9

Wodór to przyszłość

18 października 2018

Czy samochody napędzane wodorem to auta przyszłości? Wiele za nimi przemawia – skutecznie konkurują z elektrycznymi, sprawdzają się na dłuższych dystansach i mają krótki czas tankowania. Koncerny wydają miliony na takie projekty i nie robią tego bez przyczyny.

Jaka jest główna zaleta samochodów wodorowych w porównaniu z tymi na prąd? Ich tankowanie trwa pięć minut i możemy przejechać 800 km. Całkiem nieźle. Zdaniem wielu ekspertów samochody napędzane wodorem to przyszłość motoryzacji. Po silnikach elektrycznych to krok dalej, a może krok w inną stronę. Wodór jest paliwem znacznie bezpieczniejszym niż benzyna czy LPG i szybko się ulatnia, co jest zaletą. Paliwo wodorowe może być także wytwarzane w każdym państwie, nie tylko w tych, które mają dostęp do konkretnego surowca. Może być uzyskiwany w sposób nieszkodliwy dla środowiska i nie emituje spalin. Można go pozyskać z różnych źródeł, różnymi metodami, m.in. z wody czy węgla. Dlatego nie ma ryzyka związanego z uzależnieniem się od dostaw surowca z jednego kraju.

Generalnie energię elektryczną uzyskuje się podczas reakcji wiązania wodoru i tlenu w cząsteczki wody. Wodór płynie ze zbiornika, zaś tlen trafia do ogniw paliwowych wraz z powietrzem wlatującym podczas jazdy przez przedni grill samochodu. Wytworzona w ten sposób energia elektryczna płynie do akumulatorów i napędza silnik elektryczny. Jedynym produktem ubocznym tej reakcji jest czysta woda.

Ładuj i jedź

Seryjnie produkowanym samochodem napędzanym przez wodorowe ogniwa paliwowe był już Hyundai ix35 (pionier na tym polu, który pracuje nad techniką ogniw paliwowych od 1998 roku) czy Toyota Mirai. Auta są dostępne np. w Danii, Niemczech i Wielkiej Brytanii, czyli tam, gdzie w tej chwili jest najlepiej rozwinięta infrastruktura stacji wodorowych. Np. w Niemczech czynnych jest ich kilkadziesiąt. Najbardziej rozbudowaną infrastrukturę ma Japonia, gdzie znajduje się ok. 100 stacji, a w Europie szacuje się, że w 2025 roku liczba takich stacji przekroczy 1000.
W Polsce mimo różnych wcześniejszych zapowiedzi wciąż jeszcze stacji wodorowych brakuje.

Model wodorowy Hyundai ix35 był prezentowany na targach Fleet Market. Mimo że nadwozie nie odbiegało od modeli spalinowych, technologicznie samochód był – i wciąż jest – bardzo zaawansowany. Jednak nawet najlepszy samochód nie poradzi sobie z problemem infrastruktury do tankowania.

Infrastruktura jest bardzo ważna, ale żeby powstała, to muszą być samochody. Wiele za nimi przemawia, nic więc dziwnego, że koncerny samochodowe wydają miliony na projekty w tym kierunku, m.in.: Toyota, Honda, Lexus, BMW, Ford, Mercedes, Audi czy Hyundai.

To właśnie Hyundai podczas ostatnich targów elektroniki konsumenckiej CES 2018 w Las Vegas pokazał model Nexo, wyposażony w silnik napędzanym wodorem o mocy 95 kW, dodatkową baterią o mocy 40 kW oraz w silnik elektryczny o mocy 120 kW.

