Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
MAN 2025

46 tys. zamiast 160 tys. elektryków rocznie. Grupa Volkswagen o tym, co już działa, a czego brakuje polskiej elektromobilności.

Udostępnij

 Obecność Grupy Volkswagen w Katowicach to nie tylko sześć spektakularnych premier, ale równie ważne było to, co działo się podczas paneli konferencyjnych i rozmów na stoisku z ekspertami Grupy, którzy mówili o tym, czego polska elektromobilność potrzebuje, żeby nie zostać w tyle Europy. Zarówno pani prezes jak i dyrektorzy marek są praktykami a swoje doświadczenia przekładają na jasne deklaracje i konkretne cele, a przy okazji rozwiewają wątpliwości, z którymi mierzy się dziś rynek. Byliśmy na kilku panelach z ich udziałem, stąd przekazujemy branży flotowej najważniejsze głosy, które płynęły od Volkswagena.

 

Kluczem jest demokratyzacja elektromobilności, powiedział Łukasz Zadworny, dyrektor marki Audi w Volkswagen Group Polska.

Podczas panelu „Strategia Transformacji Przemysłu Motoryzacyjnego w Polsce” w Katowicach Łukasz Zadworny, dyrektor marki Audi, mówił o wyzwaniach jakie stoją przed organizacjami zajmującymi się sprzedażą aut elektrycznych, jak przekonać Polaków do samochodów elektrycznych.

„Jestem praktykiem rynku i jako przedstawiciel Volkswagen Group Polska, który dostarczył klientom 1,7 mln aut na polskim rynku muszę też powiedzieć, że równie ważna jak produkcja, są także mocny i stabilny rynek”.

 

Stabilny rynek, czyli realny popyt, jest równie ważny jak sama produkcja. „To jest wyzwanie, które stoi przed nami, sprawić, by każdy samochód zjeżdżający z linii produkcyjnej miał już potencjalnego klienta” - mówił.

Skalę tego wyzwania pokazują liczby. Żeby w 2035 roku po polskich drogach jeździło 1,8 mln aut elektrycznych, trzeba sprzedawać ok. 160 tys. takich samochodów rocznie. Tymczasem w 2025 roku w Polsce zarejestrowano 46 tys. elektryków.

 

„Z perspektywy organizacji, która zajmuje się sprzedażą przed nami są wyzwania takie jak:

- Dostępna i atrakcyjna oferta. Potrzebna jest odpowiednia liczba modeli w różnych segmentach.

- Krótki czas oczekiwania. Klient nie może czekać na samochód pół roku. Dziś, większość elektrycznych modeli Grupy Volkswagen jest dostępna od ręki.

- Przystępne ceny. Dzięki skali produkcji Grupa może wprowadzać na rynek elektryki poniżej 100 tys. zł, takie jak ID. Polo czy Cupra Raval.

- Szeroka ofensywa modelowa. W tym roku Grupa Volkswagen wprowadza 20 nowych modeli, z czego 10 to samochody elektryczne.”

 

Cena samochodu jest ważna, ale jeszcze ważniejsze jest to, jak go finansujemy i na jakich warunkach jesteśmy w stanie go zaoferować klientom, podsumował Łukasz Zadworny.

 

 

Do demokratyzacji elektromobilności nawiązała także Carla Wentzel, która powitała gości i dokonała oficjalnego otwarcia premier na stoisku Volkswagen Group Polska.  „Z radością mogę dziś powiedzieć, że jako Grupa Volkswagen realizujemy naszą obietnicę demokratyzacji elektromobilności. Trzy z prezentowanych dziś modeli należą do naszej rodziny miejskich samochodów i będą oferowane w cenie 99 000 zł, co naprawdę czyni elektromobilność bardziej dostępną dla polskich klientów” - powiedziała Carla Wentzel, prezeska zarządu VGP.

 

Czy rynek potrzebuje dopłat do osobowych BEV?

W tym panelu głos zabrał m.in. Tomasz Tonder, dyrektor PR & Corporate Affairs oraz e-mobility w Volkswagen Group Polska.

