Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

Porsche Cayenne Electric

SUV, który zawstydza supersamochody

Udostępnij
Porsche Cayenne
Wartość rezydualna (sprzedaż)
po 36 miesiącach i przebiegu 90tys. km w stosunku do wartości początkowej (%)
63,6% Wartości rezydualne dostarcza Info-Ekspert

To najmocniejsze i najszybsze seryjne Porsche w historii. Do setki przyspiesza w 2,5 sekundy do 200 w 7,4. Potrafi przy tym holować 3,5-tonową przyczepę. Nowe Porsche Cayenne Electric nie jest kolejnym  elektrycznym SUV-em klasy premium. To demonstracja możliwości współczesnej motoryzacji i dowód na to, że inżynierowie ze Stuttgartu wciąż potrafią naginać prawa fizyki.

Przez lata wydawało się, że w historii Porsche nic nie przebije znaczenia Cayenne. Tak, dla wielu purystów i fanów sportowej jazdy Cayenne był końcem świata, ale tylko pierwszym. Kolejny nadszedł wraz z Cayenne w Dieslu. Ale spokojnie, następny będzie wraz z pojawieniem się elektrycznej 911-tki.

Dlaczego to tak ważny model dla marki, bo to właśnie Cayenne na początku XXI wieku uratował firmę ze Stuttgartu przed bankructwem i pozwolił sfinansować rozwój kolejnych, ale nadal drogich w produkcji generacji 911. Dziś historia zatacza koło, a Cayenne ponownie ma stać się samochodem przełomowym. Tym razem nie dlatego, że jest SUV-em. Dlatego, że jest SUV-em elektrycznym. I to nie byle jakim.

Najważniejsza jest przyczepność

Jeszcze kilka lat temu pomysł, że największe, najcięższe i najbardziej rodzinne Porsche stanie się jednocześnie najmocniejszym seryjnym modelem w historii marki, brzmiałby jak herezja. Dziś niemieccy inżynierowie pokazują, że przy masie ponad 2600 kg prawa fizyki są bardziej elastyczne, niż wielu sądziło.

Już same liczby robią ogromne wrażenie. Topowa odmiana Turbo Electric rozwija 1156 KM i 1500 Nm. To więcej niż jakiekolwiek seryjne Porsche produkowane wcześniej.

Nawet legendarne 918 Spyder musi ustąpić miejsca… elektrycznemu SUV-owi. Choć tutaj trzeba być precyzyjnym jak inżynierowie Porsche i warto zaznaczyć, że 1156 KM to moc szczytowa. Tak na co dzień auto ma tylko 857 KM. Reszta aktywuje się po włączeniu odpowiednich trybów jazdy i systemu push to pass.

Gdzie są emocje?

Wsiadasz, delikatnie muskasz gaz i od razu czujesz, że masz do czynienia z piekielną maszyną. Gaz do dechy? Tylko dla odważnych. Ale nie przyspieszenie jest w Cayenne Electric najważniejsze. Tutaj chodzi o precyzje prowadzenia, trakcję i niewyobrażalną przyczepność.
Olbrzymie opony R21 315 z tyłu muszą przenieść równie olbrzymi moment obrotowy. Jeśli to mało do wyboru jest rozmiar 22 albo nawet 23, a jeśli chcesz pojechać na tor, rekomenduję wybrać semi slick. Oczywiście, że z homologacją Porsche. Może długo nie wytrzymają, ale zagwarantuję nieziemską przyczepność.

Najszybszy w historii marki

Ale w świecie elektrycznej motoryzacji przywykliśmy już do elektrycznych samochodów oferujących absurdalne przyspieszenia. Chińczycy są w tym naprawdę nieźli i mają kilka modeli, które zeszły poniżej 2 sekund. Problem polega na tym, że wiele z nich imponuje głównie podczas pierwszych sekund.

