DSC_0106

Range Rover Velar – Prawdziwe geny Range Rovera

Kto: Tomasz Siwiński

Co: Range Rover Velar

Gdzie: Sienna

Kiedy: 3.08.2017

Ile: 1098 km

Jakość wykończenia wnętrza, stylistyka. Dodatkowy plus za wmówienie klientom, że płacenie więcej za lakier, jeżeli mamy większy silnik, ma sens.

Przekombinowane sterowanie w kierownicy, stacyjka w nielogicznym miejscu. Dodatkowy minus za jarmarczny logotyp wyświetlany z klamki.

Nie ma dla mnie większego znaczenia, czy dany SUV jest w gamie wielki, olbrzymi czy średni. Sam potrafię ocenić, czy samochód, którym jadę, jest dla mnie za duży, czy za mały. Velar był za wielki, a to nie największy Range w gamie.

Na pewno klienci decydujący się na zakup Range Rovera nie mogą o sobie powiedzieć, że są introwertykami, którzy nie bardzo lubią wyróżniać się z tłumu. Ten samochód sam producent określa jako średni, ale to określenie dotyczy tylko i wyłącznie jego wielkości. Ja za tego typu nadwoziem nie przepadam i za sprawą Velara nie przepadnę, ale obiektywnie przyznać muszę, że samochód daje dużo przyjemności.

Dotknij mnie!

To była moja pierwsza przygoda z Range Roverem, dlatego przystąpiłem do testu z czystą głową, bez uprzedzeń, naleciałości i porównań typu: w poprzednim modelu to było…
Velar w najwyższej wersji First Edition (FE) kosztuje tyle, na ile wygląda, czyli zdaniem niektórych milion dolarów. Nawet przy spadającym kursie amerykańskiej waluty całe szczęście nie. Kosztuje 550 tysięcy złotych. W tej cenie mamy trzylitrowy, trzystukonny silnik Diesla – do wyboru w wersji FE jest też 380-konna benzyna. Poza tym mamy wszystko, co sobie wymyślimy. Ekrany dotykowe są wszędzie, nawet na kierownicy. Możemy Velarem jeździć nie tylko do przodu i do tyłu, ale także w górę i w dół. Możemy sterować pracą zawieszenia, skrzyni biegów, pedałem gazu. Możemy też, tutaj musimy wierzyć na słowo ludziom od importera, wjechać nim w teren, ponieważ to prawdziwa terenówka.
Nie jest tak, że jako niewierny Tomasz nie daję wiary folderom i słowom eleganckich sprzedawców, bo wiem, że nikt nie katuje tak samochodów jak oni. Nie jest też tak, że nie chciałem rzetelnie przetestować samochodu. Jest natomiast tak, że jeżeli samochód ma felgi w rozmiarze 21 cali, to nie będę nim wjeżdżał w teren.
Co więc wiemy o Velarze? Jest pretensjonalny, drogi, świetnie wyposażony i można dotknąć wewnątrz dowolny element i coś się wydarzy, gwarantuję.

Nie do pomylenia

Jeżeli jesteśmy prezesem firmy i nie chcemy, aby klienci mieli wrażenie, że wzbogaciliśmy się na ich krzywdzie, nie kupujmy Velara. Jeżeli nie mamy problemu z tym, że stać nas na taki samochód, cenimy sobie stylistyczne smaczki i w samochodzie lubimy się czuć tak samo dobrze jak w skórzanym fotelu w swoim gabinecie, Velar jest dla nas. Szczególnie najmocniejsza, trzylitrowa wersja. Nie tylko dlatego, że po prostu jest najdroższa w podstawie. Droższe są także elementy wyposażenia dodatkowego. Felgi, lakier. Czemu więcej zapłacimy za ten sam lakier w wersji trzylitrowej, nie wiemy i chyba nie chcemy wiedzieć.
Stylistycznie samochód jest bardzo elegancki. Bryła nie przytłacza, zwisy są krótkie, światła wąskie, grill masywny, a wloty powietrza na masce i błotnikach eleganckie. Linia okien także jest wąska, dzięki czemu sylwetka zyskuje dodatkowy sznyt. Odrobinę za wąsko są umieszczone wydechy, żeby nie było tak słodko. W czasie jazdy klamki są schowane, co wygląda naprawdę ciekawie, szkoda tylko, że kiedy wyjeżdżają, jest pod nimi plastik, który nie przystoi w samochodzie za takie pieniądze. To są jednak tylko niuanse – wygląd Velara jest zniewalający.

Strona 1 z 212

S. K.

Print Friendly