego PR-u?
Na początku lat 90-tych odbył się crash test pierwszego Twingo i wynik był…poniżej oczekiwań. Wówczas reakcje niektórych redakcji były dla nas dosyć bolesne. Byłam wtedy niedoświadczona i mocno przeżyłam to emocjonalnie. Niektórzy radzili, żeby ochłodzić stosunki z redakcjami które były krytyczne, wycofać reklamy. Całe szczęście byli też tacy, którzy powiedzieli, żeby tak nie robić, bo relacje buduje się długofalowo, że PR polega na rzetelnej informacji, a nie obrażaniu się.

Najciekawsza kampania Renault, przy której miałaś okazję pracować?
Zapewne myślimy o tym samym (śmiech). To słynna akcja „kluczyk” – szalony pomysł, który okazał się ogromnym sukcesem. Pamiętam, że szukaliśmy sposobu, żeby zaangażować naszych klientów i trochę inaczej pokazać nasz samochód. Wówczas wchodziło na rynek nowe Twingo i zdecydowaliśmy się, że wyprodukujemy ponad milion kluczyków. Spośród nich trzy pasowały do samochodów, które stały u naszych koncesjonerów. Osoby, którym udało się uruchomić silnik, otrzymywały samochód na własność.

Milion kluczyków? Teraz jest to nie do pomyślenia biorąc pod uwagę chociażby same koszty produkcji.
Koszty, produkcja, logistyka, przygotowanie suplementu do Gazety Wyborczej, której cały nakład został szybko wyprzedany. Zdarzali się też tacy klienci, którzy przychodzili do salonów z torbami kluczyków. Pamiętam, że na dojazdach do salonów ulice były zablokowane. Przez cały weekend nasze stacje odwiedziło półtora miliona osób! Do dzisiaj to niepobity rekord. Nawiązaliśmy wówczas współpracę z Radiem ZET, którego przedstawiciele byli obecni w poszczególnych stacjach koncesjonerskich i na bieżąco relacjonowali przebieg wydarzeń. Pamiętam emocje ludzi po informacji, że pierwszy samochód został uruchomiony. Wtedy jeszcze większa ilość osób ruszyła do salonów.

Było to fantastyczne przeżycie i niezwykle skomplikowana operacja logistyczna. Na przykład kluczyki płynęły do nas ze Skandynawii, wklejaliśmy je na Mazurach, trzymając wszystko w absolutnej tajemnicy. Wklejaliśmy je podczas ferii zimowych, pomagali nam uczniowie z tamtejszych szkół, na co musieliśmy mieć pozwolenie z kuratorium. Było to niesamowicie skomplikowane, ale bardzo satysfakcjonujące. To chyba najciekawszy projekt, który dane mi było zrealizować.



To była inicjatywa polskiego oddziału?
Można powiedzieć, że był to w znacznej części mój pomysł. Bardzo się cieszę, bo słyszałam, że o tej akcji opowiada się na studiach.

Ja wiem, że zawsze się tak mówi, że zmiany na rynku motoryzacyjnym są duże, ale teraz są chyba wyjątkowe. I jak oceniasz ten punkt, w którym teraz jest motoryzacja?
Na pewno jest to ogromny punkt zwrotny. Przez tyle lat pracy przeżyłam wiele zmian w motoryzacji, natomiast wydaje się, że ten moment jest szczególny. W jednym czasie mamy ogromne zmiany geopolityczne, które wpływają na działalność każdego koncernu. Mamy zmiany klimatyczne i idące w ślad za tym zmiany legislacyjne. To z kolei pociąga za sobą konieczność przyspieszonej pracy ośrodków rozwojowo-badawczych, dużo większych nakładów finansowych. Z jednej strony taki nagły postęp ma swoje plusy, bo rozwijane są nowoczesne technologie, chociażby cała sfera infotainment czy napędy alternatywne, a z drugiej przez to samochody stają się droższe.

