Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
MAN 2025

No to teraz mamy dwie Klasy C. Łączy je tylko nazwa. Premiera

Udostępnij

Do Polski wreszcie przyjechała nowa Klasa C. Ale jednocześnie przyjechała Klasa C po faceliftigu i w cenniku dumnie stanęła obok. Jak to możliwe? Bo Klasy C są teraz dwie. W skrócie dla młodych i dla starych.

Mercedes podczas polskiej premiery od razu pokazał dwa samochody, które łączy przede wszystkim nazwa. Jeden jest gruntownie zmodernizowaną wersją dotychczasowej konstrukcji i z najważniejszych rzeczy właśnie dostał dwulitrowy silnik benzynowy. Drugi został zaprojektowany od początku jako samochód elektryczny. To nie jest więc historia o jednej Klasie C z dwoma rodzajami napędu. To historia o dwóch zupełnie różnych drogach rozwoju tego samego modelu.

Jedna nazwa, dwie koncepcje

Mercedes sam mówi o dwóch obliczach Klasy C. I tym razem marketingowa metafora wyjątkowo dobrze oddaje rzeczywistość.

Pierwsza C-Klasa to samochód, który jeszcze jako „Baby Benz” znamy od 44 lat i 6 generacji. W najnowszym wcieleniu (W206FL) został jednak poddany najbardziej kompleksowej modernizacji technicznej w historii modelu. Zmieniono stylistykę, elektronikę, wyposażenie oraz gamę napędów. Najważniejsza zmiana nie znajduje się jednak na karoserii. Jest pod maską.

Mercedes rezygnuje z dotychczasowego podejścia, w którym odmiany benzynowe korzystały z silnika o pojemności 1,5 litra. Nowa Klasa C dostała czterocylindrową jednostkę 2.0. To interesujący ruch, bo jeszcze kilka lat temu kierunek rozwoju europejskich silników wydawał się oczywisty: mniejsza pojemność, większe znaczenie turbodoładowania i elektrycznego wsparcia.

Krok wstecz?

Niezależnie czy w limuzynie, czy kombi dwulitrowa jednostka (M254 EVO) jest mocniejsza o 14 KM, ale przy tym oszczędniejsza, co przekłada się na niższą emisję. Dodatkowo współpracuje z układem mild hybrid i rozrusznikiem-generatorem ISG o mocy 23 KM i 205 Nm dodatkowego momentu obrotowego. Oznacza to, w nowej Klasie C silnik benzynowy jest dostępny w trzech wersjach mocy. W najmocniejszej odmianie C 300 generuje on moc 258 KM i moment obrotowy 400 Nm. W C 250 zamiast 204 rozwija moc 218 KM i maksymalny moment obrotowy 320 Nm, natomiast C 200 oferuje moc 177 KM i 270 Nm.

Hybrydowe wersje plug-in Klasy C łączą udoskonalony 4-cylindrowy silnik benzynowy z mocną jednostką elektryczną i są dostępne zarówno z napędem na tylne, jak i na wszystkie koła. Limuzyna C 400 e 4MATIC i kombi C 400 e 4MATIC generują moc systemową do 395 KM i do 650 Nm systemowego momentu obrotowego. Akumulator wysokonapięciowy o użytecznej pojemności 19,53 kWh zapewnia do 100 kilometrów (WLTP) zasięgu w trybie elektrycznym.

W punktach ładowania prądem przemiennym (AC), takich jak domowa ładowarka ścienna (wallbox), hybrydy plug-in można ładować z mocą do 11 kW, a na publicznych stacjach szybkiego ładowania prądem stałym (DC) – co jest szczególnie wygodne w codziennym użytkowaniu – z mocą do 55 kW.

No i jest jeszcze Diesel. Ten też doczekał się udoskonalonej, 4-cylindrowej jednostki wysokoprężnej OM 654 EVO o dwóch mocach: 163 KM i 200 KM. Turbosprężarka o zmiennej geometrii łopatek i bezpośredni wtrysk paliwa common rail o ciśnieniu do 2200 barów optymalizują reakcję, spalanie, emisję spalin oraz zużycie paliwa. Motor jest kompatybilny z biopaliwami HVO100, B10 i B20.

Nie tylko napęd

Facdlifting Klasy C wprowadził także do auta nowy system MB.OS z wirtualnym asystentem MBUX i obsługą AI oraz nawigację wykorzystującą agenta AI Google Cloud, ale bez olbrzymich ekranów. Deska rozdzielcza cały czas jest bardziej klasyczna i mniej cyfrowa. Do tego pojawiły się lepsze materiały, lepsze wyciszenie, wyrazisty design i nowa sygnatura świetlna. I choć w przednich reflektorach pojawiły się gwiazdki Mercedesa, tylne lampy nadal mają tradycyjny design.

