Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
FleetDerby 2026

Wreszcie pierwszy nieSUV

Kia EV4

Kia nie mogła się zdecydować i w najpopularniejszym segmencie kompaktowych elektryków zamiast jednego stworzyła od razu dwa aut. Obie odmiany EV4 do słupka B, są identyczne. Czy brawurowo narysowany hatchack i jeszcze odważniejszy fastback podbiją serca europejskich kierowców?

Kii wystarczy, by zrobił to ten pierwszy. Spece od planowania wymyślili bowiem, że elektryczne EV4 w wersji hatchback – stworzony z myślą o Europejczykach, właśnie tutaj będzie produkowany. W jedynej fabryce Kii w Europie w Żylinie na Słowacji. To tutaj z resztą od 20 lat powstaje koreańska potęga koncernu. Ponad 3700 pracowników, 600 robotów i pełna automatyzacja. Roczna zdolność produkcyjna to 350 000 samochodów i 540 tys. silników. Nie tylko sprzedawanych w Europie modeli Sportage czy do niedawna Ceed, który odmienił oblicze marki, ale XCeed, także w wersjach hybrydowych i hybrydowych plug-in (25 proc. produkcji). Fabryka bowiem odpowiada za około 11 proc. globalnej produkcji Kii, eksportując samochody do 83 krajów.

Teraz Żylina staje się europejskim centrum samochodów elektrycznych i jedyną fabryką koncernu na Starym Kontynencie, w której na jednej linii buduje się auta spalinowe, hybrydowe i elektryczne. By mogły tutaj powstawać, zainwestowano ponad 100 mln euro. Na razie to jeden model – EV4, ale chodząc po halach produkcyjnych, już mogłem dostrzec elementy kolejnego, trzymanego w wielkiej tajemnicy – EV2. Miejski maluch ma być kolejnym koreańskim hitem. Premiera niebawem.

9:1

EV4 w wersji fasadach z naszego polskiego punktu widzenia to azjatycka fanaberia. Ni to sedan, ni to liftback z przedziwnie narysowanym tyłem. Podoba się, ale w Korei i tam jest też produkowany. Wprost za przewidywaniami koncernu, podążają polskie plany sprzedażowe. 90:10 tak ma się rysować udział obu modeli w miksie sprzedaży. I od razu muszę przyznać, że po pierwszych jazdach EV4 jestem w tej drugiej grupie.

Futurystyczna, odważna, awangardowa. To słowa, które najlepiej opisują nową EV4. Są ostre linie i miękkie kształty, są pionowe reflektory i poziomie listwy. Są wreszcie gładkie powierzchnie i mocne krzywizny. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. W tym wszystkim nie zapomniano jednak o spójnej linii z pozostałymi modelami. Z łatwością zatem można odnaleźć tutaj elementy przypominające większe EV6 i EV9, jak i mniejszą EV3.

Bez wątpienia EV4 budzi kontrowersje. Tym bardziej że auto powstało w dwóch wersjach nadwoziowych hatchabck i fastback. Z technologicznego punktu widzenia jest to jednak jedno i to samo auto z jednym rodzajem napędu, jedną mocą i dwoma pojemnościami baterii do wyboru 58,3 lub 81,4 kWh. Na razie, bo Kia już oficjalnie zapowiedziała odmianę AWD z mocą powyżej 300 KM i wersję GT.

Choć można odnieść wrażenie, że design był w przypadku tego modelu najważniejszy, a styl wygrał z ergonomią, nie zapomniano tutaj o funkcjonalności. W fastbacku linia dachu szybko opada, przez co wsiadanie wymaga nieco ekwilibrystyki. Ale od tego mamy właśnie hatchacka. Podobnie jest z bagażnikiem. Hatchack pomieści 435 litrów a „sedan” to aż 490 litrów, choć na to nie wygląda.

Deska się nie spodobała

Wnętrze i deska rozdzielcza EV4 niezależnie od wersji nadwoziowej jest identyczne. Czytelny podział, znane wyświetlacze (niestety nadal kierownica zasłania ten do sterowania klimatyzacją), ale poprawione niektóre funkcje. Nie ma jedynie „deski do krojenia chleba” w podłokietniku. Jak się dowiedziałem, nie spodobała się klientom i Kia szybko z niej zrezygnowała.

Podłokietnik, a raczej to, co zostało pomiędzy przednimi fotelami trudno z resztą nazwać konsolą centralną, bo w zasadzie nie ma połączenia z deską rozdzielczą. Właśnie dlatego w aucie na pierwszy rzut oka jest aż tak dużo przestrzeni. W praktyce jednak trzeba się do tego przyzwyczaić, bo prawa noga nie ma się o co oprzeć.

Tylny rząd oferuje więcej miejsca, niż można się spodziewać. Wszystko przez długi rozstaw osi wynoszący 2,82 cm i starannie zagospodarowane wnętrza. Ale jest też druga strona medalu: podłoga jest równa a fotel stosunkowo nisko zamontowany, przez co brakuje nieco przestrzeni na stopy. Na szczęście na fotelu kierowcy i pasażera nie ma tego problemu.

