
Paul Gogoliński i Krzysztof Sosnowski od lat tworzą Total Fleet Solutions, firmę doradczą opartą na wiedzy i doświadczeniu. Wspólnie z Małgorzatą Cybulską z Akademii Leona Koźmińskiego zgłosili do plebiscytu Fleet Derby kierunek studiów, który na tejże uczelni współtworzą. Wygrali, a my zapytaliśmy ich o nagrodę i znaczenie edukacji w pracy flotowca.
Tomasz Siwiński: Gratulacje! Chyba nie widziałem, żeby ktoś tak szczerze się cieszył z nagrody Fleet Derby, jak Wy. Co znaczy dla Was ta nagroda?
Paul Gogoliński: Tak – jesteśmy ogromnie szczęśliwi i naprawdę dumni z otrzymania tej prestiżowej nagrody. To wyróżnienie ma dla nas wyjątkowe znaczenie. Dla nas, jako pomysłodawców programu, jest to przede wszystkim potwierdzenie, że misja, którą rozpoczęliśmy ponad dziesięć lat temu, była słuszna. Od samego początku wierzyliśmy, że polska branża flotowa potrzebuje niezależnego, akademickiego programu, który wykracza poza typowe szkolenia komercyjne i pozwala uczestnikom naprawdę zrozumieć złożoność zarządzania flotą i mobilnością.
Krzysztof Sosnowski: Ogromną satysfakcję daje nam również kontakt z absolwentami. Ich opinie i informacje o tym, jak zdobyta wiedza pomaga im w codziennej pracy i rozwoju zawodowym, są dla nas najlepszą motywacją do dalszego doskonalenia programu.
Jesteśmy szczególnie dumni z faktu, że był to pierwszy w Polsce akademicki program poświęcony zarządzaniu flotą i mobilnością, tworzony przez praktyków rynku we współpracy z renomowaną uczelnią.
Małgorzata Cybulska: Od pierwszej edycji mam przyjemność koordynować ten program ze strony Akademii Leona Koźmińskiego. To ogromna satysfakcja obserwować, jak z roku na rok rozwija się on i przyciąga kolejnych uczestników. Sukces programu to efekt świetnej współpracy pomiędzy uczelnią i ekspertami rynku oraz zaangażowania wszystkich wykładowców. Cieszymy się również, że dzięki tej inicjatywie coraz więcej osób ma okazję poznać Akademię Leona Koźmińskiego, jej nowoczesne zaplecze oraz wysoki poziom kadry dydaktycznej. Wierzymy, że właśnie połączenie wiedzy akademickiej z praktycznym doświadczeniem biznesowym stanowi o wyjątkowości tego programu.
Zarządzanie flotą to dziś nie tylko samochody. To odpowiedzialność za majątek wart często dziesiątki milionów złotych, ciągle zmieniające się przepisy, oczekiwania użytkowników, transformacja w kierunku elektromobilności, nowe technologie oraz ogromna ilość informacji, którą trzeba umieć właściwie interpretować. Łatwo się w tym wszystkim zagubić.
Szukając inspiracji, wróciłem myślami do Wielkiej Brytanii, gdzie zarządzanie flotą od wielu lat funkcjonuje jako dojrzała i uznana specjalizacja. Rozmawiałem o tym z moim wieloletnim przyjacielem, Colinem Tourickiem – jednym z najbardziej cenionych ekspertów flotowych w Europie. To utwierdziło nas w przekonaniu, że w Polsce również potrzebny jest program akademicki poświęcony tej dziedzinie.
Krzysztof Sosnowski: Pomysł jednak nigdy nie stałby się rzeczywistością bez Akademii Leona Koźmińskiego. Od pierwszego spotkania uczelnia dostrzegła potencjał tej inicjatywy i z pełnym przekonaniem zaangażowała się w jej współtworzenie.
