Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
FED 2026

Rewolucja, czy po prostu kolejny elektryk?

Mercedes Klasy C

Udostępnij

Jest najnowocześniejsza i największa. Robi wszystko lepiej i szybciej. Zdaniem Oli Kalleniusa, szefa koncernu nowa Klasa C jakością wykonania może nawet zawstydzić trzecią generację S klasy (W140). Zatem to rewolucja na kołach. Pytanie tylko, czy tak jest w rzeczywistości, czy to tylko „chciejstwo” Mercedes?

Rewolucji faktycznie nie brakuje. Najbardziej szokująca może być dla wielu wiadomość, że nowy Mercedes Klasy C jest wyłącznie elektryczny. Na razie, choć w sumie to do końca nie wiadomo. Podczas prezentacji dość mgliście odpowiedziano mi na pytanie o napęd spalinowy lub hybrydę, kwitując dyskusję stwierdzeniem „w przyszłości”.

Bardziej precyzyjną odpowiedzią może być jednak fakt, że nowa C klasa debiutuje w elektrycznej i od razu najmocniejszej odmianie C 400 z napędem 4 Matic. Po drugie powstała na platformie MB.EA Medium z przeznaczeniem właśnie dla elektryków (!), tej samej zresztą, na której powstaje pokazany niedawno inny elektryczny model GLC. Po trzecie, równolegle z elektryczną Klasą C produkowana nadal będzie spalinowa wersja, czyli piąta, obecna generacja modelu W206. Jak długo? Nie wiadomo.

 

Azja to nie tylko Chiny

Strategia Mercedesa, która nie wyklucza pojawienia się wersji spalinowych lub hybrydowych, niekoniecznie musi się jednak ziścić. Wszystko zależy od zainteresowania klientów i to nie tylko w Europie, ale i na świecie. Bo Mercedes mocno podkreśla, że jest firmą globalną. Banał? Niekoniecznie.

Gdy cały motoryzacyjny świat zwraca głowę w kierunku Chin, Mercedes premierę swojego średniej wielkości sedana organizuje w Korei. Dlaczego akurat tutaj? Bo dla marki to piąty rynek na świecie po nadal olbrzymim, ale ostatnio malejących Chinach, Stanach Zjednoczonych, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Cała Azja waży jednak dla Mercedesa więcej niż Europa, a Koreańczycy nadal kochają europejską motoryzację i europejskie marki. Chiny już mniej.

Jest więc o co walczyć, tym bardziej że Klasa C to najpopularniejszy model nie tylko w Korei, ale i koń pociągowy całego Mercedesa, wyrosły z legendy „baby Benza”, czyli popularnej swego czasu 190-tki. To właśnie ona dźwignęła niegdyś markę. W ubiegłym roku sprzedaż tego jednego modelu przekroczyła 660 tys. szt. I choć to znaczący spadek (-8 proc.) w porównaniu z rokiem poprzednim, Mercedes nie ma drugiego tak popularnego i chodliwego modelu.

 

CEO schodzi do ludzi

Dla porównania druga na liście TOP z wynikiem 460 tys. szt. jest Klasa E, trzecia (350 tys. szt.) Klasa A. A te wszystkie „gelendy”, „eski” i „maybachy”? One też są ważne, ale ich sprzedaż to przy autach wolumenowych drobnica. Odpowiednio 48, 105 i 20 tys. szt. Ciekawostka: ze wszystkich 20 033 Maybachów sprzedanych w ubiegłym roku na świecie, 2 tys. trafiło, gdzie? Do Korei.

I to właśnie dlatego Klasa C dla Mercedesa jest tak ważna i dlatego o nowym modelu osobiście opowiadał nam Ola Kallenius, CEO Mercedesa, namawiając od razu do złożenia zamówienia. Wyobrażacie sobie? Szef światowego koncernu w strugach deszczu opowiada garstce dziennikarzy w kameralnym gronie o średniej klasy modelu. Sytuacja bez precedensu

Przy okazji wspomniał o swoim pierwszym służbowym C280 i o tym, co zaskakującego jest w C400. Zachwalał napęd, system MB.OS, ekrany i jakość materiałów. No i nową sylwetkę auta oraz przestronne wnętrze z dużym bagażnikiem i panoramicznym dachem z 162 podświetlanymi gwiazdkami włącznie.