 

Pierwszy nieSUV

Pod maską EV4 kryje się pojedynczy silnik elektryczny (napęd na przednie koła) o mocy 204 KM. Z mniejszą baterią auto rozpędza się do 100 km/h w 7,4 sekundy. Jednak znacznie ważniejsze niż parametry jest to, że Kia EV4 to pierwszy elektryczny nie SUV. Po EV9, EV3 i EV6, którą trudno sklasyfikować mamy do czynienia ze zwyczajnym hatchbackiem (lub fastbackiem) z nisko osadzonym nadwoziem, nisko rozłożonym środkiem ciężkości i klasycznym zawieszeniem (z przodu z kolumnami McPhersona, z tyłu – wielowahaczowe). I właśnie to sprawia, że auto na drodze zachowuje się neutralnie i przyjemnie. Trochę już się od tego odzwyczailiśmy, a przecież EV4 ma być elektrycznym odpowiednikiem dobrze znanego i lubianego Ceeda. Nie, wcale go nie zastępuję, bo tę rolę powierzono debiutującej właśnie na naszym rynku Kii K4, ale w świecie elektrycznej motoryzacji to EV4 ma grać w Europie pierwsze skrzypce.

Co z tym ładowaniem?

Bez względu zatem na osiągi EV4 na drodze jedzie przyjemnie. Dzięki równomiernemu rozłożeniu masy auto pokonuje zakręty z gracją, nie angażując znacząco kierowcy. Układ kierowniczy – nawet jeśli z technicznego punktu widzenia składa się z tych samych klocków, co w EV3 – szybciej przekazuje do kół polecenia wydawane kierownicą. Nie ma tutaj jednak mowy o sportowym zacięciu. Nie w tej konfiguracji. Tutaj wszystko obliczone jest na komfort i wygodę. Można nawet odnieść wrażenie, że jak na elektryka EV4 jest dość stłumiona. Nie ma charakterystycznego kopnięcia w plecy, nie ma pisku opon. Być może w odmianie GT się pojawi, bo tam moc ma być znacznie większa.

Wnętrze jest dobrze wyciszone a jazda komfortowa. Komfortowy wydaje się też zasięg, czego nie można powiedzieć o mocy ładowania. To zaskakujące, że Kia, która do tej pory w elektryfikacji wiodła prym i brała udział w wyścigu zbrojeń, teraz robi krok wstecz. EV4 zbudowana jest na platformie E-GMP, ale o architekturze 400 V, nie 800 V, na której powstała choćby EV6 czy EV9. Tutaj moc ładowania DC na poziomie 101 lub 128 w zależności od pojemności baterii ma wystarczać. Jak to tłumaczy się Kia? Czas od 10 do 80 i tak nie przekracza 30 minut, krzywa ładowani jest maksymalnie wypłaszczona, a liczy się trwałość i długowieczność baterii. Właśnie dlatego Kia na elektryki daje tylko albo aż 7 lat gwarancji i 150 tys. km przebiegu.

A co z tym zasięgiem? Ten wydaje się wystarczający. Od 425 do aż 633 w zależności, jaką baterię wybierzemy. Na uwagę zasługuje też zużycie energii, a dokładniej mówiąc niskie zużycie. Podczas pierwszych jazd i krętych dróg nie przekroczyło 17 kWh/100 km, co przekłada się na zasięg ponad 500 km. Bez wątpienia można je jeszcze nieco poprawić, ale to i tak wynik lepszy od średniej, który pozwala nie przejmować się nadto zasięgiem. Paradoksalnie, choć Kia została stworzona do jazdy miejskiej, idealnie sprawdza się także przy wyższych prędkościach, bo naprawdę sporo pracy wsadzono tutaj w aerodynamikę, czego efektem jest niski współczynnik oporu powietrza Cx (0,23 i 0,27).

Naszym zdaniem

Kia EV4 z dużej mierze zbudowana jest z dobrze znanych klocków. Ten sam silnik, te same baterie (do hatchacka przyjeżdżają z wrocławskiej fabryki LG), te samo zawieszenie i układ kierowniczy, wreszcie to samo jak nie podobne wnętrze. I dobrze.
Bez wątpienia EV4 rzuca się w oczy. To samochód, którym trudno będzie ukryć się w tłumie. Największą jego zaletą jest jednak to, że to nie kolejny SUV, a komfortowy i wygodny hatchback, który prowadzi się przyjemnie. I to bez kompromisów w stylu mniejszy bagażnik, gorsze pole widzenia. Zapomnijmy o tym, że SUV-y są wygodniejsze, bo siedzi się w nich wyżej. Pozycja za kierownicą jest tutaj wygodna, a wsiadanie i wysiadanie naturalne. Ot, chciałoby się powiedzieć zwykły samochód. Ale w dzisiejszych czasach to dość niezwykłe i odważne. Niestety odważna jest też cena nowego hatchacka Kii. W czasach silnej presji cenowej i mocnej konkurencji 173 900 w podstawowej wersji Air wydaje się sporo. Fastback jest jeszcze droższy i kosztuje ponad 192 tys. zł, a odmiany GT-Line to już kosmiczne ponad 230 tys.