Od początku naszym celem było stworzenie programu opartego na rzetelnej, niezależnej i praktycznej wiedzy. Większość uczestników to doświadczeni fleet managerowie, dlatego nie uczymy ich podstaw. Pomagamy im spojrzeć na zarządzanie flotą szerzej – nie tylko z perspektywy operacyjnej, ale również strategicznej, analitycznej i biznesowej. Właśnie to, naszym zdaniem, wyróżnia ten program i sprawia, że od ponad dziesięciu lat cieszy się tak dużym uznaniem.
Który z Was jest bardziej srogim wykładowcą?
Krzysztof Sosnowski: Myślę, że jesteśmy trochę jak klasyczny duet „dobry glina – zły glina”, choć pozostawimy uczestnikom ocenę, kto pełni którą rolę! Doskonale się uzupełniamy, a nasze zajęcia prowadzimy w sposób naturalny i z dużą dawką humoru. Dzięki temu nawet najbardziej wymagające zagadnienia stają się łatwiejsze do przyswojenia.
Paul Gogoliński: Nie da się ukryć, że moje szkockie pochodzenie jest dla wielu uczestników pewną ciekawostką i często przełamuje pierwsze lody. Jednak naszym głównym celem zawsze pozostaje przekazanie praktycznej wiedzy i rozwijanie kompetencji uczestników.
Krzysztof jest ekspertem przede wszystkim w zakresie operacyjnego zarządzania flotą, zagadnień prawnych, podatkowych oraz procesów flotowych. Ja z kolei koncentruję się bardziej na aspektach strategicznych – analizie danych, TCO, trendach rynkowych, zarządzaniu ryzykiem, bezpieczeństwie oraz kierunkach rozwoju mobilności.
To właśnie połączenie tych dwóch perspektyw sprawia, że uczestnicy otrzymują kompleksowy obraz zarządzania flotą – od codziennych wyzwań operacyjnych po strategiczne decyzje, które mają realny wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstwa.
Paul, Krzysztofie. Znamy się od lat więc zapytam wprost – żyjecie z tego, że pomagacie firmom, których floty zarządzane są powiedzmy...nieudolnie. Opłaca Wam się kształcić dobrych fleet managerów?
Krzysztof Sosnowski: To trochę tak, jak zapytać lekarza, czy opłaca mu się promować zdrowy styl życia. Odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak.
Nasza codzienna praca tylko utwierdza nas w przekonaniu, że edukacja jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Mimo rosnącej liczby szkoleń i dostępnych źródeł wiedzy, wciąż spotykamy się z tymi samymi błędami, które kosztują firmy ogromne pieniądze. W naszej ocenie setki przedsiębiorstw nieświadomie tracą znaczące środki i funkcjonują z ryzykiem, którego można byłoby łatwo uniknąć.
Sama wiedza jednak nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze determinacja, aby ją wdrożyć. Czasami żartujemy, że certyfikat po ukończeniu kursu pięknie wygląda na ścianie, ale presja codziennych obowiązków sprawia, że nie wszystkie dobre praktyki trafiają później do rzeczywistości.
Dlatego naszym celem nie jest jedynie przekazywanie wiedzy, ale również zmiana sposobu myślenia o zarządzaniu flotą – z podejścia czysto operacyjnego na bardziej strategiczne i oparte na analizie danych.
Rynek mobilności zmienia się dziś szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Elektromobilność, cyfryzacja, nowe modele użytkowania pojazdów, ESG czy sztuczna inteligencja powodują, że fleet manager musi stale rozwijać swoje kompetencje. Im lepiej przygotowani będą specjaliści odpowiedzialni za floty, tym lepiej będą funkcjonować całe organizacje. I właśnie dlatego będziemy ten program rozwijać.
Chciałbym iść do szkoły muzycznej, ale nie mam talentu, podobnie jak na ASP. A jak z zarządzaniem flotą, można się tego nauczyć, czy trzeba mieć talent, a przynajmniej predyspozycje?