Mówię, sprawdzam

Kilka rzeczy od razu udało się nam zweryfikować. Auto faktycznie jest przestronne, choć to cały czas „tylko” Klasa C. Auto środka, które w nowej odsłonie jest bardziej wszechstronne i może śmiało służyć nawet jako auto rodzinne. W końcu do dyspozycji jest duży bagażnik o poj. 470 litrów i frunk z dodatkowymi 101 litrami a zwiększony względem poprzedniczki rozstaw osi ma teraz aż 2,96 m. Pewnie, że chciałby jeszcze więcej, np. 12 cm w wersji long, ale ta zarezerwowana jest tradycyjnie dla rynku chińskiego i właśnie koreańskiego.
I bez tego mieszczę się jednak na tylnej kanapie. Jedynie miejsca na stopy mogłoby być więcej no i nad głową. Wszystko przez zmianę sylwetki C klasy. Z sedana zamieniła się w coś w rodzaju modnego coupé w stylu GT, z szerokim czarnym pasem na klapie bagażnika ciągnącym się przez całą szerokość nadwozia. Na listę minusów wpisuje też szeroki tunel środkowy i dekor na dole deski rozdzielczej. Zabiera tylko miejsce. Wolałbym mieć większą swobodę na kolana. Biorę poprawkę jednak na mój wzrost. Znajdźcie Koreańczyka, który ma 198 cm. Każdy poniżej tej granicy będzie w C klasie wygodnie.

Tak, świeci

Znacznie efektowniejszy niż tył, jest przód. Choć zaskoczenia nie ma, bo powtarza on stylistykę dotychczasowych nowości GLB, GLC, a nawet CLA. Grill, a raczej atrapa chłodnicy jest większa i choć to auto elektryczne, został na swoim miejscu, ale zmieniła swoją funkcję. Jest wyłącznie ozdobnikiem, a na dodatek świeci. W ciemnej Europie wyglądać to będzie ekstrawagancko, w rozświetlonych metropoliach Azji idealnie. Tam wszystko miga, błyszczy i pulsuje. Podobnie jak grill Mercedesa z dużą ilością chromu i 1050 punktami świetlnymi.
W dokładnie te same gusta wpisuje się wnętrze Mercedesa. Ono także powtarza styl zapoczątkowany w poprzednich nowościach. Duży blisko 40-calowy ekran Hyperscreen ciągnie się od drzwi do drzwi. W sumie ma ponad 99 cm szerokości. Wygląda imponująco i wreszcie jest dobrze wkomponowani w całe wnętrze auta, ale jest w nim pewien haczyk. Ekran nie „oblewa” olbrzymich, okrągłych nawiewów ustawionych po bogach deski rozdzielczej a na dodatek wizualnie to nadal trzy połączone ekrany, jak w nieco uboższej odmianie Superscreen. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie, patrząc nie tylko na wyświetlane na całej powierzchni tło, ale na obszar roboczy poszczególnych ekranów. Przykład? Zestawu ikon z ekranu przed pasażerem nie da się przeciągnąć a ekran centralny.

Równie ważne, jak ekran wygląda i co wyświetla, jest także to, jak działa. A za to odpowiada nowe serce Mercedesa, czyli MB.OS – system operacyjny oparty na sztucznej inteligencji, który integruje wszystkie kluczowe funkcje pojazdu oraz dba o komfort, bezpieczeństwo i wygodę użytkowania. W końcu to elektryk. Tak, to to samo rozwiązanie, które zadebiutowało w CLA, a później trafiło do GLB, i GLC. Tak z resztą jest ze wszystkimi nowinkami modeli z nowego rozdania. Pompa ciepła, możliwość rozmowy z autem, tylna skrętna oś, zawieszenie Airmatic, układ hamulcowy One-Box, MB.DRIVE 10 kamer, 5 czujników radarowych oraz 12 czujników ultradźwiękowych. Wszystkie te komponenty spięto w jedną dobrze działającą całość i okraszono materiałami dobrej jakości, dbając o atmosferę i nagłośnienie.

 

Lux torpeda, czyli napęd

Nowa platforma oznacza napęd elektryczny. W wersji C 400 4 Matic to dwa silniki o łącznej mocy 489 Km. Przyspieszenie do setki zajmuje mu 4 sekundy, a dzięki baterii litowo-jonowej o poj. 94,5 netto kWh zasięg to 762 km.
Dzięki instalacji 800 V zaledwie 10 minut ładowania w optymalnych warunkach wystarczy, aby zasięg wzrósł nawet o 325 km (WLTP). Maksymalna moc ładowania DC to 330 kW.

Naszym zdaniem

Nowy Mercedes Klasy C bez wątpienia nie jest tylko kolejną generacją popularnej limuzyny. To model, który pokazuje kierunek, w jakim podąża marka. Przesunięcie akcentów z mechaniki na oprogramowanie, z silnika na baterię i z przycisków na interfejsy cyfrowe zmienia sposób, w jaki odbieramy samochód tej klasy.

A wszystko ubrane w eleganckie, ale dość krzykliwe opakowanie, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Nawet weganie. Bo Klasa C po GLC jest drugim modelem marki wolnym od produktów pochodzenia zwierzęcego. Ciekawe, czy Europa jest na to gotowa.