
Co ma wspólnego blisko pięciometrowa limuzyna z torem wyścigowym? Albo duży SUV z jazdą w terenie? Niewiele, ale mimo to importer nowej na naszym rynku marki Exlantix wybrał właśnie takie okoliczności przyrody do prezentacji swoich modeli. I co? Wynik jest co najmniej zaskakujący.
Przyspieszenie 4,2 sekundy do setki zarezerwowane dla samochodów sportowych, zaskakująco przewidywalne prowadzenie w szybkich i ciasnych zakrętach no i zawieszenie. Pneumatyka genialnie niweluje nierówności, to oczywistość. Ale nawet w ekstremalnych warunkach tarka i szykany nie robią na Exlantixie wrażenia.
Brak sportowego charakteru auta zdradzają jedynie miękka charakterystyka całego zawieszenia i układu kierowniczego, co przekłada się na podnoszenie przodu przy mocnym wciskaniu gazu. Jak w jakimś mocnym amerykańskim muscle carze. Do tego fotel, który jest bardziej komfortową kanapą niż wyczynowym kubełkiem. No ale to przecież nie są samochody sportowe, choć osiągi mówią co innego.
E-Performance Experience na torze Silesia Ring z udziałem dwóch modeli Exlantixa, limuzyny ES i SUV-a ET pokazuje, że nawet w warunkach torowych samochody dają sobie świetnie radę. Podczas jazdy po nitce toru duża masa ponad 2,2 t. daje się okiełznać i nie przeszkadza w uzyskiwaniu fabrycznych przyspieszeń.
Odpowiada za to elektryczny napęd na cztery koła z dwoma silnikami o łącznej mocy 480 KM i potężnym momencie 660 Nm. W torowych warunkach nawet olbrzymia bateria o pojemności 100 kWh staje się sprzymierzeńcem. Owszem sporo waży, ale jest umieszczona nisko i obniża skutecznie środek ciężkości całego auta.
Dla modelu Exlantix ET przygotowano odrębny scenariusz. Tutaj liczy się trawers, wykrzyż i głębokość brodzenia. Serio? Olbrzymiego SUV-a z trzymetrowym rozstawem osi nie przystoi targać w terenie. Auto przechodzi jednak przez wszystkie przeszkody z gracją. No i delikatnością, w końcu tutaj też mamy napęd elektryczny o tej samej mocy 480 KM.
Przy odpowiednim dawkowaniu gazu i wyczuciu auto daje się precyzyjnie prowadzić na stromych podjazdach i wysokich wykrzyżach. Elektronika działa szybko, a systemy wsparcia robią całą brudną robotę. Wystarczy wybrać tryb terenowy i podnieść zawieszenie. Co jednak zaskakuje najbardziej to sztywność nadwozia na różnych próbach i to z olbrzymim panoramicznym dachem w standardzie. Ani razu nie usłyszałem trzasków plastików i jęków nadwozia.
Jednej rzeczy jedynie producent nie pozwolił sprawdzić. Choć ET ma głębokością brodzenia na poziomie 70 cm (Elektryczna G klasa tylko 15 cm więcej) a prześwit to 20,5 cm, kąt rampowy i duży rozstaw osi nie pozwoliły wjechać w przeszkodę stworzoną z myślą o prawdziwych terenówkach. Przyjdzie jeszcze jednak na to czas, gdy auto trafi na testy do redakcji.
Jazdy w ekstremalnych warunkach samochodami, które nie są stworzone na tor i w teren dają możliwość sprawdzenia stabilności i przyspieszenie w bezpiecznych warunkach. 4,2 do setki, 200 km/h robią wrażenie. Szczególnie gdy kierowca tego doświadczy na własnej skórze. W końcu w motoryzacji czasami chodzi też o emocje.
Tym bardziej, jeśli dotyczą samochodów, które nie aspirują, ale jak twierdzi importer, są autami klasy premum. Czerpiąc radość z jazdy po torze Silesia Ring, nieco mniej uwagi poświęciliśmy jakości materiałów, wykończeniu i obsłudze. Skóra Nappa, klasowy system audio, przestronne wnętrze zeszły tym razem na dalszy plan. Był jednak czas, by w rozbudowanych opcjach znaleźliśmy kilka ciekawych gadżetów. Np. system odtwarzania multimediów na zewnątrz (!) i oświetlenie, które potrafi wyświetlać różnego rodzaju emotikony. Niestety ze względu na europejskie przepisy ta funkcja jest u nas wyłączona.
Chery, czyli importer marki Exlantix w Polsce mówi wprost. ES i ET to auta klasy premium. A to oznacza, że mamy na rynku pierwszą sprzedawaną oficjalnie chińską markę w tym segmencie. Świadczyć ma o tym charakter, jakość i technologia.
Z architekturą 800 V, osiągami, mocą ładowania DC 290 kW i kompletnym wyposażeniem, którego u konkurencji w standardzie próżno czasami szukać trudno dyskutować. Pytanie tylko, czy atrakcyjne nadwozie i mniej zaskakujące wnętrze oraz cała ta technologia wystarczą, by zaspokoić wygórowane oczekiwania klientów szukających aut w segmencie premium.
Konkurencja poprzeczkę zawiesiła wysoko, a Exlantix ES ma celownik wycelowany w Audi A6 e-trona i Mercedesa EQS. Więcej o tym pisaliśmy przy okazji premiery - TUTAJ. O Volvo ES90, Mazdzie 6e, Lexusie ES, czy Xpengu P7+ nikt tutaj nie wspomina, choć to elektryki o podobnych gabarytach. Także Porsche Taycan zostaje gdzieś w zawieszeniu, choć to podobne nadwozie (sedanoliftback), podobne wymiary i podobne osiągi. Cena za to kompetnie inna.
W przypadku ES cennik startuje od 329 tys. zł. ET, który ma równie mocną konkurencję jest jeszcze droższy, bo kosztuje 349 tys. zł. Dużo? Choć Audi A6 e-tron w podstawie kosztuje 299 900 zł to w wersji o podobnej mocy już 478 700 zł. (S6 e-tron, 507 KM). Porsche? Ponad 560.
W przypadku SUV-a Audi Q6 kosztuje podobnie, ale jest znacznie mniejszy od ET. To może Mercedes? Tutaj sytuacja wygląda podobnie. GLC, choć wyceniony podobnie (w podstawie) jest mniejszy, a EQS SUV większy i znacznie droższy (570 tys. zł.). Xpeng w tym wszystkim wydaje się tani, bo P7+ w podstawie kosztuje "tylko" 197 tys. zł. a ponad 500-konne AWD "zaledwie" 239 tys. zł. a przy tym potrafi się szybciej ładować i ma zaawansowany system autonomicznej jazdy.
Tańszy jest też SUV Xpenga G9. Konkurent ET ma podobne wymiary, wyższą moc (575 KM - AWD Performance), mocniejszą maks. moc ładowania 446 kW i kosztuje przy tym "tylko" 315 tys. zł.