Porsche poszło inną drogą. Cayenne Electric został stworzony nie po to, by wygrywać pojedynki spod świateł. Jego zadaniem było zachowanie charakteru samochodu sportowego mimo gabarytów dużego rodzinnego SUV-a.

Dlatego tak dużo uwagi poświęcono układowi jezdnemu. Opcjonalne zawieszenie Porsche Active Ride po raz pierwszy z trybem komfortowym aktywnie kontroluje ruchy nadwozia, ograniczając przechyły podczas hamowania, przyspieszania i pokonywania zakrętów. Efekt jest zaskakujący. Samochód o masie przekraczającej dwie i pół tony reaguje na polecenia kierowcy z precyzją, której trudno oczekiwać po aucie tej wielkości.

To właśnie tutaj Cayenne Electric buduje przewagę nad konkurencją. Nie imponuje wyłącznie mocą. Imponuje sposobem jej wykorzystania. Ale są i ciemne strony takiej precyzji. W kategorii „fun to drive” Cayenne wydaje się wyprute z emocji. Jest zbyt technokratyczne, zbyt precyzyjne. Bo jeśli całe życie mówili ci, że musisz czuć samochód ciałem, tutaj niczego nie poczujesz. Elektronika razem z pneumatyką niweluje najdrobniejsze przechyły. Efekt jest taki, że ciasny slalom pokonujesz, jakby lewitując nad drogą w jednej pozycji, nie odczuwając wiele. Zerojedynkowe podejście wymaga absolutnej precyzji i wyczucia. Nie, nie robiliśmy tego na osiedlowej uliczce pod blokiem, ale pod okiem instruktorów jazdy w ramach Porsche Experience na torze Silesia. I co? Większa frajdę dawał wolniejszy i słabszy Macan, który przy Cayenne wyginał się jakby był zbudowany z plasteliny.

 

Technologia rodem z przyszłości

Nowe Cayenne powstało na architekturze 800 V. To rozwiązanie, które pozwala nie tylko poprawić osiągi, ale również znacząco skrócić czas ładowania. Przy odpowiednio wydajnej ładowarce samochód może przyjmować energię z mocą do 400 kW. Producent deklaruje, że uzupełnienie poziomu naładowania od 10 do 80 procent zajmuje około 16 minut. W praktyce oznacza to postój krótszy niż przerwa na kawę podczas dłuższej podróży.

Porsche opracowało również nową generację akumulatora o pojemności 113 kWh. Ciekawostką jest system chłodzenia działający z obu stron pakietu baterii. Producent podkreśla, że takie rozwiązanie pozwala skuteczniej kontrolować temperaturę ogniw podczas szybkiej jazdy i ładowania. Wyobrażacie sobie, jak grzeje się bateria podczas wydatkowania tak olbrzymiej ilości energii?

Porsche od lat stara się zachować równowagę między cyfryzacją a ergonomią. W Cayenne Electric ta filozofia jest widoczna szczególnie wyraźnie. Kierowca ma przed sobą nową generację cyfrowych i wygiętych ekranów, a system PCM działa szybciej niż w poprzednich modelach marki. Producent chwali się również największą powierzchnią wyświetlaczy w historii Porsche. 

 

Ze skrzydełkami

Sporo miejsca poświecono także aerodynamice. Cayenne to jednak nie tylko optymalizacja tego, co już jest. Inżynierowie poszli krok dalej i stworzyli pionowe skrzydełka po obu bokach zderzak, które potrafią się składać. Przy określonej prędkości wysuwają się, zwiększając zasięg na autostradzie o 9 km. W praktyce jednak można dzięki nim uzyskać dodatkowe 20 km. Wspominałem, że świetnie przy tym wyglądają?

Cyfrowe, ale nie sterylne

Porsche od lat stara się zachować równowagę między cyfryzacją a ergonomią. W Cayenne Electric ta filozofia jest widoczna szczególnie wyraźnie. Kierowca ma przed sobą nową generację cyfrowych i wygiętych ekranów, a system PCM działa szybciej niż w poprzednich modelach marki. Producent chwali się również największą powierzchnią wyświetlaczy w historii Porsche. Jednocześnie zachowano charakterystyczny dla marki układ kokpitu skoncentrowany wokół kierowcy.