Nexo nie jest pierwszym napędzanym wodorem autem tej marki. Pierwszy był Tucson Fuel Cell, jednak teraz koreański producent poszedł jeszcze dalej. Konstrukcja Nexo opiera się na specjalnej platformie podłogowej, przystosowanej do pojazdów z alternatywnym napędem. Trzy zbiorniki na paliwo wodorowe zostały umieszczone pod podłogą w tylnej części nadwozia, zaś litowo-jonowe baterie w komorze bagażnika. Zbiorniki pomieszczą łącznie ok. 6,35 kg wodoru, podczas gdy w Tucsonie mieściło się nieco ponad 5,6 kg tego paliwa. Auto ma 4,67 metra długości. Producent podkreśla, że czas tankowania wodoru to ok. 5 minut, a zasięg na jednym baku (wodoru) wynosi ok. 800 km, czyli prawie 200 km więcej niż w poprzednim modelu.

Nexo jest wyposażony również w zaawansowane systemy bezpieczeństwa Blind-spot View Monitor (BVM), który obserwuje otoczenie po bokach i z tyłu pojazdu, oraz Lane Following Assist (LFA), który utrzymuje pojazd na środku pasa ruchu.

Elektryczny speed

Hyundai nie odpuszcza oczywiście segmentu aut elektrycznych. Jego SUV z napędem elektrycznym, Kona Electric, w wersji mocniejszej, o mocy 204 KM, pokona dystans 470 km na jednym ładowaniu dzięki akumulatorowi o pojemności 64 kWh. Słabsza wersja ma akumulator o pojemności 39,2 kWh i może przejechać 300 km bez ładowania, napędzana silnikiem o mocy 135 KM. Producent informuje, że obydwie wersje potrzebują 54 minut na doładowanie akumulatora do 80% pojemności z wykorzystaniem szybkiej ładowarki DC o mocy 100 kW. Podstawowa wersja rozpędza się od 0 do 100 km/h w 9,3 s, a mocniejszy wariant potrzebuje na to 7,6 sekundy. Prędkość maksymalna to 167 km/h. Te ostatnie wyniki sprawiają, że, zdaniem niektórych, pod względem użyteczności można Konę porównywać do miejskich aut spalinowych.

NEXO to pierwszy samochód koreańskiego producenta już na etapie projektowania przystosowany do tego, że jego paliwem będzie wodór. Nowoczesne rozwiązania technologiczne wymagają także nowoczesnego wnętrza.

Poza tym interesujące jest także wnętrze auta z LED-owym oświetleniem, licznymi technologiami asystującymi (mającymi poprawiać komfort i bezpieczeństwo kierowcy) oraz z centralnym panelem dotykowym o przekątnej 7 cali i wyświetlaczem HUD. Kierowca może także regulować poziom odzyskiwania energii z hamowania, korzystając z łopatek umieszczonych na kierownicy.
Wydaje się, że projekty Hyundaia silników elektrycznych są dobrze przemyślane. O ile te napędzane wodorem to przyszłość, o tyle elektryki to coraz wyraźniej widoczna codzienność. Sprzedaż samochodów elektrycznych szybko rośnie. W ubiegłym roku tylko w Europie ich sprzedaż wzrosła o kilkadziesiąt procent. Postęp widać praktycznie na wszystkich największych rynkach. Szacuje się, że łącznie w Europie w ciągu ostatnich ośmiu lat sprzedano ponad 500 tysięcy samochodów elektrycznych. Najwięcej EV sprzedaje się w Norwegii (powrót na pierwsze miejsce), Francji, Niemczech oraz Wielkiej Brytanii. Te cztery kraje odpowiadają za 72,4% wszystkich nowych rejestracji EV w Europie. Przyjęta niedawno w Polsce ustawa o elektromobilności także wpłynie na większą sprzedaż tych samochodów.

Z kolei na świecie największym rynkiem e-samochodów są Chiny. Warto podkreślić, że za takimi wynikami stoi także celowa polityka państwa. Chiński rząd dopłaca do elektryków tak dużo, że ich zakup bywa nawet o 40% tańszy w porównaniu z samochodami spalinowymi. Drugim rynkiem jest właśnie Europa, a trzecim Ameryka Północna. W Europie duże koncerny samochodowe chcą tworzyć dużą sieć stacji szybkiego ładowania aut elektrycznych – Ionity. Pierwsze z nich staną w Niemczech, Austrii i Norwegii. Udziałowcami Ionity są BMW, Daimler, Ford i Volkswagen za pośrednictwem Audi i Porsche.