Czy program dopłat jest potrzebny? „Zależy, jaki cel sobie stawiamy. Jeżeli chcemy, żeby elektromobilność dalej się rozwijała, jeżeli walczymy o czystsze powietrze i ciszę w miastach, to zdecydowanie tak. Potrzebujemy różnych form wsparcia”, powiedział Tomasz Tonder.

 

Po zakończeniu programu dopłat, sierpień był już czwartym z rzędu miesiącem spadków. Polska zmierza niestety w zupełnie innym kierunku niż Europa. „Po pierwszym półroczu udział aut elektrycznych w rynku wynosi u nas 5,3 %. Daje nam to trzydzieste, przedostatnie miejsce w Europie” - mówił Tomasz Tonder.

Dla porównania przedstawił sytuację w Unii Europejskiej. W pierwszej połowie tego roku zarejestrowano tam 1,2 mln samochodów elektrycznych, o 40 % więcej niż rok wcześniej, a w samym czerwcu wzrost sięgnął 60 %. Elektryki są najszybciej rosnącym segmentem, podczas gdy sprzedaż aut benzynowych i diesli spada. Połowa tego wolumenu, czyli 600 tys. aut, przypada na dwa rynki, Niemcy i Francję. W obu krajach rejestracje wyraźnie przyspieszyły po wprowadzeniu programów wsparcia.

W Niemczech dopłaty ruszyły w styczniu, to program długoterminowy, zaplanowany na cztery lata, z budżetem 3 mld euro i wsparciem dla 800 tys. samochodów. Potężny zastrzyk dla elektromobilności. We Francji dużym sukcesem okazał się z kolei leasing socjalny.

Jako Grupa Volkswagen radzimy sobie w obecnych warunkach całkiem dobrze. W pierwszym półroczu dostarczyliśmy najwięcej samochodów elektrycznych w Polsce, 3400 aut marek Volkswagen, Škoda, Audi i Cupra. Żaden inny producent nie może pochwalić się takim wynikiem. Ale jeśli chcemy zwiększać sprzedaż elektryków, wsparcie jest konieczne.

 

W dalszej części dyskusji Tomasz Tonder doprecyzował, co rozumie przez dopłaty.

 

„Mówiąc o dopłatach, mam na myśli różne formy wsparcia, w tym leasing. Dopłaty bezpośrednie mają sporo wad, ale jeśli celem jest zwiększenie udziału samochodów elektrycznych, to jakaś forma wsparcia jest potrzebna”

 

Przyznał też otwarcie, że z perspektywy producenta sprawa nie jest jednoznaczna, nie jest tajemnicą, że większe marże mamy na samochodach spalinowych. „W naszej ofercie jest dziś około stu modeli, z czego dwadzieścia kilka to auta elektryczne. Możemy zaoferować klientowi dokładnie taki samochód, jakiego potrzebuje, i to jest nasza przewaga. Z tego punktu widzenia wsparcie dla elektryków nie jest dla nas najważniejsze. Ale jeśli celem jest więcej samochodów elektrycznych na drogach, programy wsparcia są potrzebne”

Zwrócił również uwagę, że efekt zakończonego programu trudno ocenić jednoznacznie, dane z pierwszych miesięcy są mało miarodajne, bo dopłaty rozkręcały się bardzo powoli. Mniej więcej cztery miesiące temu krzywe ubiegłorocznych i tegorocznych rejestracji przecięły się i od tego czasu notujemy spadki. Musiałby się wydarzyć cud, żeby któryś z kolejnych miesięcy przyniósł wzrost. Zwłaszcza, że w listopadzie i grudniu ubiegłego roku mieliśmy ogromny szczyt rejestracji. Bez wsparcia nie ma szans, by w tym roku dojść do takich poziomów.

 

Panel dotyczył też obaw związanych z bateriami w używanych autach elektrycznych. Według Tondera na wartość rezydualną i popyt na rynku wtórnym znacznie silniej niż dopłaty wpływa szybki rozwój technologii.

 

„Na kongresie prezentujemy m.in. nową rodzinę elektrycznych samochodów miejskich w cenie od 99 tys. zł. Tak niskiej ceny nie determinuje dopłata, bo te auta kosztują tyle samo w Niemczech i we Francji, gdzie programy wsparcia działają. Mają też akumulatory z ogniwami w nowej chemii LFP, które można, a nawet zaleca się, ładować do 100%. To również zmniejsza obawy użytkowników.”