Klasa C po lifrintgu, choć znacznie lepiej wyposażona i znacznie nowocześniejsza jest tańsza od auta poprzedniej generacji. Cennik startuje od 199 tys. zł.

A potem wjeżdża elektryczna Klasa C

Równolegle Mercedes pokazał drugą Klasę C (W520). Elektryczną, która co ciekawe nie ma oznaczenia EV, EQ czy E. To jest po prostu Elektryczna Klasa C. Najważniejsze jednak jest to, że to auto stworzone od zera, a nie Klasa C, z której wyjęto silnik i wstawiono baterię.

To zupełnie nowa konstrukcja opracowana od początku z myślą o napędzie elektrycznym. Jej światowa premiera odbyła się w kwietniu 2026 roku, a samochód został zaprojektowany jako kolejny etap rozwoju rodziny C. Więcej o tym pisaliśmy na gorąco z premiery w Seulu.

Różnice widać już na pierwszy rzut oka. Elektryk jest większy, ma bardziej opływową sylwetkę, mocno pochyloną linię dachu, krótkie zwisy i charakterystyczny, podświetlany grill. Mercedes stworzył samochód o proporcjach bardziej przypominających duże, sportowe coupé niż klasyczną limuzynę segmentu D.

Pod karoserią różnica jest jeszcze większa. Elektryczna C-Klasa ma własną architekturę, 800-woltową instalację i zupełnie inną koncepcję wykorzystania przestrzeni. W najmocniejszej wersji C 400 4MATIC samochód oferuje 489 KM i 800 Nm. Zasięg według WLTP dla auta z baterią 94 kWh sięga 762 km, a w optymalnych warunkach dziesięć minut ładowania może zwiększyć zasięg nawet o 325 km (DC max. 330 kW).

To już nie jest eksperyment z elektryfikacją istniejącego modelu. To pełnoprawny samochód elektryczny, który od początku został pomyślany wokół baterii, aerodynamiki i szybkiego ładowania.

Największa różnica jest niewidoczna

Co ciekawe, największe różnice pomiędzy obiema C-klasami nie dotyczą wcale wyglądu.
W zmodernizowanej wersji spalinowej Mercedes zachował zasadniczą konstrukcję samochodu i poprawił ją tam, gdzie było to możliwe. To ewolucja: nowy silnik, nowe oprogramowanie, zmieniona stylistyka, nowe systemy wspomagające i wyposażenie.
Elektryczna Klasa C jest natomiast od początku samochodem definiowanym przez baterię i napęd elektryczny. Oznacza to zupełnie inne proporcje, inną architekturę, inne możliwości zagospodarowania przestrzeni i zupełnie inne podejście do aerodynamiki.

Nawet wnętrze pokazuje tę różnicę. Obie wersje korzystają z najnowszego środowiska cyfrowego Mercedesa, w tym systemu MB.OS, który pozwala na zdalne aktualizacje oprogramowania. Jednak elektryczna Klasa C została zaprojektowana jako znacznie bardziej cyfrowe i przestronne środowisko. Mercedes mówi wręcz o nowej „strefie komfortu” i samochodzie będącym osobistą oazą.

Dwa napędy to ułatwienie

Mercedes nie powiedział klientom: od dziś Klasa C jest elektryczna. Zamiast tego zrobił coś znacznie bardziej pragmatycznego. Zachował samochód z silnikiem spalinowym i gruntownie go zmodernizował, jednocześnie wprowadzając do tego samego segmentu zupełnie nową konstrukcję elektryczną.

Jedna Klasa C jest więc odpowiedzią na pytanie, jak długo można jeszcze rozwijać napęd spalinowy. Druga odpowiada na pytanie, jak powinien wyglądać samochód klasy C, jeśli silnik spalinowy całkowicie z niego zniknie. Wiecej o tym opowiadał nam szef Mercedesa Ola Kalenius - TUTAJ. 

Jedna idealnie wpisuje się w potrzeby klientów na całym świecie, druga jest ukłonem w stronę tych, którzy wolą wybrać tradycyjny napęd. I globalnie to świetny ruch.
Dwie Klasy C stoją więc obok siebie, ale patrzą w zupełnie różne strony. Jedna jeszcze przez chwilę trzyma nogę na hamulcu przed światem całkowicie elektrycznym. Druga już z niego ruszyła.

Przeczytaj również
Popularne