Citroen_C4_Cactus_Chlebowski

Czy będzie z niego tequila

Kto: Grzegorz Chlebowski Alstom fleet manager Design

Co: Citroën C4 Cactus

Jak już zapewne wiecie, użycie kaktusa do produkcji tequili może budzić u niektórych słowa sprzeciwu. Poniekąd uzasadnione. Z drugiej jednak strony, jeśli zapytacie przeciętnego Polaka o trunek z kaktusa to odpowie… No właśnie.

Sporo zmian, niby facelifting, a samochód zmienił pozycjonowanie w segmencie. Już nie jest crossoverem. Pretenduje teraz do klasy kompaktów. Najwięcej ich znajdziemy w przedniej i tylnej części nadwozia. Daszki z logo Citroëna przeniesione zostały trochę wyżej względem poprzedniej wersji i lekko wcinają się w przestrzeń maski. Przechodzą płynnie w linie okalające ledowe reflektory do jazdy dziennej, tworząc tym samym ciekawy stylistycznie element. Swoją drogą, nie wiem, czy wiecie, że logo Citroëna ma w sobie polski akcent. Inspirowane było konstrukcją kół zębatych o takim daszkowym ułożeniu i w Polsce właśnie został zakupiony patent do ich produkcji. Cechą charakterystyczną nowego C4 dalej są światła podzielone na trzy osobne sekcje w zależności od ich przeznaczenia. Tył zaś to zupełnie nowe, również ledowe światła w technologii 3D. Zniknęły też airbumpy i plastikowe panele na klapie. W mojej opinii sprawiło to, że tylna część nadwozia jest teraz lżejsza w odbiorze. A co się dzieje pomiędzy przodem a tyłem? Największa zmiana to usunięcie relingów dachowych i przeniesienie w dolne partie nadwozia systemu Airbump, którego założeniem było chronienie paneli drzwi przed uszkodzeniami. Obecne usytuowanie i zredukowanie rozmiaru poduszek ogranicza ich pierwotną funkcję. Nie da się ukryć, że nowe C4 to nadal bardzo charakterystyczny samochód z ciekawym typowo francuskim designem. Kolor lakieru testowanego egzemplarza to Emaraud blue, który przy odrobinie światła sprawi, że będziesz z większą ciekawością patrzeć na ten samochód.

Wnętrze

Dostaniesz się do niego bez użycia kluczyka. Tak samo można uruchomić samochód. Jest naprawdę komfortowe i zaprojektowane w nietuzinkowy sposób. Na przykład fotele. Podobno z systemem Advanced Comfort, podobno wypełnione pianką o dwóch gęstościach. Na pewno są wygodne i wyglądem przypominają tabliczkę czekolady. Ponadto w atrakcyjny dla oka sposób połączono ze sobą różne rodzaje i kolory materiałów. Dodatkowym smaczkiem są przeszycia w kolorze zbliżonym do koloru nadwozia. Jednym słowem francuski design w dobrym wydaniu. Ale na fotelach wnętrze tego samochodu się nie kończy. Testowany model wyposażony był ponadto w wielki szklany dach. Deska rozdzielcza jest funkcjonalna. Wzorem foteli znajdziemy tu dwukolorowe materiały, funkcjonalne schowki. Ten przed pasażerem ma gustowne paski przeszyte jasną nicią i antypoślizgowe kropki. Sposób jego otwierania sprawił, że poduszka powietrzna powędrowała pod sufit. Patent z paskami zastosowano również w drzwiach, z tą jednak różnicą, że tutaj służą do zamykania drzwi. Zwieńczeniem deski rozdzielczej są dwa wyświetlacze. Jeden, ten przed kierowcą, jest tak minimalistyczny, że pokazuje tylko prędkość, stan paliwa, przebieg i rozpoznany znak drogowy. Nie znajdziesz w nim choćby temperatury silnika czy obrotomierza, a musisz pamiętać, że twój samochód ma turbodoładowany silnik. Nie kupuję takiego rozwiązania. Kolejne kontrowersyjne, w mojej opinii rozwiązanie. Komputer podpowiada, kiedy zmienić bieg na wyższy. Niestety, nie działa to w drugą stronę. Drugi monitor, który jest dotykowy, to centrum dowodzenia całym tym cactusowym wynalazkiem. Chyba się starzeję i tęsknię za starymi analogowymi przełącznikami dostępnymi na wyciągnięcie ręki. Taki przykład. Słuchasz radia i chcesz zmienić temperaturę. Musi oderwać wzrok od drogi i pogmerać w systemie. Możesz oczywiście zrobić to z pomocą komend głosowych, ale zajmie to całą wieczność, ponieważ system ma interwał, co pół stopnia i za każdym razem musisz wysłuchać długie intro. Niby jest wielofunkcyjna, skórzana kierownica, którą obsłużysz radio, ale… stacji zapisanych w radiu było 6, a selektor w kierownicy zmienia je wedle jakiejś tylko sobie znanej logiki.

