.jpg)
Do Polski wreszcie przyjechała nowa Klasa C. Ale jednocześnie przyjechała Klasa C po faceliftigu i w cenniku dumnie stanęła obok. Jak to możliwe? Bo Klasy C są teraz dwie. W skrócie dla młodych i dla starych.
Mercedes podczas polskiej premiery od razu pokazał dwa samochody, które łączy przede wszystkim nazwa. Jeden jest gruntownie zmodernizowaną wersją dotychczasowej konstrukcji i z najważniejszych rzeczy właśnie dostał dwulitrowy silnik benzynowy. Drugi został zaprojektowany od początku jako samochód elektryczny. To nie jest więc historia o jednej Klasie C z dwoma rodzajami napędu. To historia o dwóch zupełnie różnych drogach rozwoju tego samego modelu.
Mercedes sam mówi o dwóch obliczach Klasy C. I tym razem marketingowa metafora wyjątkowo dobrze oddaje rzeczywistość.
Pierwsza C-Klasa to samochód, który jeszcze jako „Baby Benz” znamy od 44 lat i 6 generacji. W najnowszym wcieleniu (W206FL) został jednak poddany najbardziej kompleksowej modernizacji technicznej w historii modelu. Zmieniono stylistykę, elektronikę, wyposażenie oraz gamę napędów. Najważniejsza zmiana nie znajduje się jednak na karoserii. Jest pod maską.
Mercedes rezygnuje z dotychczasowego podejścia, w którym odmiany benzynowe korzystały z silnika o pojemności 1,5 litra. Nowa Klasa C dostała czterocylindrową jednostkę 2.0. To interesujący ruch, bo jeszcze kilka lat temu kierunek rozwoju europejskich silników wydawał się oczywisty: mniejsza pojemność, większe znaczenie turbodoładowania i elektrycznego wsparcia.
Niezależnie czy w limuzynie, czy kombi dwulitrowa jednostka (M254 EVO) jest mocniejsza o 14 KM, ale przy tym oszczędniejsza, co przekłada się na niższą emisję. Dodatkowo współpracuje z układem mild hybrid i rozrusznikiem-generatorem ISG o mocy 23 KM i 205 Nm dodatkowego momentu obrotowego. Oznacza to, w nowej Klasie C silnik benzynowy jest dostępny w trzech wersjach mocy. W najmocniejszej odmianie C 300 generuje on moc 258 KM i moment obrotowy 400 Nm. W C 250 zamiast 204 rozwija moc 218 KM i maksymalny moment obrotowy 320 Nm, natomiast C 200 oferuje moc 177 KM i 270 Nm.
Hybrydowe wersje plug-in Klasy C łączą udoskonalony 4-cylindrowy silnik benzynowy z mocną jednostką elektryczną i są dostępne zarówno z napędem na tylne, jak i na wszystkie koła. Limuzyna C 400 e 4MATIC i kombi C 400 e 4MATIC generują moc systemową do 395 KM i do 650 Nm systemowego momentu obrotowego. Akumulator wysokonapięciowy o użytecznej pojemności 19,53 kWh zapewnia do 100 kilometrów (WLTP) zasięgu w trybie elektrycznym.
W punktach ładowania prądem przemiennym (AC), takich jak domowa ładowarka ścienna (wallbox), hybrydy plug-in można ładować z mocą do 11 kW, a na publicznych stacjach szybkiego ładowania prądem stałym (DC) – co jest szczególnie wygodne w codziennym użytkowaniu – z mocą do 55 kW.
No i jest jeszcze Diesel. Ten też doczekał się udoskonalonej, 4-cylindrowej jednostki wysokoprężnej OM 654 EVO o dwóch mocach: 163 KM i 200 KM. Turbosprężarka o zmiennej geometrii łopatek i bezpośredni wtrysk paliwa common rail o ciśnieniu do 2200 barów optymalizują reakcję, spalanie, emisję spalin oraz zużycie paliwa. Motor jest kompatybilny z biopaliwami HVO100, B10 i B20.
Facdlifting Klasy C wprowadził także do auta nowy system MB.OS z wirtualnym asystentem MBUX i obsługą AI oraz nawigację wykorzystującą agenta AI Google Cloud, ale bez olbrzymich ekranów. Deska rozdzielcza cały czas jest bardziej klasyczna i mniej cyfrowa. Do tego pojawiły się lepsze materiały, lepsze wyciszenie, wyrazisty design i nowa sygnatura świetlna. I choć w przednich reflektorach pojawiły się gwiazdki Mercedesa, tylne lampy nadal mają tradycyjny design.
