
Nawet złotówka drożej na litrze. Jak to możliwe? Ceny paliw na stacjach autostradowych rządzą się własnymi prawami. Ale czasy eldorado właśnie minęły. Oto efekt uboczny regulowanych cen maksymalnych.
Jeszcze kilka tygodni temu kierowcy przecierali oczy ze zdumienia – i to nie z radości. Po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie i uderzeniu USA na Iran ceny paliw w Polsce wystrzeliły. W połowie marca diesel potrafił kosztować nawet ponad 8 zł za litr, a dynamika wzrostów sięgała kilkunastu procent w zaledwie kilkanaście dni.
Rząd zareagował szybko i zdecydowanie. Wprowadzono mechanizm maksymalnych cen detalicznych paliw. Od końca marca każda stacja w kraju musi zmieścić się w urzędowo ogłoszonym limicie, publikowanym cyklicznie w Monitorze Polskim i aktualizowanym na podstawie sytuację rynkową. Efekt był natychmiastowy: ceny spadły, a rynek – przynajmniej na poziomie detalicznym – został „przyciśnięty do sufitu”.
Ale jak to często bywa, najciekawsze rzeczy dzieją się na marginesie regulacji.
Bo oto wydarzyło się coś, co jeszcze niedawno wydawało się ekonomiczną fantastyką: autostrady przestały być paliwową „strefą premium”, zdzierając z kierowców pod pretekstem „wyższych kosztów” prowadzenia biznesu.
Przez lata obowiązywała prosta zasada – im szybciej jedziesz, tym drożej tankujesz. Stacje przy trasach szybkiego ruchu korzystały z ograniczonej konkurencji i przez wysokie koszty dzierżawy MOP-ów, doliczały do litra paliwa wyraźną „opłatę za wygodę”. Różnice względem zwykłych stacji potrafiły sięgać nawet złotówki. Kłopot w tym, że nie zauważały większego popytu.
Mechanizm cen maksymalnych zadziałał jednak jak poziomica przyłożona do rynku. Skoro nie wolno przekroczyć ustalonego pułapu, to trudno już „odjechać” ceną – nawet na autostradzie. Operatorzy takich stacji zostali sprowadzeni do tej samej ligi co reszta rynku.
Efekt? Cena 95 na autostradzie dokładnie taka sama jak w mieście. Efekt nr 2? Więcej klientów, większe obroty. Jedynie gaz nadal trzyma cenę na stacjach autostradowych. 4 złote to normalny widok, a to już niewiele mniej niż litr bezołowiowej 95 - 6,21 zł.
Ciekawe, czy po zniesieniu cen maksymalnych stacje autostradowe wrócą do starych praktyk?