Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
MAN

Teczka

Jako rocznik z końcówki lat siedemdziesiątych, nawet nie wiem jak określa się moje pokolenie, jestem na tyle młody, że zapewne nie miałem swojej „teczki”. Zresztą moja opozycyjna działalność w pierwszych latach życia ograniczała się raczej do tego, że czasami byłem „wypożyczany” sąsiadkom jako słup. U schyłku komunizmu wiele deficytowych towarów było reglamentowanych, a do każdych obowiązywały osobne kolejki. Swoją drogą myślę, że tęgie kolejkowe umysły dysponowały większą mocą obliczeniową niż ówczesne, a nawet współczesne komputery. Jedną z uprzywilejowanych grup kolejkowych stanowiły kobiety z dziećmi, najlepiej takimi dziećmi na rękach. I właśnie ja odgrywałem rolę „dziecka na ręku”. Oczywiście wiązało się to z wycieczkami do sklepów w inne rejony miasta niż faktycznie mieszkaliśmy, ale mi to w zupełności nie przeszkadzało. Jechałem z ciociosąsiadką na wycieczkę tramwajem (to było coś), potem biegałem, zaczepiając ludzi stojących w kolejce, a w finalnej scenie byłem brany na ręce. Efektem tej działalności było to, że ciociosąsiadka stawała się posiadaczką prodiża, suszarki do włosów, dywanu, a czasami dwóch kilogramów karkówki z kością. Tutaj mała dygresja. Obecnie jadąc np. do szwedzkiego sklepu z artykułami różnymi, nie tylko musimy mieć ogromny samochód, ale jeszcze musimy stanąć pod samym wejściem, chociaż strategiczniej to bardziej wyjściem, a i tak nie mamy gwarancji, że wszystko się zmieści. Wtedy wszystko, nawet pralki Frania czy telewizory Rubin, udawało się przewieźć tramwajem. 

W każdym razie moja wywrotowa działalność za małolata ograniczyła się do robienia za dziecko słup. W późniejszym czasie, kiedy zyskałem umiejętność posługiwania się pismem, czasami malowaliśmy napis Solidarność. Czasami, bo ograniczał nas strach i wywrotowy budżet na środki piszące. Raz udało nam się z kolegami wysikać pod budynkiem wojewódzkiej siedziby PZPR we Wrocławiu. Nie wiem, czy bardziej jestem dumny z faktu, że to właśnie tam, czy z tego, że udało się wcześniej nie opróżnić magazynka. Nie wszystkim kolegom się to udało i część musiała „wystrzelać” się wcześniej. 

Widać to wszystko, a głównie to, że nie zostałem nigdy złapany, oznaczało, że nie miałem agenta prowadzącego, a w efekcie założonej teczki. Myślę, że ówczesna władza nawet nie zdawała się wiedzieć o moim istnieniu, co bardzo sobie z perspektywy czasu chwalę, bo dzięki temu moje istnienie było zdecydowanie szczęśliwsze. Ale wracając do tytułowej teczki. Pod koniec kwietnia miałem przyjemność moderować jeden z paneli podczas pierwszej międzynarodowej konferencji policyjnej Polsecure. Panel krótki, bo zaledwie trzydziestominutowy, temat ważki, bo dotyczący zastosowania ekologicznych samochodów w policji i służbach mundurowych. Jednak najważniejsza rzecz nastąpiła długo przed konferencją. Najpierw nastąpił telefon z Komendy Głównej Policji. W momencie, kiedy pani przedstawiała swoje stanowisko, ja już w pośpiechu się pakowałem. Znacie zapewne to uczucie, kiedy jadąc zgodnie z przepisami, zostajecie zatrzymani do kontroli. Niby wiecie, że wszystko powinno być w porządku, ale jednak dreszczyk emocji jest. Miałem tak samo. Niby nic nie przeskrobałem, ale jednak kiedy dzwoni Policja, to człowiek zaczyna grzebać w pamięci. Okazało się, że telefon dotyczył zaproszenia do moderowania panelu, o czym pani powiedziała, ale zrobiła to dopiero po przeczytaniu pełnego stanowiska i instytucji którą reprezentowała. Obywatelsko doradziłem zmianę szyku: najpierw mówimy, że nic się nie stało, a potem się przedstawiamy. Zahartowany tym telefonem postanowiłem sobie, że nie dam się zaskoczyć. Dałem kilkanaście dni później, kiedy zadzwonił komendant Służby Więziennej o równie długim co pani policjantka stanowisku. Tutaj także wypowiedziane na końcu: „proszę się nie niepokoić, dzwonie w sprawie panelu”, powinno być wypowiedziane na początku rozmowy. Efektem tych rozmów było otrzymanie zaproszenia papierowego, które listonosz dostarczył w pięknej białej teczce z wytłoczonym napisem Komenda Główna Policji. Mina listonosza, który wręczał mi przesyłkę w kopercie z nadrukiem KGP była bezcenna i mówiła coś w stylu: No, to cię dopadli. Tutaj byłem już naprawdę uodporniony i odpowiedziałem mu całkowicie nonszalancką mimiką. W ten oto sposób wszedłem w posiadanie teczki, która, tak mi się przynajmniej wydawało, na stałe wylądowała na podszybiu. Teraz to będzie, pomyślałem. Parkowanie w miejscach niedozwolonych, sianie strachu na dzielnicy. 

Od razu okazało się, że biała teczka odbija promienie słoneczne, spada przy ruszaniu, a ja jak nie parkowałem w miejscach niedozwolonych i jak nie przekraczałem przepisów (naprawdę), tak dalej nie przekraczam. Mimo wszystko teczkę mam.

 

Przeczytaj również
Popularne