
Motoryzacja znalazła się w punkcie zwrotnym, w którym język inżynierii miesza się z marketingiem, a skróty typu HEV, MHEV czy PHEV coraz częściej zastępują dawne „benzyna” i „diesel”. Problem w tym, że pod tymi skrótami kryją się zupełnie różne filozofie napędu. Żeby je zrozumieć, trzeba zajrzeć głębiej – do sposobu, w jaki energia powstaje, jest magazynowana i ostatecznie trafia na koła.
Różnica między tymi dwoma kategoriami jest pozornie subtelna, ale w praktyce sprowadza się do precyzji języka – a ta w motoryzacji wbrew pozorom ma znaczenie.
EV (Electric Vehicle) to pojęcie parasolowe. Obejmuje wszystkie pojazdy, które w jakikolwiek sposób wykorzystują napęd elektryczny. W tej kategorii mieszczą się zarówno auta w pełni elektryczne, jak i różne formy hybryd – od klasycznych po plug-in, czyli ładowane z gniazdka. Choć sama nazwa „plug-in” też do precyzyjnych nie należy. To raczej nazwa potoczna niż konkretna technologia. Precyzyjnie rzecz ujmując, powinno się zatem mówić PHEV (Plug-in Hybrid Electric Vehicle).
Innymi słowy, EV to cała rodzina technologii, w których prąd odgrywa istotną rolę. BEV (Battery Electric Vehicle) w tym wszystkim to już konkretna, wąska kategoria w obrębie EV. Oznacza samochód napędzany wyłącznie energią zgromadzoną w baterii, bez jakiegokolwiek silnika spalinowego na pokładzie. To „czysty” elektryk – taki, który trzeba ładować z zewnętrznego źródła i który nie ma alternatywnego napędu.
Różnica ma znaczenie nie tylko terminologiczne. Gdy ktoś mówi „EV”, może mieć na myśli zarówno auto, które nigdy nie spali kropli paliwa, jak i hybrydę plug-in, która – przy innym stylu użytkowania – będzie jeździć głównie na benzynie. Dlatego w precyzyjnym języku branżowym coraz częściej odchodzi się od ogólnego „EV” na rzecz dokładniejszych określeń: BEV, HEV, PHEV. A co z pozostałymi napędami? Uwaga, będzie tylko trudniej.
Kiedyś motoryzacja była prostsza. Silniki był dwa: benzynowy i wysokoprężny, czyli Diesel. Choć sam Ferdynand Porsche w wieku 18 lat (w 1898 roku) zaczynał przecież od pojazdu elektrycznego. Szalony konstruktor nie miał pojęcia, że Egger-Lohner C.2 Phaeton to pierwszy BEV na świecie. Dzisiaj? Mamy auta spalinowe, wodorowe, hybrydowe a wśród nich mikrohybrydy, hybdydy ładowane z gniazdka, a nawet super hybrydy, Czym się one od siebie różnią? Ile z tego marketingowego gadania a ile prawdziwej technologii? Wreszcie co to wszystko znaczy dla przeciętnego kierowcy i jaką technologię wybrać do firmy? Oto nasz przewodnik.
Zacznijmy od fundamentu. Klasyczny napęd spalinowy to w gruncie rzeczy maszyna termodynamiczna, która zamienia energię chemiczną paliwa w ruch, poprzez kontrolowane eksplozje mieszanki paliwowo-powietrznej. Problem polega na tym, że jest to proces z natury nieefektywny – realna sprawność oscyluje wokół 30–40 procent, a to oznacza, że 60–70 proc. energii powstałej ze spalania nie potrafimy wykorzystać i najczęściej w formie ciepła odprowadzamy ją do atmosfery.
Charakterystyczną cechą pojazdów CV jest powstawanie spalin zawierających dwutlenek węgla, tlenki azotu, metale ciężkie i inne substancje pochodzące ze spalenia paliwa ropopochodnego lub biopaliwa. Właśnie dlatego wraz z nowymi normami emisji silniki obudowujemy różnego rodzaju filtrami. Sam proces spalania nadal pozostaje.
To właśnie ta strata – a nie tylko emisja CO2 – stała się impulsem do elektryfikacji. Silnik spalinowy, mimo dekad rozwoju, pozostaje konstrukcją, która marnuje większość dostarczonej energii. Jest za to niezrównany pod względem autonomii: tankowanie trwa minuty, a infrastruktura jest globalna.
Współczesne układy zelektryfikowane nie próbowały i nadal w wielu przypadkach nie próbują silnika spalinowego zastąpić. Konstruktorzy chcą go lepiej wykorzystać i wspomóc. Czym? Już nie turbiną ani kompresorem, ale prądem.