 

Tonder zapowiedział też rozwiązanie, które ma ułatwić handel używanymi elektrykami „Mało kto o tym jeszcze wie, ale żeby dać rynkowi wtórnemu pewność za kilka lat, w nowych modelach każdy użytkownik może sprawdzić stan zdrowia akumulatora bezpośrednio na ekranie systemu multimedialnego. Dziś posługujemy się certyfikatami wystawianymi przez serwis. W modelach, które właśnie wprowadzamy na rynek, nie jest to już konieczne. Każdy od razu widzi, w jakim stanie jest bateria”.

 

„Wiedza o elektromobilności w społeczeństwie jest niestety niewielka. Z badań wynika, że tylko 22% użytkowników samochodów w Polsce ocenia ją jako dobrą lub bardzo dobrą. Zaledwie 4% miało okazję prowadzić samochód elektryczny. Brakuje więc i wiedzy, i doświadczenia, a stąd biorą się obawy”.

 

Na koniec podzielił się doświadczeniem z serwisów Grupy, „Serwisujemy w Polsce wiele używanych elektryków, także sprowadzonych z Niemiec, z ogromnymi przebiegami. Wśród nich są nawet pierwsze elektryczne Golfy, czyli zupełnie stara technologia z akumulatorami chłodzonymi powietrzem. Nie mieliśmy ani jednego przypadku, w którym musielibyśmy wymienić akumulator na gwarancji”.

 

A odpowiedzią na problem, o którym wspomniał Tomasz Tonder, niech posłuży przykład, gdzie zasięg auta elektryczego przestaje być barierą.

Bo o tym, jak duży postęp dokonał się w segmencie aut elektrycznych, pokazał projekt wsparty przez Volkswagen Financial Services (VFS). Miko Marczyk przejechał przez Polskę seryjnie produkowanym Audi A6 Sportback e-tron w wersji Performance i pokonał 1338 km, na jednym ładowaniu. Wynik oficjalnie zatwierdziła sędzia Guinness World Records, Anouk de Timary.

Dla branży flotowej ważniejszy od samego rekordu jest wniosek praktyczny. Zasięg, przez lata był jednym z głównych argumentów przeciwko elektrykom w dalekobieżnych podróżach służbowych. Tymczasem challenge wsparty przez VFS udowadnia, że zasięg coraz rzadziej ogranicza wybór auta, także do zadań wymagających pokonywania długich tras w Polsce i Europie.

 

„Od lat wspieramy rozwój elektromobilności, oferując klientom rozwiązania ułatwiające korzystanie z nowoczesnych samochodów oraz przechodzenie na bardziej zrównoważone formy mobilności. Wierzymy, że takie przedsięwzięcia pomagają lepiej poznawać nowe technologie i pokazują ich realne możliwości w praktyce” - powiedział Mikołaj Woźniak, prezes Volkswagen Financial Services.

 

Wnioski ze spotkania w Katowicach są takie, że samochody elektryczne na stałe weszły do polskich flot i coraz częściej widać je na drogach. Oferta nigdy nie była tak szeroka: są modele w różnych segmentach, auta dostępne od ręki i miejskie elektryki od 99 tys. zł. Technologia rozwija się szybko. Baterie w chemii LFP można ładować do 100%, a stan akumulatora da się sprawdzić na ekranie auta.

O decyzji zakupowej coraz rzadziej przesądza sama cena katalogowa. Liczą się warunki finansowania, całkowity koszt użytkowania i wartość auta po zakończeniu kontraktu. To szczególnie ważne dla flot, bo to one za kilka lat zasilą rynek wtórny. Przejrzysta informacja o stanie baterii i dobre doświadczenia serwisowe, wzmacniają wartość rezydualną.

Producenci dostarczyli już ofertę, ceny i technologię. Teraz potrzebne są długofalowe i przewidywalne formy wsparcia oraz edukacja kierowców i menedżerów flot. Bez realnego popytu nie będzie transformacji, a bez 160 tys. elektryków rocznie cel na 2035 rok pozostanie tylko deklaracją.

 

Małgorzata Mikołajczyk, magazyn Fleet.

Przeczytaj również
Popularne