Muszę przyznać, że nie zapałałem uczuciem do citroënowskiego minimalizmu, Navi Connect 3D, Mirror screen itd. Im dalej od przodu, tym mniej fajerwerków. Wspomniany wcześniej panoramiczny dach (nie ma rolety) sprawia, że pasażerom na tylnej dzielonej kanapie udziela się uczucie obcowania z rozświetloną przestrzenią. Jeśli ty i twój kierowca nosicie rozmiar XL, tudzież jesteś personą o rubensowskich kształtach będzie to tylko miraż, gdyż miejsca na nogi nie zostanie już wiele. Bagażnik Cactusa to 348 litrów, a po poprzedniej crossoverowej koncepcji pozostał mu wysoki próg załadunku i pełnowymiarowy zapas. Aha, zapomnijcie też o otwieranych tylnych szybach. Wzorem poprzedniego modelu da się je tylko uchylić.

Bezpieczeństwo

To aż 12 różnych systemów wspomagających, w które możesz uzbroić swojego Cactusa. Ma więc w sumie wszystko, co mieć powinien, aby nie pokłuć się w trakcie jazdy. Chyba dwa najważniejsze to Active Safety Brake i Drive Attention Alert, gdyż tylko te są opisane na stronie importera. Oprócz nich znajdziemy systemy zawierające wszystkie modne obecnie skróty literowe. Brakuje, zdaje się tylko aktywnego tempomatu. Fajne te wszystkie systemy. Problem w tym, że część informacji pokazuje wyświetlacz przed kierowcą (alert o niezamierzonej zmianie pasa), inne zaś wyświetlacz centralny (alert o zbyt małej odległości od poprzedzającego samochodu). Ciekawe, ile francuskiego wina wypił ktoś, kto to wymyślił? Jak chcesz się skupić na stylu jazdy i oszczędzać paliwo, to gdzie szukać takich informacji? Pudło… w Cactusie też jest to pokazywane na centralnym wyświetlaczu.

Silniki i właściwości jezdne

W mojej ocenie silnik Cactusa to rodzynek w tym samochodzie, choć pewnie bardziej pasować tu będzie trufla. 1.2 PureTech, trzy uturbione cylindry potrafią zrobić z tym autem to, co napój druida Panoramiksa z Asteriksem i jego kumplami. Nie powiem, kiedy rozpoczyna się to szaleństwo, gdyż jak zapewne pamiętacie, na pokładzie nie ma obrotomierza. Miałem już do czynienia z tym silnikiem w 308 od Peugeota, ale nie zrobił wówczas na mnie tak pozytywnego wrażenia. Motor ten zdobył trzy razy z rzędu tytuł silnika roku w latach 2015–2017. Odznacza się on również małym apetytem na paliwo, gdy zbytnio się go nie pogania. 5,5 w trasie, 6,3 w cyklu mieszanym to dobry wynik, choć o ponad litr więcej od deklaracji producenta. Skrzynia biegów w testowanym modelu to manual o sześciu przełożeniach. Zawieszenie z kolei to próba nawiązania do chyba zapomnianej już hydropneumatyki. Nazywa się PROGRESSIVE HYDRAULIC CUSHIONS i sprawia, że jazda tym samochodem jest naprawdę komfortowa. Bazuje na klasycznych amortyzatorach, do których dodano dwa ograniczniki hydrauliczne: jeden odpowiada za sprężanie, drugi za rozprężanie. Polemizowałbym jednak z informacjami, że samochód zachowuje doskonałe właściwości dynamiczne i trakcyjne.

Wracając do pytania z początku recenzji, chyba czystej 55-proc. tequili nie uda się osiągnąć. Co najwyżej mixto. Nowy Cactus to nietuzinkowy samochód, który daje użytkownikowi wiele możliwości personalizacji. Ciekawie zaaranżowane wnętrze ze stylistycznymi smaczkami. Komfortowy w codziennym użyciu z nowatorskim zawieszeniem przy konstrukcji, którego stworzono 20 patentów. Dynamiczny i dający sporo frajdy silnik. Wyjściowa cena wersji SHINE ze 130-konnym silnikiem to wydatek rzędu 75 tysięcy. Testowana wersja, również SHINE doposażona o kilka dodatków to już ponad 91 tysięcy, więc całkiem sporo.

LF

Print Friendly