Zalety:
Wady:
Najprostsza forma „hybrydyzacji” nie polega na dodaniu drugiego napędu w klasycznym sensie, lecz na wzmocnieniu istniejącego. W układzie mHEV silnik elektryczny nie jest pełnoprawnym źródłem napędu – jego rolę przejmuje tzw. rozruszniko-generator, czyli mały silniczek elektryczny, który wspiera jednostkę spalinową w momentach największego zapotrzebowania na energię. Mamy więc do czynienia z czymś bardzo uniwersalnym, małym, lekkim i tanim, bo urządzenie w rodzaju dynamostartera jest znacznie tańsze od silnika elektrycznego.
To rozwiązanie działa trochę jak asystent: odzyskuje energię przy hamowaniu, oddaje ją przy ruszaniu i wygładza pracę układu start-stop. Nie ma tu jednak mowy o jeździe „na prądzie”. Samochód pozostaje konstrukcyjnie spalinowy, a elektryfikacja pełni funkcję optymalizacyjną.
Efekt? Niewielkie, ale mierzalne obniżenie zużycia paliwa – rzędu kilkunastu procent – osiągnięte relatywnie niskim kosztem technologicznym.
To rozwiązanie szczególnie lubiane przez producentów, bo pozwala poprawić wyniki emisji bez radykalnej zmiany konstrukcji auta.
Warto tutaj dodać, że technologia mHEV rozwija się od wielu lat i współczesne miękki hybrydy, mimo nadal małych „silniczków” i relatywnie niedużych baterii ok. 1–1,3 kWh skręcają w stronę klasycznych hybryd. Co to oznacza? Że coraz częściej miękka hybryda potrafi w określonych warunkach pokonać pewien nieduży, ale dystans na samym prądzie. Np. na parkingu, przy manewrowaniu.
Zalety:
Wady:
Pełna hybryda to już zupełnie inna architektura. Mamy dwa źródła napędu – spalinowe i elektryczne – spięte w jeden system zarządzany przez zaawansowaną elektronikę. Kluczowe jest to, że to nie kierowca decyduje, z którego napędu korzysta samochód. Robi to komputer, analizując obciążenie, prędkość i zapotrzebowanie na moc.
Silnik elektryczny w HEV nie jest dodatkiem – jest integralną częścią układu. To on przejmuje pracę przy ruszaniu i w niskich prędkościach, kiedy silnik spalinowy działa najmniej efektywnie. Z kolei przy wyższych obciążeniach do gry wraca jednostka spalinowa, wspierana przez prąd.
Energia elektryczna nie pochodzi tu z gniazdka. Jest odzyskiwana podczas hamowania i generowana przez sam układ napędowy. To zamknięty obieg energii, który pozwala ograniczyć straty typowe dla silnika spalinowego. Magazynowana jest w niedużej baterii, ale nadal możliwość jazdy na samym prądzie jest ograniczona właśnie jej rozmiarem.
W praktyce oznacza to, że hybryda najlepiej odnajduje się w mieście – tam, gdzie często hamujemy i ruszamy, czyli tam, gdzie może najwięcej energii odzyskać.
Pionierem w opracowaniu i wdrożeniu technologii hybrydowej, która dzisiaj stała się powszechna, jest Toyota. Już w 1997 roku wprowadziła do seryjnej sprzedaży model Prius — pierwsze tego rodzaju auto na świecie. Dwa lata później to samo zrobiła Honda, jednak to
Toyota w naszej świadomości jest marką, która zrewolucjonizowała napęd spalinowy.
Z technologii hybrydowej korzystają dzisiaj inne marki, opracowując różne jej warianty. Jedną z innowacji, która przyniosła znaczące zwiększenie wydajności układu, jest wprowadzenie instalacji elektrycznej o wysokim napięciu. Pozwala to na bardziej efektywne wykorzystanie energii.
Zalety:
Wady:
Hybryda plug-in a tak naprawdę PHEV, to rozwinięcie koncepcji HEV, ale z jedną fundamentalną zmianą: bateria przestaje być tylko buforem energii, a zaczyna być jej realnym źródłem. W pierwszych PHEV-ach bateria była nieduża, poniżej 20 kWh i wystarczała na ok. 40 km. Dzisiaj potrafią one mieć ponad 60 kWh i zamieniają najczęściej duże samochody w elektryki. Przynajmniej na chwilę, bo zapewniają całkiem spory zasięg. Ale jest jedne warunek, trzeba baterię ładować z gniazdka.