Jak oceniasz dzisiejszą motoryzację, dokąd ona zmierza? Czy we współczesnej motoryzacji jest miejsce na sentymenty? Miłość do jakiejś marki, czy decyduje tylko cena?

Pierwszy aspekt to historia marki. W mojej ocenie takie dziedzictwo ma duże znaczenie, bo oznacza dojrzałość samych produktów, ale także dojrzałość sieci dilerskiej, obsługi posprzedażnej. Natomiast zmienia się rola samochodu, bo kiedyś auto służyło do tego, żeby pokazać swój status społeczny. Obecnie ma raczej zapewniać mobilność. Dla młodego pokolenia samochód stał się usługą i nie zawsze chcą mieć auto na własność, a niektórzy nawet nie myślą o zrobieniu prawa jazdy. Musimy się z tym oswajać i nadążać za tymi zmianami. Biorąc jako przykład nasz koncern, poza trzema markami motoryzacyjnymi mamy przecież czwartą: Mobilize, skupiającą się na innowacyjnych rozwiązaniach mobilności, w tym usługach carsharingowych.

Kocham projektowanie i pielęgnację ogrodów. Najlepiej odpoczywam w swoim ogrodzie z książką, otoczona pięknymi kwiatami, przy śpiewie kosów, które u mnie zamieszkały. Na kolację przychodzi też zaprzyjaźniony jeż.
Nie wyobrażam sobie życia bez książek – mam ich mnóstwo i czytam codziennie. Moją wielką miłością są koty – mam z nimi doskonały kontakt, uczę je rozumienia ludzkiej mowy, a one są dla mnie najlepszymi psychoterapeutami. Mam w domu dwa cudowne długowłose brytyjczyki.

 



Bezpieczeństwo. Na zawsze nazwisko Agaty Szczech będzie wielu osobom kojarzyło się z tym słowem.
Tak, bezpieczeństwo to temat bliski mojemu sercu. Pamiętam, że na początku mojej pracy pojechałam do Paryża i zabrano nas między innymi do centrum La Villette, gdzie była wystawa Renault poświęcona bezpieczeństwu. Byłam mocno zaskoczona, bo z tematem bezpieczeństwa kojarzyły mi się inne marki, a nie Renault. Pamiętam, że był tam fotelik dziecięcy powiększony do takich rozmiarów, że dorosły czuł się w nim jak dziecko. Dawało to całkowicie inną perspektywę. Byłam pod tak ogromnym wrażeniem, że kiedy wróciłam od razu poszłam do szefa z pytaniem, czemu nie komunikujemy tak fantastycznych rozwiązań, jakie ma nasza marka. Miał do mnie tyle zaufania, że dał mi w tym temacie całkowicie wolną rękę. Właśnie wtedy zorganizowaliśmy pierwsze seminarium bezpieczeństwa ruchu drogowego. Trochę poszaleliśmy, ponieważ zaprosiliśmy dziennikarzy wraz z rodzinami. Zorganizowaliśmy oddzielne warsztaty dla dziennikarzy, oddzielne dla dzieci i rodzin. Udało się ściągnąć z Francji ekspertów od bezpieczeństwa. Naszym głównym celem było przekonanie decydentów do wprowadzenia obowiązku przewożenia dzieci w fotelikach. To się z czasem udało! To seminarium odbyło się tak wielkim echem, że organizowaliśmy je cyklicznie przez kilka lat.