Paul Gogoliński: Myślę, że jak w większości zawodów, potrzebne są zarówno predyspozycje, jak i wiedza. Przez lata spotkaliśmy wielu świetnych fleet managerów, którzy trafili do tej roli trochę przez przypadek. Zdarza się również, że za flotę odpowiada osoba, dla której jest to tylko jeden z wielu obowiązków i która nigdy wcześniej nie miała z tym obszarem do czynienia.
Czy można się tego nauczyć? Zdecydowanie tak. Zarządzanie flotą to przede wszystkim zestaw kompetencji, które można rozwijać – od analitycznego myślenia, przez znajomość finansów, prawa i procesów, aż po umiejętność zarządzania ludźmi, ryzykiem i dostawcami.
Oczywiście pewne cechy pomagają. Jeżeli ktoś lubi analizować dane, szukać optymalizacji, rozwiązywać problemy i ma naturalną ciekawość świata motoryzacji oraz mobilności, będzie mu po prostu łatwiej. Natomiast, podobnie jak w muzyce, nawet największy talent bez systematycznej nauki i praktyki nie wystarczy.
Równie ważne jest właściwe dopasowanie ludzi do tej roli. Mówiąc kolokwialnie – „kwadratowe kołki rzadko pasują do okrągłych otworów”. Dlatego odpowiedni dobór osób oraz inwestowanie w ich rozwój są kluczowe. W naszej ocenie dobry fleet manager nie rodzi się nim – staje się nim dzięki doświadczeniu, ciągłemu doskonaleniu i chęci uczenia się przez całe życie.
Prywatna edukacja nie jest w Polsce tak popularna jak na zachodzie Europy, z czego to wynika?
Małgorzata Cybulska: Prywatna edukacja w Polsce rzeczywiście rozwija się dynamicznie, ale nadal nie jest tak powszechnie wybierana jak w wielu krajach Europy Zachodniej. Wynika to przede wszystkim z uwarunkowań historycznych, ekonomicznych i kulturowych.
Po pierwsze, Polska posiada stosunkowo silny i dobrze rozwinięty sektor publicznej edukacji. Najbardziej prestiżowe uczelnie, takie jak Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Jagielloński czy Politechnika Warszawska, są uczelniami publicznymi, które oferują bezpłatne studia stacjonarne. W wielu krajach zachodnich rola uczelni prywatnych rosła równolegle z ograniczaniem finansowania publicznego lub większym udziałem czesnego w kosztach kształcenia. [stat.gov.pl], [ec.europa.eu]
Po drugie, w Polsce długo funkcjonowało przekonanie, że edukacja powinna być dobrem publicznym, finansowanym przez państwo. Jest to w dużej mierze spuścizna transformacji ustrojowej oraz wcześniejszego modelu edukacji. W efekcie wielu kandydatów nadal w pierwszej kolejności wybiera bezpłatną ofertę uczelni publicznych, a studia prywatne traktuje jako alternatywę, a nie pierwszy wybór.
Jednocześnie warto zauważyć, że ten obraz stopniowo się zmienia. Coraz więcej osób podejmuje decyzje edukacyjne przez pryzmat zwrotu z inwestycji, praktyczności programu, współpracy z biznesem czy możliwości rozwoju kompetencji zawodowych. To obszary, w których wiele uczelni niepublicznych skutecznie buduje swoją przewagę konkurencyjną.