Kluczowy moment pojawia się zatem poza arkuszem specyfikacji. W PHEV zmienia się rola kierowcy. O ile w klasycznej hybrydzie system działa autonomicznie, o tyle tutaj użytkownik staje się częścią układu energetycznego. Jeśli regularnie ładuje baterię, samochód funkcjonuje jak elektryk z zapasowym silnikiem spalinowym. Jeśli tego nie robi – wozi ze sobą ciężki, niewykorzystany akumulator, a zużycie paliwa rośnie. To szczególnie ważne we flotach samochodowych, gdzie z różnych względów łatwiej jest wykorzystać kartę flotową i zalać benzynę, niż ładować baterię. Hybrydy PHEV wymagają więc świadomego kierowcy.
Technicznie PHEV to najbardziej złożony układ z całej stawki. Musi łączyć dwie logiki: elektryczną (zarządzanie baterią) i spalinową (zarządzanie silnikiem), a do tego umożliwiać różne tryby jazdy – od czysto elektrycznego po hybrydowy.
To właśnie dlatego jest tak niejednoznaczny, drogi i przez wielu uznawany za bezsensowny. Ten sam samochód może być ekstremalnie oszczędny albo zaskakująco paliwożerny – wszystko zależy od użytkownika. I nieprawdą jest, że hybryda PHEV to motoryzacyjne świnki morskie -ani to świnki, ani morskie. To dobry pomost, między światem spalinowym i elektrycznym, choć wymaga świadomego użytkowania.
Sporym minusem jest też fakt, że hybrydy PHEV mimo mocnego silnika lub silników eklektycznych i mimo dużej pojemności baterii, która mogłaby zawstydzić niejednego elektryka, z punktu widzenia przepisów zrównane są z napędem spalinowym. A przecież potrafi jeździć wyłącznie na prądzie, nie emitując szkodliwych substancji i to na całkiem sporym dystansie – nawet ponad 100 km.
Zalety:
Wady:
W aucie elektrycznym sprawa wydaje się prosta. Nie ma cylindrów, tłoków, wybuchów, skrzyni biegów, układu wydechowego, turbiny, a nawet sprzęgła czy skrzyni biegów. Zamiast 2000 tys. skomplikowanych i kilkuset ruchomych części w elektryku jest ich kilkaset (a ruchomych jakieś 30). Z punktu widzenia trwałości i kosztów obie technologie są nieporównywalne. Ale jest też bateria, która pełniąc rolę zbiornika energii, powoduje całe zamieszanie związane z zasięgiem i czasem ładowania.
To zmienia wszystko. Silnik elektryczny osiąga sprawność rzędu 95 proc, oferuje natychmiastowy moment obrotowy i pracuje niemal bez strat typowych dla jednostek spalinowych. Jednocześnie energia musi być dostarczona z zewnątrz – ładowanie trwa od kilkudziesięciu minut do kilku godzin, w zależności od infrastruktury, ładowarki i warunków otoczenia (temperatura).
Zasięgi – choć ostatnio bardzo się zwiększające – nadal pozostają parametrem, który trzeba wziąć pod uwagę planując podróż. W zamian użytkownik otrzymuje zupełnie inne doświadczenie jazdy – ciche, płynne, bardziej przypominające obsługę urządzenia elektronicznego niż maszyny mechanicznej, do której byliśmy przyzwyczajani przez ponad sto lat.
Zalety:
Wady:
To samochody z ogniwami paliwowymi. W rzeczywistości jednak auto wodorowe to samochód hybrydowy, bo łączy napęd elektryczny z ogniwami, w których powstaje prąd.
Paliwem jest więc ciekły wodór, który można tankować podobnie jak zwyczajne paliwo na stacji. Różnica jest jednak taka, że ciśnienie pod którym wodór jest przelewany do zbiornika samochodu wynosi 800 barów i cały proces odbywa się w bardzo niskiej temperaturze.
Później wodór w procesie elektrolizy zamieniany jest na prąd, który do silnika elektrycznego trafia przez baterie. Jedyne spaliny, jakie powstają w procesie to czysta woda, która kapie z… rury wydechowej.
Technologia wodorowa nie spopularyzowała się jednak ze względu na brak rozbudowanej sieci stacji wodoru oraz koszt samego paliwa. Kilogram wodoru kosztuje ok. 70 zł. Samochód na 100 km potrzebuje ok, 1,2 kg. Zatem koszt przejechania stu kilometrów jest droższy niż w przypadku napędu benzynowego, a cena samochodu jest znacznie wyższa.