Samochodem, który już niebawem trafi na polski rynek jest, pokazana na targach w Genewie, Kona w wersji elektrycznej.

Według danych Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych wynika, że Polacy są zainteresowani autami o alternatywnych napędach. Chętnie kupiliby taki pojazd, gdyby pojawiły się konkretne korzyści w postaci dopłaty, darmowego parkowania czy możliwości poruszania się buspasami. Jednak największą obawę budzi ograniczona infrastruktura doładowania i postrzeganie takich samochodów jako droższych od aut z tradycyjnymi silnikami spalinowymi.

Zdaniem ekspertów mechanizm jest prosty i to sprawdzony wszędzie tam, gdzie jest, e-auta się sprzedają dobrze. Krótko mówiąc, np. w 10 krajach, do których trafia 95% całej światowej produkcji elektryków, państwo poprzez dopłaty, ulgi i przywileje dla e-aut stara się kształtować rynek i postawy konsumentów.

Ważne dla rozwoju rynku samochodów elektrycznych jest także zainteresowanie firm. To istotny klient, gdyż wymienia flotę średnio co kilka lat. Np. w ubiegłym roku przedsiębiorstwa kupiły w Polsce prawie 70% wszystkich sprzedanych nowych pojazdów, a w obecnym ma być jeszcze lepiej.

Hyundai Santa Fe czwartej generacji ma z przodu kaskadowy grill oraz nowe, podwójne reflektory ze światłami LED do jazdy dziennej, umieszczone bezpośrednio nad reflektorami zasadniczymi. Samochód ma 4,77 m długości oraz 1,89 m szerokości. Auto zostało wyposażone w pakiet systemów bezpieczeństwa oferowanych przez markę Hyundai pod wspólnym szyldem technologicznym Smart Sense.

Santa Fe trzyma się mocno

Na razie jednak producenci nie zapominają o samochodach spalinowych. Wystarczy chociażby przypomnieć sobie tegoroczny salon samochodowy w Genewie. Mimo że oczywiście nacisk był położony na modele, które są przyjazne środowisku, czyli wszelkiego rodzaju hybrydy i pojazdy elektryczne, to oferta wszystkich czołowych marek obejmowała również nowe modele aut spalinowych. Nowa generacja w sumie już kultowego Hyundaia Santa Fe (w Europie do klientów trafiło do tej pory ponad 400 tys. egzemplarzy) wzbudziła ogromne zainteresowanie. Na polskim rynku ma być dostępna w połowie roku.

Hyundai Santa Fe czwartej generacji ma z przodu kaskadowy grill oraz nowe, podwójne reflektory ze światłami LED do jazdy dziennej, umieszczone bezpośrednio nad reflektorami zasadniczymi. Samochód ma 4,77 m długości oraz 1,89 m szerokości. Auto zostało wyposażone w pakiet systemów bezpieczeństwa oferowanych przez markę Hyundai pod wspólnym szyldem technologicznym Smart Sense. W Santa Fe pojawia się rozwiązanie Rear Occupant Alert, które monitoruje obecność pasażerów tylnych siedzeń i przypomina kierowcy o ich pozostawieniu, kiedy opuszcza on samochód. Rozbudowano także system ostrzegania o ruchu poprzecznym. Aby zminimalizować ryzyko kolizji, np. przy wyjeżdżaniu z miejsca parkingowego o ograniczonej widoczności, system ostrzega kierowcę dźwiękowo o nadjeżdżającym pojeździe oraz automatycznie zatrzymuje samochód.

Wiadomo, że na rynku koreańskim są do wyboru dwa diesle (2.0 lub 2.2) oraz benzyna o pojemności 2 litrów. Wszystkie jednostki są turbodoładowane, mogą być parowane z 8-biegowym automatem, a SUV ma napęd 4×4.

Podczas Fleet Electric Day Toyota przywiozła wodorowy model MIRAI. Ku rozpaczy wielu, tylko do ekspozycji.