Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

Za moich czasów

Udostępnij

Dorosłość zaszła mnie niespodziewanie od tyłu i założyła duszenie trójkątne. Nie miałem wyjścia, musiałem odklepać i od tej pory noszę ją na barana, a ta nie chce zejść i tak sobie kroczymy przez życie. Powiem Wam, że nie ma w niej nic fajnego. Nie chodzi o to, że tu łupie, tam ciągnie. Nawet nie o to, że chodzę do toalety częściej, niż załącza mi się system start-stop, że wstaję wyspany o 5, a zasypiam o 21. Nawet poranna porcja tabletek jakoś mnie nie irytuje – bo to wszystko można zwalić na starość, która, żeby była jasność, nie ma nic wspólnego z wiekiem ani z dorosłością. Dorosłość jest przerażająca z innego powodu.

Jechałem sobie jak raz trasą widokową z domu do pracy. Bo należę do osób, które niemal każda jazda samochodem bardzo kręci. Nawet jazda z pracy, w delegację czy na wakacje. Czerpię z prowadzenia samochodu olbrzymią satysfakcję, mimo że dwa z trzech moich aut mają skrzynię automatyczną (jedno to nawet bezstopniową). Wracam więc do domu i patrzę na młodzież wracającą po rozdaniu świadectw i nagle, całkowicie bezwiednie, mówię, bo w samochodzie gadam do siebie: „Matko, jak ci młodzi teraz wyglądają. Jakie włosy, jakie spodnie, snują się jak zjawy...”. I wtedy druga myśl: „Czy nie masz lustra w domu?!”

Wyobrażacie sobie, jak bardzo mnie to strwożyło? Przecież tak mówili do mnie DOROŚLI, co doprowadzało moje nastoletnie istnienie na skraj furii. I teraz to się stało. Teraz to ja zostałem tym znienawidzonym Dorosłym. Przez kilka dni chodziłem ponury i strapiony, aż postanowiłem całą sprawę z tą dorosłością zaakceptować. Skoro tak, to będę najgorszym z najgorszych. Zastanowiłem się, co takiego mówią najgorsi dorośli, co powodowało u mnie ciarki. Odpowiedź przyszła sama, kiedy spojrzałem na boczek drzwi mojego auta: „Jak to już porysowane? Co to ma być? Za moich czasów to było nie do pomyślenia”. ZA MOICH CZASÓW (w skrócie ZMC). Kiedy raz to wypowiesz, nie ma już odwrotu.

Faktycznie, plastiki w moim lekko ponad rocznym aucie są podrapane i to nie tylko na boczkach drzwi. To nie tylko nowy samochód, ale to nowy samochód, którym mam – zgodnie z marketingowym przekazem – każdą wolną chwilę spędzać, nurkując z płaszczkami, zjeżdżając z Everestu czy ujeżdżając dzikie mustangi. I ma mi w tym, do cholery, towarzyszyć, a nie rysować się, bo ściereczka do plastików była zbyt mało wilgotna.

Czy jest to cecha osobnicza mojego modelu – który kocham nad moje dorosłe życie – czy może obecnie wszystkie auta takie są? Postanowiłem to sprawdzić, żeby frazy ZMC nie wygłaszać po próżnicy. Wniosek, który nie tyle się nasunął, ile był efektem kilkudniowych badań i obserwacji, był przerażająco satysfakcjonujący: współczesne samochody wykonane są byle jak, z byle jakich materiałów. Do tego są byle jak poskładane. Mają być drogie w sprzedaży, tanie w produkcji. Mają zwabić podświetlanym grillem i 50-calowym wyświetlaczem klienta, żeby bardzo szybko obedrzeć go z wszelkich złudzeń, że to, co kupił, posłuży mu latami.

Kiedyś, projektując samochód, testowano materiały, z których były wykonane dywaniki, kierownica, podsufitka, wajcha zmiany biegów, klamki, pokrętła i przyciski. Szyby były grube, a tapicerka ognioodporna. Teraz przednią szybę jest w stanie przebić komar, jeżeli leci pod właściwym kątem, dywanik się przeciera, jeżeli nie zmieniłeś butów na welurowe bambosze, tapicerka ma dziury, bo „kto to widział siadać w jeansach”, a piano black porysuje się, bo za długo i zbyt intensywnie się w niego wpatrywałeś.

Ostatnio wyjąłem z Mercedesa W124 popielniczkę, której nikt by ode mnie nie kupił, bo nikt by nie uwierzył, że jest z 30-letniego samochodu! Bo zapewne – oby nie – tuzin inżynierów Mercedesa przez rok jarał szlugi i gasił je, żeby zrobić testy materiałowe. Bo za MOICH CZASÓW tak się robiło samochody, żeby służyły długo nie tylko temu, kto kupił je w salonie, ale kolejnemu, kolejnemu i kolejnemu klientowi.

Skoro nawet popielniczki nie muszę dokupić do mojego balerona, to może zrobiłbym mu podświetlaną gwiazdę na masce? Chociaż nie. Jestem dorosły.

Udanych wakacji... tfu, urlopów.

Przeczytaj również
Popularne