Zalety:
Wady:
EREV (Extended Range Electric Vehicle) to konstrukcja, która na pierwszy rzut oka przypomina hybrydę plug-in, ale w rzeczywistości działa według innej logiki.
W klasycznym PHEV oba źródła napędu – spalinowe i elektryczne – mogą bezpośrednio napędzać koła. W EREV jest inaczej: koła napędza wyłącznie silnik elektryczny, a silnik spalinowy pełni rolę generatora prądu. Nie ma mechanicznego połączenia między nim, a osiami napędowymi.
To zasadnicza różnica. Silnik spalinowy nie „jedzie” – on produkuje energię.
W praktyce oznacza to, że EREV zachowuje się jak samochód elektryczny w niemal każdej sytuacji. Charakteryzuje się płynnością, ciszą typową dla BEV. Gdy kończy się energia w baterii, zamiast szukać ładowarki, uruchamia się generator (czyli silnik spalinowy), który dostarcza prądu do układu.
To rozwiązanie ma kilka wyraźnych konsekwencji. Po pierwsze, eliminuje tzw. lęk zasięgu, bo paliwo staje się „awaryjnym magazynem energii”. Po drugie, pozwala utrzymać silnik spalinowy w optymalnym zakresie pracy – jako generator może działać w stałych, najbardziej efektywnych warunkach.
Z drugiej strony pojawia się problem konwersji energii. Mamy tu bowiem dwa etapy: paliwo zamieniane jest w prąd, a prąd w ruch. Każdy z nich generuje straty, więc przy dłuższej jeździe na „prądzie z paliwa” efektywność spada względem klasycznego napędu spalinowego.
SHS – super hybrid system
Za sprawą – głównie chińskich producentów – na naszym rynku coraz częściej pojawiają się także samochody nazywane super hybrydami. Czy Super Hybrid System to zatem faktycznie coś nowego, czy tylko marketingowy bełkot? Nie jest to termin techniczny ani ustandaryzowany. To raczej etykieta używana przez producentów do opisania bardziej zaawansowanych hybryd plug-in, bo co do zasady mamy w nich do czynienia z hybrydą zarówno tradycyjną HEV, jak i PHEV, czyli ładowaną z gniazdka. Różnica to podejście do filozofii hybrydyzowania napędu spalinowego.
Do tej pory większość producentów dodawała do układu spalinowego napęd elektryczny jako wsparcie. Tutaj chodzi o przewodnią rolę układy elektrycznego. Czyli hybryda maksymalnie w każdej sytuacji ma być elektrykiem. Dopiero w skrajnych sytuacjach moment na koła przekazywany jest z silnika spalinowego. To połączenie układu równoległego z szeregowym i maksymalizacja wydajności poprzez prąd, sinik elektryczny i baterię. A wszytko bez udziału kierowcy.
Jedno jest pewne, najnowsze technologie dostępne są już dzisiaj. Można przebierać w ofertach zarówno wśród samochodów nowych, jak i używanych. Trzeba jedynie wybrać, co najbardziej sprawdzi się w naszym przypadku. Nikt przecież nie powiedział, że samochody elektryczne są lekarstwem na wszystkie zmartwienia współczesnego świata.
Dzisiejszy wybór napędu przestaje być czysto techniczny. Staje się deklaracją stylu życia i sposobu myślenia o mobilności. Silnik spalinowy to wciąż wolność i prostota. Hybryda – pragmatyzm. PHEV – obietnica, która wymaga konsekwencji. Elektryk – zmiana paradygmatu.
A gdzieś pomiędzy nimi krąży miękka hybryda – przypomnienie, że w motoryzacji rewolucje rzadko są nagłe. Częściej mają formę długiego, ewolucyjnego przejścia, w którym stare i nowe przez lata jadą obok siebie, czasem na tym samym wale napędowym.
Z punktu widzenia klienta, żyjemy w niesamowitych czasach różnorodności technologicznej. Tak szerokiego wyboru nie było dotąd w motoryzacji nigdy. Trzeba jednak mieć świadomość ograniczeń, by wybrać idealny rodzaj dla siebie.
Dzisiejsza motoryzacja nie oferuje jednego „najlepszego” napędu. Zamiast tego daje wachlarz możliwości, które trzeba dopasować do własnych potrzeb.
Motoryzacja przestała być czarno-biała. Dziś to raczej spektrum możliwości – od paliwa do prądu, od mechaniki do elektroniki. I chyba właśnie technologia mówi więcej o kierowcy, niż kiedyś marka czy model samochodu.
Juliusz Szalek