Moim najukochańszym projektem z tej dziedziny jest na pewno program edukacyjny Bezpieczeństwo dla Wszystkich. Był to projekt międzynarodowy wdrażany m.in. we Francji, Hiszpanii, Brazylii, no i oczywiście w Polsce. U nas udało się go rozwinąć na niespotykaną skalę. Nie zakładaliśmy nawet, że przeszkolimy 100 tysięcy dzieci, a tymczasem udało się wyedukować milion! Program został obsypany nagrodami, ale największą radością były przeszkolone dzieciaki i nauczyciele, którzy przejmowali rolę edukatorów. Kolejnym naturalnym krokiem było przystąpienia Renault do Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego. Następnie powołaliśmy do życia Szkołę Bezpiecznej Jazdy Renault, która działa do dzisiaj i to siedem dni w tygodniu. Efektem tych starań są też samochody, w których DNA wpisane jest bezpieczeństwo. Warto podkreślić, że nasze szkolenie też ewoluują, obecnie realizujemy program Human First, czy szkolenia dla Straży Pożarnej z gaszenia pojazdów elektrycznych.

Zapewne wielokrotnie byłaś w Paryżu, czy pamiętasz najciekawszą podróż do tego miasta, czy masz ulubioną historię z nim związaną?
Przyznam szczerze, że na początku Paryż widziałam z perspektywy biura, hotelu, zebrań. Natomiast z czasem zaczęłam poznawać to miasto. Jest jedna śmieszna historia – nie wiem, czy warto się nią chwalić (śmiech). Kiedyś po zebraniach poszliśmy do jednej ze znanych restauracji, blisko Champs Elysees. Mieliśmy wspaniałą kolację, byliśmy w super nastrojach, w międzynarodowym towarzystwie. Byliśmy tak rozbawieni i tak rozgadani, że wyszliśmy z restauracji…nie płacąc. Kelner dogonił nas, kiedy staliśmy na czerwonym świetle i uprzejmie poprosił o uregulowanie rachunku. Inna historia; pierwszy szef bardzo duży nacisk kładł na to, żebyśmy poznali firmę, fabryki, ośrodki rozwojowo-badawcze. Kiedyś rano jechaliśmy do fabryki, szef nagle wstał i kazał zatrzymać autokar. Wysiedliśmy, a on zaprosił nas wszystkich na śniadanie na najlepsze ostrygi w regionie.

Za zaangażowanie w poprawę poziomu bezpieczeństwa na drogach Agata Szczech otrzymała trzy odznaczenia państwowe: • Zasłużony dla Transportu Rzeczypospolitej (2001) • Medal Komisji Edukacji Narodowej (2005) • 
• Srebrny Medal za zasługi dla Policji (2011) •

 



Renault od lat wspiera festiwal w Cannes, a samochody występują jako „bohaterowie” w wielu filmach. Czy masz ulubiony film, w którym występuje Renault?
Wspieramy festiwal w Cannes, ale nie tylko. Na przestrzeni lat nasza marka była obecna na różnych wydarzeniach kulturalnych, nasze auta grały w wielu filmach. Mieliśmy nawet specjalną flotę przygotowywaną do filmów.

Jednym z najzabawniejszym filmów, w którym zagrały nasze modele był film: „Goście, Goście”, mogliśmy tam zobaczyć Renault 4 i Safrane. Kolejnym filmem jest „Żandarm z Saint-Tropez”, gdzie grało Estafette. Byliśmy obecni w filmach z Jamesem Bondem ze słynną pościgową sceną z modelem Renault 1. Product placement realizowaliśmy także w Polsce – nasze auta zagrały w takich filmach jak „Sara”, „Młode Wilki i 1/2”, „Kilerów dwóch” czy „Ja wam pokażę”.

Renault w Polsce było obecne przy najważniejszych wydarzeniach kulturalnych, miało swoich ambasadorów, to także ogromne emocje?
Każda z naszych marek ma swoje DNA i swoje obszary działania. Teraz akurat dla Renault jest wybrany tenis, ale zmieniła się tożsamość marki. Wcześniej byliśmy partnerem wielu wydarzeń artystycznych, filmowych, teatralnych, muzycznych. Bardzo miłe wspomnienia mam związane z Festiwalem Gwiazd w Międzyzdrojach, którego sponsorem byliśmy przez trzy lata. Pamiętam, że jedno otwarcie festiwalu było naprawdę spektakularne, bo prezentowany samochód był innowacyjny – Renault Avantime. Otwarcie festiwalu Gwiazd odbywało się wieczorem na plaży i wówczas na scenie, podwieszony pod helikopterem, wylądował Avantime. Dramaturgii dodała burza, która się nagle rozpętała, ale wszystko się fantastycznie udało i co do milimetra samochód został postawiony na scenie.