Siedząc za kierownicą czuć, że to nadal Porsche, a nie komputer na kołach. Ale ilość przetwarzanych danych pozyskiwanych z kamer, czujników i radarów musi być zatrważająca. Bajery? Proszę bardzo. Ekran można zamienić w konsolę do gier, wystarczy podpiąć pada.

Zabawa w grupach? Też nie ma problemu, to nie tylko film, ale także gry np. milionerzy z wykorzystaniem smartfonów wszystkich pasażerów.

SUV, który nie zapomniał o swojej funkcji

A na co dzień? Cayenne Electric nadal pozostaje pełnoprawnym SUV-em. Oferuje duży, choć nie wielki bagażnik, przestronne wnętrze i możliwość holowania przyczepy o masie do 3,5 tony. Pamiętacie o niemieckiej precyzji? No to o masie 3 ton, bo dodatkowe 500 kg możliwe jest tylko z pakietem off road. Jednak to parametry, których wielu konkurentów nie jest w stanie zaoferować.

I właśnie w tym tkwi fenomen tego samochodu. Można nim pojechać na tor, można ruszyć w daleką podróż przez Europę, można podpiąć łódź lub dużą przyczepę kempingową. Niewiele aut potrafi łączyć tak różne role. Bo wiecie, jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.

 

Nowy punkt odniesienia

Cayenne Electric nie jest samochodem, który ma przekonać przeciwników elektromobilności. To z jednej strony pokaz siły marki, która od ponad siedemdziesięciu lat buduje swoją reputację na osiągach, precyzji prowadzenia i inżynierskiej perfekcji. Z drugiej praktyczny samochód, który w porównaniu z absurdalnie drogimi 911-tkami nawet nie tak drogi. Co tu dużo mówić to najtańsze Porsche Turbo w historii. Za 1156 KM trzeba zapłacić mniej niż milion złotych, a podstawowa jego odmiana wyceniona jest na 450 tys. Brzmi absurdalnie, ale to najtańsze konie w historii Porsche.

 

Naszym zdaniem

Paradoks polega na tym, że najbardziej bezkompromisowym Porsche w historii okazał się nie nisko zawieszony supersamochód ani torowa odmiana 911. Został nim rodzinny SUV.

Jeszcze kilka lat temu brzmiałoby to, jak żart. Dziś jest faktem. A po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów Cayenne Electric trudno oprzeć się wrażeniu, że przyszłość Porsche właśnie przyspieszyła. I zrobiła to znacznie szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Aż boję się kolejnego końca świata, czyli 911 Electric.

 

Światy równoległe

Paradoksalnie największym przeciwnikiem nowego modelu może okazać się nie konkurencja, lecz poprzednie generacje Cayenne. Spalinowe i hybrydowe odmiany produkowane będą równolegle.

Przez lata klienci przyzwyczaili się do charakterystycznego brzmienia silników V8 i sześciocylindrowych jednostek benzynowych. Elektryczne Cayenne nie będzie miało tego atutu. Będzie miało jednak coś innego. Natychmiastową reakcję na gaz, osiągi dostępne w każdej chwili i precyzję prowadzenia, która od zawsze była wizytówką Porsche.

Porsche Cayenne Turbo Electric

Moc maksymalna

850 kW/1156 KM

Maksymalny moment obrotowy

1500 Nm

Napęd

AWD, dwa silniki elektryczne

Akumulator

113 kWh

Architektura

800 V

0–100 km/h

2,5 s

Prędkość maksymalna

260 km/h

Zasięg WLTP

do 642 km

Moc ładowania DC

do 400 kW

Ładowanie 10–80%

ok. 16 minut

Masa własna

2600 kg

Maksymalna masa przyczepy

3500 kg

Cena

960 tys. zł.