Światowym trendem jest przechodzenie od modelu „dyplomu na całe życie” do modelu uczenia się przez całe życie (lifelong learning). Wzrasta znaczenie studiów podyplomowych, programów executive education, mikropoświadczeń (microcredentials) oraz krótkich form kształcenia rozwijających konkretne kompetencje. W tych segmentach uczelnie prywatne często reagują szybciej na potrzeby rynku pracy i zmiany technologiczne niż duże instytucje publiczne. [oecd.org], [ec.europa.eu]
Dodatkowo wyzwania demograficzne powodują, że zarówno uczelnie publiczne, jak i prywatne muszą coraz mocniej konkurować jakością, umiędzynarodowieniem oraz współpracą z biznesem. Coraz większe znaczenie ma nie status własności uczelni, lecz jakość doświadczenia edukacyjnego, kompetencje kadry oraz realny wpływ studiów na rozwój kariery zawodowej. W tym zakresie obserwujemy stopniowe zbliżanie się Polski do trendów zachodnioeuropejskich.
Jak uczy się obecne pokolenie? Czy to wciąż relacja nauczyciel-uczeń? Kto stanowi główną grupę odbiorców tej wiedzy?
Małgorzata Cybulska: Dzisiejsze pokolenie uczy się zupełnie inaczej niż jeszcze 10–15 lat temu. Nie oznacza to końca relacji nauczyciel–uczeń, ale jej znaczącą ewolucję. Współczesny uczestnik procesu edukacyjnego oczekuje już nie tylko przekazywania wiedzy, ale przede wszystkim jej interpretacji, praktycznego kontekstu i wsparcia w rozwijaniu kompetencji.
W dobie powszechnego dostępu do informacji wykładowca przestał być jedynym źródłem wiedzy. Studenci mogą znaleźć treści w internecie, na platformach edukacyjnych czy w mediach społecznościowych. Dlatego rola nauczyciela coraz częściej przypomina rolę mentora, przewodnika lub eksperta, który pomaga oddzielić wartościową wiedzę od szumu informacyjnego oraz pokazać, jak wykorzystać ją w praktyce.
Obecne pokolenia – szczególnie generacja Z i coraz częściej generacja Alpha – preferują naukę angażującą, interaktywną i opartą na doświadczeniach. Zdecydowanie lepiej reagują na studia przypadków, projekty zespołowe, symulacje biznesowe czy pracę na realnych problemach niż na tradycyjny, jednostronny wykład. Chcą rozumieć nie tylko co należy wiedzieć, ale przede wszystkim dlaczego i jak wykorzystać tę wiedzę w praktyce.
Co istotne, główną grupą odbiorców wiedzy nie są już wyłącznie młodzi ludzie rozpoczynający studia. Jednym z najważniejszych globalnych trendów jest rozwój idei lifelong learning, czyli uczenia się przez całe życie. Coraz większą grupę uczestników programów edukacyjnych stanowią doświadczeni specjaliści, menedżerowie oraz osoby, które chcą się przebranżowić lub aktualizować kompetencje w odpowiedzi na zmieniający się rynek pracy.
Szczególnie w obszarach takich jak zarządzanie flotą, mobilność, transformacja cyfrowa czy zrównoważony rozwój, edukacja staje się narzędziem ciągłego rozwoju zawodowego. Uczestnicy oczekują konkretnych kompetencji, które mogą wykorzystać następnego dnia w swojej organizacji.
Dlatego można powiedzieć, że współczesna edukacja odchodzi od modelu „nauczyciel mówi – student słucha” na rzecz partnerstwa, wymiany doświadczeń i wspólnego rozwiązywania problemów. Wartością staje się nie sam dostęp do wiedzy, ale umiejętność jej krytycznej oceny, zastosowania i ciągłego aktualizowania.
Żyje się szybko, instant. Obrazki, krótkie komunikaty. Pierwszą pracę ma się już nie na, ale nawet przed studiami. Jak to wszystko pogodzić z nauką akademicką?
Paul Gogoliński i Krzysztof Sosnowski: Nie mamy wątpliwości, że rewolucja związana ze sztuczną inteligencją oraz nowymi formami komunikacji już dziś zmienia sposób, w jaki ludzie zdobywają wiedzę, a ten proces będzie tylko przyspieszał. Każde pokolenie uczyło się inaczej, ale dziś tempo zmian jest bezprecedensowe.