Współpraca ze światem kultury i sztuki, z ambasadorami marki, to wspaniałe doświadczenie, dotarcie do określonych grup docelowych, inny sposób zaprezentowania samochodów.

Który region Francji jest Ci najbliższy, Prowansja, Burgundia, Dijon, a może Normandia?
Bardzo miłe wspomnienia mam z Deauville, czyli z Normandii. Super kurort, przyjemny nie tylko w sezonie, ale także z początku roku. U nas jest zimno, a tam dzięki Golfsztromowi bardzo przyjemnie. To naprawdę przecudowna miejscowość. Bardzo lubię południe Francji.

Kocham Cannes, Saint-Tropez. Miałam okazję być też kilkakrotnie na festiwalu filmowym w Cannes – fantastyczne przeżycie. Na jednym z nich do wieczornej gali przygotowywał nas ten sam zespół fryzjerów i makijażystów, który szykował gwiazdy, więc było to przeżycie, którego nigdy nie zapomnę.



Styl i moda Francuzek są podziwiane na całym świecie, jakie jest Twoje postrzeganie, czy faktycznie możemy coś podpatrzeć?
Myślę, że tak. Jeżeli chodzi o modę we Francji, która uchodzi za światową stolicę tej dziedziny, to – oczywiście nie generalizując – Francuzki cechuje duża naturalność i pewna nonszalancja. Odnoszę też wrażenie, że większą wagę przywiązują do zdrowia i pielęgnacji, niż do upiększania. Zdrowa cera, zdrowe włosy tak, ale bez wyrazistego makijażu. To samo można zauważyć jeżeli chodzi o ubrania – pomijając haute couture, styl jest lekki, wygodny, ale jednocześnie elegancki.

Co planujesz zrobić z tak ogromnym doświadczeniem i wiedzą, przekazać dalej, może spisać, a może wykorzystać w nowym projekcie?
To nie jest tak, że siedzę i od rana do wieczora myślę o tym, co będę robiła od 1 stycznia. Chociaż mam parę projektów w głowie. Ja na razie staram się otworzyć na to, co przychodzi, otworzyć umysł, uwolnić swoją energię. Nie stresować się. Być może wykorzystam swoje doświadczenie i wiedzę jako doradca, coach, mentor itd. Zobaczymy. Ale mam też pomysły na kompletnie inne dziedziny, które do tej pory były moim hobby.

Od lat interesuje mnie aranżacja wnętrz. To miało także wpływ na moje życie prywatne. Kiedy tylko kończyłam urządzać dom, to za chwilę szukałam nowego (nawet do remontu). Ale teraz znalazłam już swoje miejsce na Ziemi i nie planuję zmian. Kocham projektowanie i pielęgnację ogrodów. Najlepiej odpoczywam w swoim ogrodzie z książką, otoczona pięknymi kwiatami, przy śpiewie kosów, które u mnie zamieszkały. Na kolację przychodzi też zaprzyjaźniony jeż.

Nie wyobrażam sobie życia bez książek – mam ich mnóstwo i czytam codziennie. Moją wielką miłością są koty – mam z nimi doskonały kontakt, uczę je rozumienia ludzkiej mowy, a one są dla mnie najlepszymi psychoterapeutami. Mam w domu dwa cudowne długowłose brytyjczyki.

Zobaczymy jakie plany przyniesie życie, może tak jak 34 lata wcześniej zdarzy się coś kompletnie nieoczywistego.