Zamknij Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

Przeciętny samochód

Udostępnij

Jednym z moich wiodących koszmarów, z którymi zmagam się co jakiś czas, jest bycie nim – Przeciętnym Kowalskim. Jest to straszne, bo zarabia on przeciętnie, przeciętnie jest zdrowy, ładny, młody. Zjada rocznie przeciętną liczbę ziemniaków, cukrów prostych. Rocznie wypija około 12 litrów czystego spirytusu, a ja nie lubię spirytusu!

Jednak to jeszcze mogę znieść, ale koszmarowąincepcją, czyli koszmarem w koszmarze, jest to, czym jeździ Przeciętny Kowalski. Nie chodzi mi o żadną zrównoważoną mobilność, transport kombinowany. Nie. Chodzi mi o samochody. Tak, samochody, nie samochód, bo przecież, jak pokazują niektóre badania – najczęściej te zrobione wśród grupki kilkorga znajomych podczas rytuału parzenia matchy w wegańskiej knajpce – przeciętny Polak ma od 25 do 50 samochodów. Jaki jest więc ten przeciętny?

Statystyki mówią, że średni wiek samochodu w Polsce jest taki, że gdyby był człowiekiem, to mógłby już legalnie uprawiać seks, aczkolwiek do ludzkiej pełnoletności jeszcze kilku miesięcy brakuje. Sami pamiętacie – bo zakładam, że w większości czytają nas ci po okresie dojrzewania – jaki był to trudny okres. Trochę dzieci, trochę młodzież, a trochę najbardziej dorośli ludzie na świecie. Trudny wiek. Dla samochodów tak samo.

Bo nie jesteś klasykiem i nie bardzo masz na to potencjał. Nie masz tego potencjału, bo powstałeś gdzieś koło 2006–2010 roku, a wtedy już działy smutnych księgowych nie były zainteresowane budowaniem aut na lata. Raczej mocno szukano oszczędności. Więc zacząłeś się już kilka lat temu delikatnie rozpadać. Pewnie nie byłeś zbyt drogi w zakupie, to i niespecjalnie o ciebie dbano, bo obecny Kowalski to już piąty, który cię użytkuje. Tu skrzypisz, tu ciekniesz. Na pocieszenie przynajmniej możesz się poskarżyć oponom, bo znacie się od urodzenia.

Może się też zdarzyć tak, że wybrałeś Polskę na swoją szczęśliwą emeryturę. To z naszego, czyli ludzkiego, pojęcia jest całkowitą aberracją, ale w motoryzacyjnym życiu przeciętnych samochodów przeciętnych Kowalskich to właśnie Polska jest często emeryckim przystankiem. Taką europejską Florydą. Rozpoczynasz życie w Niemczech, tak jeździsz po równych drogach, przepalasz swój filtr DPF na autostradach bez ograniczeń, a badają cię spece w żółtych kombinezonach ADAC. Tylko nie o takim życiu marzyłeś; śnią ci się kocie łby, koleiny, uskoki asfaltu, zimowe kałuże skrywające kilkunastocentymetrowe dziury. Ach, to byłoby życie. Warto marzyć, bo w końcu tu trafiasz i nagle okazuje się, że poznajesz nowych przyjaciół – koleżanka gumówka, koleżanka szpachla, kolega trytytka. Życie jest piękne.

Jeżeli miałeś to szczęście i powstałeś jako samochód premium, to perspektywa emerytury rysuje się dla ciebie w jeszcze jaśniejszych barwach. Zapewne trafiłeś do Polski tuż po drobnej stłuczce. To mógł być błotnik do wymiany, zderzak, przetarty bok. Dla zgniłej Zachodniej Europy jesteś bez wartości, ale nie dla nas. To tak, jakby człowiek złamał rękę czy miał zapalenie wyrostka, a lekarze powiedzieliby – nie ma sensu leczyć, eutanazja. Ale nie u nas, nie w Polsce. U nas motoryzacyjny NFZ działa wspaniale, a rynek transplantologii jeszcze lepiej. Nie tylko dostaniesz nowy reflektor, zderzak czy błotnik, ale możesz liczyć nawet na całą ćwiartkę. Na zabiegach fizjoterapii ponaciągają cię w każdą stronę, podłogę, słupki. Polakierują, a jak będziesz miał szczęście, to nawet w kolorze.

Czy z moich obserwacji przeciętnych aut przeciętnego Kowalskiego płynie jakiś morał, a przynajmniej można wyciągnąć jakiś wniosek? Może taki, że wciąż jesteśmy biednym społeczeństwem, w którym nauczyciel nie może sobie pozwolić na zakup nowego samochodu, bo musiałby z głodu zjeść najgorsze dziecko w swojej klasie. Może taki, że samochody z Niemiec, jak niemieckie proszki, są lepsze i bardziej pachnące? Może wreszcie taki, że jesteśmy zaradnym narodem i zamiast coś wyrzucać i kupować nowe, wolimy to naprawić? Może tak, a może nie. Nie wiem, zastanowię się i napiszę wam, jak wrócę z przejażdżki moim niemieckim emerytem, którym się opiekuję, Golfem IV. Kochajcie swoje samochody.

 Tomasz Siwiński

Przeczytaj również
Popularne