Czy to dobrze? To bardziej kwestia opinii niż jednoznacznej odpowiedzi. Świat bardzo rzadko jest czarno-biały. Nowe technologie są ogromną szansą, ale nie powinny zastępować samodzielnego myślenia. Coraz częściej odpowiedzi są na wyciągnięcie ręki – wystarczy zapytać wyszukiwarkę lub sztuczną inteligencję. Prawdziwą wartością jest jednak umiejętność zadania właściwego pytania, krytycznej oceny otrzymanej odpowiedzi i połączenia wielu faktów w spójną całość.
I właśnie tego nie zastąpi żadna technologia. Dobra edukacja nie polega wyłącznie na przekazywaniu wiedzy. Uczy logicznego myślenia, analizowania, wyciągania wniosków i podejmowania świadomych decyzji. To kompetencje, które będą miały coraz większe znaczenie, niezależnie od tego, jak bardzo rozwinie się sztuczna inteligencja.
Dlatego wierzymy, że nowoczesna edukacja akademicka nie stoi w sprzeczności z dzisiejszym tempem życia. Wręcz przeciwnie – daje strukturę, porządkuje wiedzę i rozwija sposób myślenia. A tego nie da się zastąpić krótkim filmem, postem w mediach społecznościowych ani odpowiedzią wygenerowaną przez AI.
Małgorzata Cybulska: To jest jedno z najciekawszych wyzwań współczesnej edukacji. Rzeczywiście żyjemy w świecie, który przyspiesza. Informacje docierają do nas w krótkich formach, decyzje podejmujemy coraz szybciej, a obowiązków zawodowych stale przybywa.
Mogłoby się więc wydawać, że nie ma już miejsca na pogłębioną edukację. Moje doświadczenie pokazuje jednak coś zupełnie odwrotnego.
Osoby, które uczestniczą w programach rozwojowych i szkoleniach specjalistycznych, to najczęściej bardzo świadomi uczestnicy. To ludzie, którzy na co dzień zarządzają zespołami, budżetami, procesami czy flotą pojazdów. Nie przychodzą po teorię dla samej teorii.
Przychodzą po wiedzę, która pomoże im lepiej wykonywać pracę i podejmować trafniejsze decyzje.
Dlatego współczesna edukacja dla dorosłych musi szanować ich czas i doświadczenie. Kluczowe staje się łączenie wiedzy eksperckiej z praktyką biznesową, pracą na rzeczywistych przykładach oraz możliwością wymiany doświadczeń z innymi uczestnikami. Często równie cenne jak sam wykład są dyskusje z osobami, które mierzą się z podobnymi wyzwaniami w różnych organizacjach.
W przypadku obszaru zarządzania flotą i mobilnością jest to szczególnie ważne. Rynek zmienia się bardzo dynamicznie pod wpływem nowych technologii, elektromobilności, cyfryzacji czy wymagań związanych ze zrównoważonym rozwojem. Menedżerowie potrzebują nie tylko bieżącej wiedzy, ale również możliwości skonfrontowania swoich doświadczeń z praktykami i ekspertami z rynku.
W związku z tym nie postrzegam szybkiego tempa życia jako zagrożenia dla edukacji. Wręcz przeciwnie – im bardziej złożone stają się organizacje i otoczenie biznesowe, tym większa jest potrzeba uporządkowanej, sprawdzonej wiedzy oraz przestrzeni do refleksji. Dobre szkolenie czy program rozwojowy daje właśnie taką możliwość: pozwala na chwilę wyjść z codziennego operacyjnego rytmu i spojrzeć szerzej na wyzwania, przed którymi stoi firma.
Dzisiaj największą wartością edukacji nie jest sam dostęp do informacji, ale możliwość uczenia się od ekspertów i innych praktyków oraz przekładania wiedzy na konkretne działania biznesowe. I tego żadna szybka forma komunikacji nie jest w stanie zastąpić.