Klasa C po lifrintgu, choć znacznie lepiej wyposażona i znacznie nowocześniejsza jest tańsza od auta poprzedniej generacji. Cennik startuje od 199 tys. zł.
Równolegle Mercedes pokazał drugą Klasę C (W520). Elektryczną, która co ciekawe nie ma oznaczenia EV, EQ czy E. To jest po prostu Elektryczna Klasa C. Najważniejsze jednak jest to, że to auto stworzone od zera, a nie Klasa C, z której wyjęto silnik i wstawiono baterię.
To zupełnie nowa konstrukcja opracowana od początku z myślą o napędzie elektrycznym. Jej światowa premiera odbyła się w kwietniu 2026 roku, a samochód został zaprojektowany jako kolejny etap rozwoju rodziny C. Więcej o tym pisaliśmy na gorąco z premiery w Seulu.
Różnice widać już na pierwszy rzut oka. Elektryk jest większy, ma bardziej opływową sylwetkę, mocno pochyloną linię dachu, krótkie zwisy i charakterystyczny, podświetlany grill. Mercedes stworzył samochód o proporcjach bardziej przypominających duże, sportowe coupé niż klasyczną limuzynę segmentu D.
Pod karoserią różnica jest jeszcze większa. Elektryczna C-Klasa ma własną architekturę, 800-woltową instalację i zupełnie inną koncepcję wykorzystania przestrzeni. W najmocniejszej wersji C 400 4MATIC samochód oferuje 489 KM i 800 Nm. Zasięg według WLTP dla auta z baterią 94 kWh sięga 762 km, a w optymalnych warunkach dziesięć minut ładowania może zwiększyć zasięg nawet o 325 km (DC max. 330 kW).
To już nie jest eksperyment z elektryfikacją istniejącego modelu. To pełnoprawny samochód elektryczny, który od początku został pomyślany wokół baterii, aerodynamiki i szybkiego ładowania.
Co ciekawe, największe różnice pomiędzy obiema C-klasami nie dotyczą wcale wyglądu.
W zmodernizowanej wersji spalinowej Mercedes zachował zasadniczą konstrukcję samochodu i poprawił ją tam, gdzie było to możliwe. To ewolucja: nowy silnik, nowe oprogramowanie, zmieniona stylistyka, nowe systemy wspomagające i wyposażenie.
Elektryczna Klasa C jest natomiast od początku samochodem definiowanym przez baterię i napęd elektryczny. Oznacza to zupełnie inne proporcje, inną architekturę, inne możliwości zagospodarowania przestrzeni i zupełnie inne podejście do aerodynamiki.
Nawet wnętrze pokazuje tę różnicę. Obie wersje korzystają z najnowszego środowiska cyfrowego Mercedesa, w tym systemu MB.OS, który pozwala na zdalne aktualizacje oprogramowania. Jednak elektryczna Klasa C została zaprojektowana jako znacznie bardziej cyfrowe i przestronne środowisko. Mercedes mówi wręcz o nowej „strefie komfortu” i samochodzie będącym osobistą oazą.
Mercedes nie powiedział klientom: od dziś Klasa C jest elektryczna. Zamiast tego zrobił coś znacznie bardziej pragmatycznego. Zachował samochód z silnikiem spalinowym i gruntownie go zmodernizował, jednocześnie wprowadzając do tego samego segmentu zupełnie nową konstrukcję elektryczną.
Jedna Klasa C jest więc odpowiedzią na pytanie, jak długo można jeszcze rozwijać napęd spalinowy. Druga odpowiada na pytanie, jak powinien wyglądać samochód klasy C, jeśli silnik spalinowy całkowicie z niego zniknie. Wiecej o tym opowiadał nam szef Mercedesa Ola Kalenius - TUTAJ.
Jedna idealnie wpisuje się w potrzeby klientów na całym świecie, druga jest ukłonem w stronę tych, którzy wolą wybrać tradycyjny napęd. I globalnie to świetny ruch.
Dwie Klasy C stoją więc obok siebie, ale patrzą w zupełnie różne strony. Jedna jeszcze przez chwilę trzyma nogę na hamulcu przed światem całkowicie elektrycznym. Druga już z niego ruszyła.